czwartek, 16 października 2014

Bad & Good Angel 14

Czas się pożegnać?

Christian proszę! Nie rób mi tego!-Wrzeszczałam nad półprzytomnym rycerzem.
Tamowałam krew z jego brzucha. Sama czułam się gorzej niż zazwyczaj. Czułam zapach nadpalonego ciała. Nie przejmowałam się zwęglonym kawałkiem mojego ciała. Bolała mnie głowa a przed oczami panował półmrok ledwo widziałam. Czułam,że go tracę. Złapał mnie za dłoń i próbował coś wyszeptać.
- Pani, zanim odejdę z tego świata chcę byś wiedziała jedno.-Zaczynał się dusić.- Od pierwszego wejrzenia się w tobie zakochałem.-Próbował się uśmiechnąć ale wyszedł mu z tego grymas.
- Nie przemęczaj się. -Mówiłam drżącym głosem i ocierałam łzy.-Ja.. też cię kocham. -Pocałowałam go w czoło i wciąż płakałam.
- Jesteś w niebezpieczeństwie. On..szykuje się do odbudowy armii umarłych. Ma moją krew. A ja..Ja jestem wybrańcem. Ja mam świętą krew. To moja wina. -Tłumaczył się i nagle zaczął kaszleć krwią. Wciąż nie docierało do mnie to co nadchodziło.
- Nie możesz umrzeć! Kto mnie wyszkoli na wojownika? Nie możesz mnie zostawić! -Zaczęłam wrzeszczeć. Straży wciąż nie było. - Ale jak to, że Ty jesteś wybrańcem. Jak to możliwe?-Otarłam mu krew z warg.
-Nie wiem jak to przyjmiesz ale..Twój ojciec jest także moim. Czyli jesteś moją siostrą. To by była straszna zbrodnia gdybyśmy to powiedzieli królowi. Robiłem wszystko by o tobie zapomnieć ale...
- To wy jesteście rodzeństwem?! - Przerwał nam Niall. Jego skrzydła były we krwi. Wyglądał okropnie. Jego oczy płonęły.- Nie wierzę! -Wrzasnął.
-Ellijah co się stało! -Zapytałam,byłam w niezłym szoku,jego wygląd było odrażający.- Czyżby ukąsił cię jeden z wysłanników cienia?
- Nie ważne pani! Ważne by zabrać go do medyka. Pani twoje ciało! Co się wydarzyło?- Podszedł i odgarnął włosy z mojego czoła i spojrzał w oczy. Poczułam ciepło bijące od jego ciała i westchnęłam. Uśmiechnął się.-Zabiorę go. Dasz sobie radę sama?-Zapytał z czułością.
- Tak dam. -Skłamałam. - Możesz lecieć. -Złapałam go za dłoń.
Wstał i wziął na ręce rycerza, który oddychał coraz słabiej.
- Pospiesz się! W każdej chwili może umrzeć. - Wstałam i patrzyłam jak podchodzi do granicy balkonu. Miał właśnie się wzbić kiedy zawrócić i obdarzył mnie długim pocałunkiem. Potem jak gdyby nigdy nic, zawrócił i wzbił się w niebo. Obserwowałam ten czyn. Zaczęło świtać. Rozbolało mnie ciało, czułam, jak krew zaczęła we mnie wrzeć mnie mogłam oddychać. Bolała mnie strasznie głowa. Upadłam na ziemię i zaczęłam wrzeszczeć z bólu. Po kilku dobrych chwilach wrzeszczenia poczułam ulgę gdy moje powieki zaczynały się zamykać. Gdy zaczęłam tracić świadomość zauważyłam ciemną postać na tle nieba. Po chwili opadłam z sił i pozwoliłam by sen mnie znużył.


JEJ w końcu napisałam kolejną cześć. Nie wiecie jak trudno pogodzić naukę z internetem xD Enjoy! ~~Autorka ♥

środa, 13 sierpnia 2014

Bad & Good Angel 13

Coś poszło nie tak...

 Gdy król ukrył się już w krzakach.  Wtedy jak na zawołanie na balkonie pojawiła się księżniczka. Pan Ciemności dopiero teraz dostrzegł jej przyziemne piękno. Jasno brązowe włosy opadały kaskadą na jej ramiona. Miała piękne piwne oczy i grymas na twarzy. Zaśmiał się wiedząc,że doskwiera jej brak powietrza w ciasnym gorsecie. Coś błysnęło w jej dłoni. To był chyba sztylet. Przez chwile Lucyfer myślał, że przebije się sztyletem i jej cenna krew do odrodzenia jego armii zmarnuje się, lecz dziewczyna rozcięła sznury od gorsetu. I zaczerpnęła powietrza i spojrzała w księżyc. W jej oczach zauważył uwielbienie do tego widnokręgu. Zamknęła oczy i coś zaczęła szeptać. Lucyfer czuł, że siła księżyca na nią działa. Tymczasem za jej plecami pojawił się John.
- Skarbie?-Wyszeptał podchodząc i obejmując ją od tyłu.
Dziewczyna przeraziła się i krzyknęła.
- Odejdź!-Cofnęła się do tyłu i potknęła o gorset leżący na ziemi. Podszedł do niej i wyciągnął dłoń.
- Musisz iść ze mną czy to ci się podoba czy nie.-Wyszeptał kucając i dalej trzymając dłoń przed sobą.
- Nigdzie nie pójdę.-Splunęła mu w twarz. Otarł ją bez słowa i zacisnął dłoń na jej ramieniu, które po chwili zaczęło dymić a dziewczyna wstrzymywała okrzyk bólu. Przed oczami zrobiło jej się ciemno. Właśnie miał ją zabrać do podziemi, gdy do pokoju wkroczył sir Christian.
- Co tu się dzieje! Kim jesteś? Straże!- Krzyknął i zaczął biec w stronę balkonu. 
Gdy wbiegł, poczuł straszny ból w podbrzuszu. Obrócił głowę i zobaczył drugiego mężczyznę. Uśmiechał się i po chwili zniknął. Czuł, że dłużej nie wytrzyma stojąc. Upadł koło księżniczki, dotknął jej dłoni i odpłynął w bólu...

Jak mogłeś na to pozwolić!!!-Wrzeszczał Lucyfer siadając na swoim tronie.
- Panie..-Zaczął niewinnie John.
- Milcz suko!-Wrzasnął ponownie.
- Panie.. na twoim sztylecie jest krew...-Podjął
- I co z tego!
- Krew sir Christiana. On też jest kapłanem jak Ventum. Jego krew pomoże nam odrodzić twoją armię Lucyferze.-Jego oczy płonęły.
- Że też na to nie wpadłem. Johnie byłeś warty wyciągania cię z nieba.-Podszedł i ucałował go.

Że też wcześniej na to nie wpadłem...Wyszeptał i zaśmiał się podchodząc do kielicha otoczonego płomieniami i starł  krew ze sztyletu,która spłynęłam do jego wnętrza.

_______

Rozdział krótki ale jest, już niedługo koniec. I czas do szkoły. No nic, powodzenia w przygotowaniach ;D

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Bad & Good Angel 12

Nieoczekiwani przybysze...

Tajemniczy las. Biegnę przed siebie lub uciekam przed kimś lub czymś. Potykam się i upadam, ciemna postać jest coraz bliżej. Czuję szybsze bicie serca i przypływ adrenaliny. Nagle znajome uczucie mocniejszego zabicia serca,krzyk. Śmierć. Twarz John'a i innego tajemniczego mężczyzny. Jego oczy są ciemne i ponure jak mglista noc. Rozmawiają nad leżącym nieopodal ciała. Czy to kłótnia. Wszystko widzę jak przez mgłę. Chmury sunące po niebie odsłaniają i zasłaniają księżyc, który co chwilę ujawnia ich twarze i emocje, które co chwilę ulegają zmianie... Kończą rozmowę uściskiem dłoni i uśmiechem na twarzach,który ujawnia ich wampirze kły. Nie znany mi mężczyzna zabiera zakrwawione ciało i znika zostawiając po sobie czarny obłoczek,który z podmuchem wiatru znika. Zauważam,że John odwraca się i uśmiecha szyderczo w moją stronę. Kroczy powoli ujawniając kły. Czuję, że moja mroczna strona ciała i duszy czuję potrzebę bliskości, zaś ta anielska czuję potrzebę ewakuacji. Moje ciało prowadzi wewnętrzną wojnę,która mnie osłabia. Od mężczyzny bije niewyobrażalna złość, pragnienie i uczucie triumfu, że w końcu tak prostym sposobem zdobył Najwyższą Kapłankę i jedynego następce tronu Królestwa Elfów. Próbowałam krzyczeć lecz nie mogłam. Poczułam uderzenie w głowę i niesamowity ból. Ciemność. Lecz nie na długo. Nagle szybko biegnący film,krótkie klatki, przebłyski , wojna, śmierć, zwycięstwo, niewolnictwo. I ten tajemniczy mężczyzna śmiejący się coraz głośniej i głośniej... 

Pani! Wszystko w porządku! Jesteś bezpieczna!- Rzuciłam się na szyję siedzącemu przy mnie ojcu. Płakałam. 
- Ojcze to było straszne!-Wyszeptałam i rozejrzałam się po pokoju. Był tylko Ellijah. Podziękowałam kiwnięciem głowy. Czułam się źle. Miałam gorączkę i zadrżałam gdy poczułam podmuch wiatru.-Chyba widziałam przyszłość.-Mówiłam tym samym tonem i nagle przypomniałam sobie sytuacje na placu ćwiczeń.-Co z Christianem?- Spojrzałam na Ellijah i uwolniłam się z objęć ojca.
- Spokojnie. Nabiłaś mu tylko guza pani. Jak to zrobiłaś? Potrafisz czarować! -Ucieszył się z niedowierzaniem. 
- Sama nie wiem.-Sama się sobie dziwiłam.
- Pani musisz odpoczywać. Dwa dni, potem możesz wrócić do swoich obowiązków.-Ukłonił się i wyszedł z komnaty. Gdy to uczynił. Opowiedziałam ojcu o wszystkim co wydarzyło się wczoraj lub dzisiaj i również o śnie....

Piekło.

- Johnie! Johnie!-Wołał Szatan.
- Tak panie?-Przybiegł zmęczony, spocony i cały w smole.
- Mam dla ciebie zadanie godne mojego najlepszego posłańca!-Usiadł na swoim tronie i obserwował za plecami Johna jak biedne duszyczki męczyły się w ogniu piekielnym wykuwając zbroje odlewając miecze, topory, kolczatki, tarcze i inne przedmioty.-Wojna coraz bliżej! Ich świat będzie nasz!-Szeptał i zaśmiał się szyderczo.
- Panie jakie to zadanie?-Zapytał podpierając się o młot.
- Musisz porwać i sprowadzić tutaj swoją księżniczkę! Dzięki niej uwolnimy Arię Umarłych i stoczymy ostateczny bój! Jej krew ożywi naszych żołnierzy. Jeśli to uczynisz. Ja, uczynię z Ciebie moją prawą rękę! Jak będzie. Zgadzasz się?-Czekał drapiąc się po chropowatym policzku. Zastanawiał się. Rozważał za i przeciw.
-  Vereinbarung- Zgodził się machnięcie ręki i zaklnął pod nosem.-Kiedy mam wyruszyć?
- Wtedy gdy będziesz gotowy. Przyjmij swoje ciało i ruszaj pod osłoną nocy. Księżna koło północy będzie na balkonie podziwiać gwiazdy wtedy pojawisz się i uwiedziesz ją. Czy wszystko jasne? I jeszcze jedno. Zabierz ją tutaj.
- Dobrze panie.-Ukłonił się i odszedł. 

 Szatan przyjął swoją ziemską postać i udał się już na miejsce. Usiadł wśród zarośli i czekał...

niedziela, 20 lipca 2014

Bad & Good Angel 11

Rodzinne spory...

 Szłam pół biegiem w stronę lasu,często odwracając się wokół własnej osi. Poczułam coś twardego przed sobą. Spojrzałam w górę i ujrzałam zielonookiego sir Harolda herbu Szmaragdowa Żmija, uśmiechnął się i przeprosił. Zaczął wiać silny wiatr i czułam,że to nie jest zwyczajny silniejszy podmuch. Pamiętnej nocy król opowiedział mi, że jestem boginią wiatru.Wyszukałam w różnych księgach znaczenie imienia ojca. Okazało się, że to po łacinie Bóg Wiatru. Wszystko wskazywało,że jestem boginką. Wyminęłam rycerza i weszłam do lasu. Zaczęłam się rozglądać. Szłam jeszcze kilka metrów gdy poczułam,że coś lub ktoś ciągnie mnie za łokieć.
-Witaj siostrzyczko.-Uśmiechnął się. Jego oczy dawniej niewyobrażalnie niebieskie stały się czarne jak otchłań.-Dawno się nie widzieliśmy ile to trzy lata?-Przyglądał mi się.
-Och, skończ z tymi sentymentami. Chciałeś mnie zabić,prawda? I dlaczego jestem tak pożądana w waszych zaświatach? I po co tu tak właściwie przyszedłeś?-Próbowałam mówić spokojnie i cicho.
-Spokojnie nie gorączkuj się. Dobrze powiem ci. Nie chciałem cię zabić lecz zaprowadzić do mojego pana, po drugie- masz w sobie moc, która może obudzić naszą armię,wystarczy złamać klątwę Bogów. Ty jesteś kluczem do naszych wszystkich zagadek nie powodzeń i sukcesów siostro. Twój narzeczony cię oczekuję,nasz pan. A przyszedłem po ciebie moja droga. Sama się wpakowałaś w pułapkę.-Zaśmiał się demonicznie. Podczas tej reakcji przez jego twarz przewijały się różne twarze o różnych uczuciach i potrzebach. Przeraziłam się.Gdy skończył swoją salwę przemówił.-To co widziałaś to dusze ludzi,z których czerpię moc. Dzięki nim jestem potężniejszy,widzisz ten znak na moim ramieniu? To znak mojej religii, jestem Łowcą Światła inaczej bogiń i bożków takich jak ty, którzy rodzą się tylko w królewskich rodach.
-Jesteś wampirem?-Wyszeptałam z szokiem i przerywając mu. 
       Wiedziałam po co im byłam potrzebna. Potrzebowali mojej krwi by wskrzesić Armię Umarłych i zawładnąć światem ludzi, elfów, trollów,krasnoludów i innych magicznych stworzeń. Jednak dojdzie do tej wojny szybciej niż myślałam...Poczułam okropny ból pod żebrami, zabrakło mi tchu i upadłam widząc jak jakaś postać walczy z Cameronem, widziałam coraz słabiej aż w końcu zawładnęła mną ciemność.

 x Oczami Ellijah'na x

Zauważyłem,że zaraz po walce zaginęła księżniczka. Zaczął szukać jej wzrokiem w tłumie rycerzy i medyka. Nie dostrzegłem jej. Zamknąłem oczy i skupiłem się gdzie może być. Oczami wyobraźni ujrzałem ją wchodzącą do lasu i kogoś jeszcze, jakąś mroczną aurę wokół niej. Otworzyłem oczy i odczekałem chwilę aż miną mi chwilowe mroczki przed oczami. Poszedłem szybkim krokiem unosząc lekko szatę ponad stopy bym mógł szybciej dojść do granicy... Gdy byłem tuż tuż usłyszałem głos a dokładniej dwa głosy. Jeden należał d księżnej a drugi do... Zaraz zaraz skądś ten głos kojarzyłem. Przyglądałem się z ukrycia.
-Ktoś cię śledził?-Zapytał ją mężczyzna.
-Nnie.-Wyjąkała.
-Kłamiesz!-Krzyknął a ona struchlała.
 Więcej nie rozumiałem byli cicho a ja zbyt daleko. Zauważyłem,że postać zbliża się z nożem do dziewczyny. Ona zaczęła się cofać i potknęła się o korzeń a potem następny i straciła przytomność. W tej chwili wybiegłem o zacząłem walczyć z Ellijah'em. Miecze nic nie zdziałały. Ellijah wyciągnął dłoń i wyszeptał jakieś zaklęcie po chwili pojawiła się kula światła. Anioł ciemności przestraszył się i zniknął w ziemi. Podbiegłem do  Cece otuliłem ją skrzydłami i sprawdziłem czy żyje.
-Pani ocknij się! Proszę.-Lekko nią potrząsałem. Nie reagowała. 

Otuliłem ją szczelniej tym razem ramionami i poleciałem do zamku. Medyk musiał ją uzdrowić...Musi!

poniedziałek, 7 lipca 2014

Bad & Good Angel 10

Ćwiczenie Czyni Mistrza!

przepraszam,że tak długo,ale miałam problemy z papierami do Liceum :3

Zapraszam na Część 10 
Enjoy! xo
~~~~~~~~~~~~~~~~

*Oczami sir Christiana*

   Giermek przygotował miecze, topory, tarcze,włócznie i inne potrzebne przedmioty do dzisiejszych ćwiczeń z księżniczką Ventum, która porzuciła swoje przyziemne nazwisko na rzecz Ventum Rotherdoon. Często nam każe mówić do siebie Cece. Zachowuje się inaczej niż reszta księżniczek jakie dano mi poznać osobiście. Czasem ma gdzieś wszystkie etykiety dworskie i jest sobą. Nosi dziwne spodnie, nazywają się chyba jeansy, są dziwne w dotyku. Uwielbiam księżniczkę. Lecz najbardziej zdziwiła mnie poranna rozmowa z Ellijah. Wywnioskowałem z niej, że mi grozi. Myślę, że on coś do niej czuje. Martwi mnie również,co się stało ze zmartwychwstałym aniołem ciemności Cameronem McCarthney'em. Zamordował Melisę Berth i wciąż się nie pojawił. Czuję,że dzieje się coś złego...
    Z tej zadumy wyrwała mnie kolczatka, która śmignęła mi koło lewego ucha. Przewróciłem się i usłyszałem stłumiony krzyk księżniczki. 
-Panie nic ci nie jest?-Usłyszałem arabski akcent sir Zain'a Abdhala.-Wybacz Christianie.-Podał mi dłoń.
-Wszystko w porządku.-Orzekłem z uśmiechem. Chwyciłem jego dłoń i wstałem. Nagle przy jego boku jak spod ziemi wyrosła księżniczka.
-W porządku Christianie?-Zapytała patrząc z przerażeniem w oczach.
-Oczywiście Lady.-Poprawiłem zbroję.
-Świetnie! Możemy zaczynać?-Zapytała z nutką zniecierpliwienia.
-Oczywiście Pani.-Kiwnąłem ręką by przybył giermek. Przybiegł z mieczami.
-Fajnie by było mieć za służącego Merlina.-Zaśmiała się a ja nie rozumiałem o co jej chodzi.
-Zapewne.-Przytaknąłem i podałem jej miecz. Zadziwiające! Trzymała miecz przed sobą i podziwiała jego piękność.
-Hmm... Nie znam się na mieczach,ale ten jest wyjątkowy i lekki.-Uśmiechnęła się. To był cudowny uśmiech, jakiego w życiu nie widziałem.-Czy jednym z podstawowych kroków jest to?


Byłem pod wrażeniem. Właśnie chciałem jej to zademonstrować.
-Nie wiem jak to zrobiłam.-Mówiła podekscytowana.-Może to geny królewskie?-Zastanawiała się.
*Pokazywałem jej podstawowe kroki i zaczęliśmy kroki wcielać w życie. Nasza niewinna zabawa na miecze przerodziła się w test. Zaczęliśmy ostro walczyć. Widziałem,że zaciskała szczęki i pot jej spływał po skroni. Bałem się,że coś jej zrobię. Oczom nie wierząc! Odrzuciła miecz wyciągnęła dłoń przed siebie i krzyknęła
-DEFINDUM!-Oczy rozbłysły jej ogniem,a mnie odrzuciło do tyłu na stertę zbroi. Stała zdezorientowana z dłonią przed sobą i ciężko oddychała.Wzrok rozmazywał mi się ale zauważyłem triumf na twarzy Ellijah.Spojrzał na mnie ukłonił się z cwaniackim uśmiechem i odszedł. A ja odpłynąłem....

*Oczami Ventum*

Nie wierzyłam własnym oczom,to co zrobiłam było dziwne. Jakby ktoś mi to dyktował. Podbiegłam do rycerza. Oklepywałam go po twarzy, kiedy zbiegła się chmara rycerzy. Kazałam zanieść go do medyka. 

     Obróciłam się za siebie czując na sobie czyjś wzrok. O cholera! To był Cameron. Wskazał palcem bym podeszła. Upewniłam się,że nikt nie patrzy i udałam się w stronę lasu.

środa, 25 czerwca 2014

Bad & Good Angel 9

Czas Działania i Odkrycie Niespodzianek        

To będzie chyba najdziwniejsza część :/

Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Jeszcze nigdy w życiu tak, źle się nie czułam! Słyszałam coraz to głośniejsze ciche rozmowy. Otworzyłam oczy i jak przez mgłę zobaczyłam prawdopodobnie Niall'a.
-Ellijah?- Zapytałam zachrypniętym głosem.
  Chłopak stojący przy komodzie. Pakował swoje leki do małej dębowej skrzyneczki. Były tam różne małe szklane buteleczki i fiolki zatkane wiórowym korkiem. Były przeróżnych kolorów i gęstości.Coś mruczał pod nosem. Po chwili mnie zauważył i uśmiechnął się i przerwał swoje modły.
-Panie! Księżna się obudziła.-Zawołał z zachwytem.
   Rozglądałam się po pokoju. Byli tu Ojciec, Ellijah i sir Christian, oraz jakaś tajemnicza kobieta,która stała w kącie i bacznie mi się przyglądała. Wyglądała bardzo dostojnie. Na sukni miała jakiś herb, prawdopodobnie smoka lub węża. Z tego letargu wyrwał mnie ojciec.
-Ventum! Jestem rad widząc cię wśród żywych!-Na jego twarzy gościła radość.
-Panie wybacz na chwilę-Ukłonił się Niall i Król się odsunął. Niall wyciągnął rękę nad moją głowę i zaczął coś szeptać. Pod jego ręką rozświetliło się złote światło i rozczepiło się na miliony złotych kawałeczków i pyłu.
     Czułam jak w kilka sekund wraca we mnie cała siła jaką utraciłam. Gdy zakończył wzięłam najgłębszy wdech i poczułam się cudownie.
-Gotowe Panie, Pani-Ukłonił się ku ojcu a potem mnie.
-Dziękuje Ellijah.-Złapałam go za dłoń.
  Sir Christian westchnął z dezaprobatą- Pani może rozpoczniemy lekcję władania mieczem?-Ukłonił się gdy spojrzałam na niego. Wciąż trzymałam dłoń Ellijah'na.
-Oczywiście Christianie.-Uśmiechnęłam się mimowolnie i puściłam dłoń Ellijah'na.
-Wybacz Pani.Poznaj moją matkę.-Po chwili podeszła do nas jego matka.
-Witaj jestem Catherina Dragonović. Widzę,że łączy Cię niezwykła więź z mim pierworodnym Pani.-Oznajmiłam   spokojnie i uśmiechnęła się lekko.
-Witaj Pani, jestem Sylvia McCartney.-Ukłoniłam się głową.
-Możemy zacząć za godzinę?-Wtrącił się Christian.
-Oczywiście Sir.-Uśmiechnęłam się.-Możecie wezwać służkę?-Oznajmiłam-Chcę się odziać.
-Oczywiście...Straże!-Zawołał Ojciec.
-Przepraszam czy mogę zostać sama?-Zapytałam zawstydzona.
   Wszyscy wyszli oprócz służki.
-Pani wzywałaś mnie?-Ukłoniła się.
-Tak moja droga. W co najlepiej się ubrać do ćwiczeń w plenerze?-Uśmiechnęłam się.
-Spodnie wysokie buty,zbroję. I najlepiej związać włosy.-Mówiła.
-Świetnie! A ta zbroja nie jest ciężka?-Zapytałam z nadzieją....

      Sir Christina przygotowywał się do ćwiczeń z księżniczką. Kiedy był w zbrojowni, przybył do niego Archanioł Ellijah.
-Przyglądałem ci się ostatnio Christianie.-Wyszeptał opierając się o stojak do kuszy.
-Tak? I co zauważyłeś?-Spojrzał na niego z uśmiechem. Lecz po chwili uśmiech mu zrzedł.
-Trzymasz się za blisko księżniczki. ZBYT blisko.-Wyszeptał z naciskiem.
-O co ci chodzi Ellijah ? Po prostu pomagam jej.- Wrócił do ostrzenia miecza.
-Nie rób ze mnie głupca! Podoba Ci się.
-Tak Ellijah, podoba. Jestem rycerzem i księciem i nie wypada mi kłamać.-Oznajmił spokojnym tonem.
-Więc wiem już wszystko. Uważaj na siebie.-Wyszeptał i wyszedł ze zbrojowni.

Nie wiedziałem o co mu chodzi. Bo odkąd ujrzałem księżniczkę. To prawdopodobnie się zauroczyłem jej osobowością. Będę musiał to potem wyjaśnić z Archaniołem...














środa, 11 czerwca 2014

Bad & Good Angel 8

Wspomnienia & Przemyślenia.

Wybiła północ. Leże w swojej komnacie i płaczę. To takie żałosne! Ojciec kazał mi żałować żywych nie zmarłych. On nie wie jak to stracić bliskiego przyjaciela. Biedna Melisa, gdybym tam była na pewno by nic jej się nie stało. Tylko wciąż mnie dręczy fakt, że Cameron jest wśród żywych. Nie wiem dlaczego chcę mnie zabić. Ohh... Za dużo tego! Westchnęłam i postanowiłam pójść do ogrodu,gdzie ojciec wszystko mi wytłumaczył. Założyłam jakąś pelerynę i wyszłam w akompaniamencie strażnika.

x Retrospekcja x


-Ventum, usiądź proszę.-Rozkazał spokojnym głosem ojciec.

  Znajdowaliśmy się w pięknym ogrodzie. W centrum stała piękna,biała i okrągła altanka. Po jej drewnianych ścianach wznosiły się pędy czerwonych róż. Wokół nas rozprzestrzeniały się się różne drzewa, krzewy ,kwiaty. W oddali było ogromne jeziorko. Blask księżyca,który został rzucony na taflę wody był niezwykle magiczny. Noc również taka była...

-Ojcze, chce wiedzieć wszystko!-Wyszeptałam obawiając się strażnika.
- Nie musisz szeptać moja miła. Dobrze córko,powiem Ci wszystko.-Poprawił się na ławeczce..- Tak na prawdę twoja ziemska opiekunka nie jest twoją matką, tylko Calla Rotherdoon. Moja małżonka, która zmarła wydając cię na świat. To były straszne warunki! Panowała wojna między nami,istotami magicznymi, a ludźmi. Ciąża była zagrożona a mimo tego urodziła Cię. Kiedy zmarła a wojna była coraz bardziej nie do zniesienia. Wysłaliśmy cię wraz z największym kapłanem do twojej przyziemnej opiekunki. Zmieniliśmy ci wygląd i dodaliśmy pięć lat by zwiadowcy ciemności cię nie znaleźli.W ich świecie masz dwadzieścia siedem lat lecz tu tylko dwadzieścia dwie wiosny. Kiedy dziesięć lat temu zakończyła się wojna. Podpisaliśmy traktat pokojowy z Ludźmi. Zawarliśmy w nim,że ich rycerze mogą służyć w naszych szeregach a nasi w ich. Nasi poddani mogą żenić się z ich poddanymi...
-Tato nie interesuje mnie wojna, lecz moje dzieje.-Przerwałam mu.
-Ach...tak,wybacz.-Odchrząknął i kontynuował.-Nasz lud potrzebuje nowego króla, świeżego umysłu! Zbliża się wojna z mocami ciemności,z Hadesem.-Wyszeptał ślepo patrząc gdzieś nade mną.-Znaleźliśmy szpiega. Niejakiego John'a Smith'a.Wiem,że jesteście zaręczeni. I wiem również,że to dla Ciebie delikatny temat.Jest torturowany i...
-Co? Nie możecie! Ja..ojcze to mój przyszły mąż! Ja go kocham!-Wyszeptałam ze złością smutkiem i odrazą. Wszystko mieszało mi się powoli w głowie. Nie mogłam uwierzyć. Wiedziałam,że ojciec zaraz powie,że został wysłany by mnie zabić...
-Dobrze myślisz córko. Przyjmij moje współczucie.-Powiedział do mnie w myślach. Pomyślałam,że mógł pomyśleć,że zaraz się rozpłaczę,lecz się mylił.
-Wybacz, że Ci przerwałam,ale chcę go ujrzeć.-Mówiłam twardo.-Rano chcę rozpocząć trening z sir Christianem. W końcu muszę nauczyć się władać mieczem i innymi takimi.-Uśmiechnęłam się.-Wybacz, ale udam się na spotkanie.-Dygnęłam przed nim i ruszyłam w stronę zamku.
-Uważaj na swe uczucia. Nie podawaj serca komuś na tacy, jeśli nie jesteś pewna jego intencji lub uczuć... -Wyszeptał tajemniczo. Nie wiedziałam o czym mówi....

x Powrót x

  Otarłam łzy i szłam korytarzami wielkiego zamku. Nie podążałam do tej pięknej alejki lecz do mrocznych lochów. Strażnik,który za mną podążał robił mało hałasu swoją zbroją. Byłam mu za to wdzięczna. Rozejrzałam się nerwowo, czy ktoś mnie nie śledzi i zza zakrętu wyłonił się sir Christian. Wpadliśmy na siebie.
-Proszę mi wybaczyć milady.-Skłonił się.
-Wybaczam.-Dygnęłam i chciałam iść dalej.
-Pani, gdzie zmierzasz w tę ponurą noc? Jeśli można wiedzieć.-Zapytał podejrzliwie.
-Nie,nie możesz wiedzieć.-Odwróciłam się i zeszłam na dół po krętych schodach.
   Co za smród! Zakryłam twarz ciemno fioletową peleryną. Podeszłam do strażnika i rozkazałam by zaprowadził mnie do więźnia. Zaprowadził mnie na sam koniec lochów. Było tu ponuro i jedyne światło to pochodnie rozstawione po kątach korytarzy między celami. W świetle księżyca zauważyłam,że w kącie celi leży ledwo żywy John.
-Czy on żyje?-Zmartwiłam się.
-Spokojnie Pani, będzie żył.
-Zostaw nas samych.-Rozkazałam
   Wpuścił mnie i zamknął furtkę. Gdy odszedł podeszłam do niego,przykucnęłam i oglądałam go z profilu w świetle księżyca,które rzucane jest przez małe okienko. Czułam łzy na policzkach. Jego twarz była zmasakrowana a jego piękna arabska cera niczym...
-Johny,kochany,żyjesz?-Wyszeptałam dławiąc się łzami i odważyłam się dotknąć jego twarzy.
Niczego nie świadoma, zostałam złapana za dłoń i okręcona przez Johna,że miałam ostrze przy tętnicy szyjnej.
-Witaj ukochana! No no,widzę,że nieźle ci się układa. Zdobyłaś już może księcia Sigmonny? A może księcia niebios?-Żartował a moja dobra połowa płonęła od wewnątrz.Czułam cholerny ból. na połowie ciała.
-To nie ty! John by się tak nie zachowywał! Nigdy by mi tego nie zrobił!- Łkałam i w myślach wzywałam pomoc.

x Oczami Niall'a (Ellijah'na) x

Kładłem się spać po kilku godzinnej modlitwie do Boga aniołów i czyszczeniu skrzydeł i zbroi, kiedy usłyszałem wołanie o pomoc i szloch.
-Ventum...-Wyszeptałem i zacząłem biec w stronę lochów ,gdzie jej szloch wydawał się coraz głośniejszy. Po drodze spotkałem klucznika,który przysnął. Obudziłem go wrzaskiem. Wziąłem pochodnię i pobiegłem do ostatniej celi. To co zobaczyłem, krew zmroziło mi w żyłach. John wysłannik piekła, trzymał przerażoną Ventum przed sobą i przy jej szyi coś błyszczało,to był sztylet.
-Puść ją!-Wrzasnąłem,kiedy klucznik otwierał furtkę.
-Wiesz, na twoim miejscu nie otwierałbym ich.-Wyszeptał ostrzegająco patrząc prosto w me oczy.
-Dlaczego?-Odpowiedziałem również tym samym tonem.
-Bo inaczej twoja księżniczka umrze. Wiem co do niej czujesz.-Pocałował ją. We mnie zawrzało.-Twoja Ventum Rotherdoon,zginie!-Wyszeptał i chciał przejechać jej po ostrzem po szyi,kiedy zareagowałem magią.- Xantos!-Wrzasnąłem i strumień czerwonego światła błysnął w stronę Anioła Ciemności.
  Padł na ziemię z otwartymi oczyma i ustami, z dłoni wyleciał mu sztylet,który po chwili zamienił się w czarny podmuch i zniknął. Wbiegłem do Ventum i przytuliłem ją. Tak bardzo ją kocham...
Po chwili odsunąłem się i zapytałem czy wszystko w porządku. 
Dziwiło mnie to, że zabiłem go jednym zaklęciem. Schowałem skrzydła i wyprowadziłem ją stamtąd.

czwartek, 5 czerwca 2014

Bad & Good Angel 7

Czas Prawdziwych Wyzwań & Wyznań

Dla Natalii,który się zniecierpliwiła <3 :D
ENJOY! x
Wszystko zaczyna się kleić!-Stałam w swojej komnacie i trawiłam słowa ojca w myślach.Myślało mi się coraz gorzej bo służka sznurowała mi gorset sukni,która została przeznaczona specjalnie na ucztę z okazji mojego powrotu.-Eryso,czy to musi być tak mocno ściśnięte? Nie mogę oddychać.-Wyszeptałam.
-Tak jest odpowiednio. Spokojnie przyzwyczaisz się, Pani!-Uśmiechnęła się młoda dziewczyna.-No skończyłam.-Odsunęła się i podziwiała swoje dzieło.

-Jejku-Westchnęłam z podziwem.-Wyglądam nieźle.-Uśmiechnęłam się i poprawiłam pokręcone szatynowe włosy.-Dziękuje Ci.-Spojrzałam na nią z uznaniem.
Chciała coś powiedzieć lecz przerwało jej wypowiedź pukanie do drzwi.To strażnik, który pilnował mnie w komnacie.-Pani już czas.Król wzywa na ucztę.
-Przekaż waszej miłości,że zaraz przybędę.-Poprawiłam rękaw i odpowiedziałam "ich językiem".Fajnie czasem tak powiedzieć.Tylko,że tu to normalność.Wzięłam możliwie jak największy wdech i wyszłam z komnaty. Zostałam prowadzona przez rycerza do sali tronowej.
   Zza wielkich dębowych drzwi dobiegał gwar i zapach jedzenia.Gdy podeszłam na tyle blisko drzwi. Dwóch strażników otworzyło je. W sali zapanowała grobowa cisza...Zaczęłam iść w stronę ojca który omijał stół z otwartymi ramionami. Uśmiechnęłam się do niego ze stresu,uczynił to samo
   Sala była wielka z długimi dębowymi stołami i jednym wielkim na czele.Wszędzie panowała zieleń i czerwień. Kilku jegomości było ubranych w swe ojczyste kolory i herby na stroju oficjalnym.
-Ventum...Moi Najmilsi! Przedstawiam wam następczynie tronu, Siódmego Zielonego Królestwa, moją pierworodną Ventum. Złóżcie jej odpowiednie honory!-Mówił donośnie ojciec, a ja rozglądałam się na wszystkie strony. Każdy wstał i pokłonił się z szacunkiem.Zapanowała cisza.Po chwili się skapnęłam,że muszę przemówić.
-Witam wszystkich dostojników,rycerzy i ciebie mój ojcze! Ucztę uważam za otwartą!-Uśmiechnęłam się i rozbrzmiały brawa.Usiadłam koło ojca i nagle powróciła wrzawa. Każdy zaczął jeść. Nałożyłam sobie jakiś warzyw i mięsa.Właśnie chciałam jeść gdy ojciec mi przerwał.
-Córko, to sir Christian.-Oznajmił ojciec a ja spojrzałam w górę i powstałam. Jego mina była przesłodka.
-Pani, wyglądasz przepięknie.-Ukłonił się i pocałował mnie w dłoń.-Jestem rad widząc cię Pani całą i zdrową.- I znów zapanowała na jego twarzy statyczność. Zarumieniłam się.

-Ciebie również sir Christianie.-Dygnęłam przed nim.-Widziałeś może Elliah'na?
-Tak Pani, siedzi na drugim końcu. -Wskazał głową. Spojrzałam tam.Obserwował nas. Spojrzałam mu w oczy. Było z nim coś nie tak. Wyglądał na zdenerwowanego. Nagle poczułam mocne uderzenie serca. Upadłam na ziemię i poczułam ,przerażenie, strach i ostatnie tchnienie. Osoby,która...umarła?
-VENTUM?!-Wrzasnął ojciec.-Wszystko w porządku?-Zdenerwował się.
-Ktoś umarł...-Wyszeptałam z łzami w oczach i ciężko oddychałam. Ellijah zauważył to i podbiegł, rozciął mi gorset i w końcu zaczęłam prawidłowo oddychać. Podniósł mnie.
-Chrisitianie zanieś ją do komnaty!-Rozkazał ojciec.-Ellijah'nie idź sprawdzić do jej świata kto stracił żywot z jej bliskich.
-Oczywiście panie.-Ukłonił się,rozłożył skrzydła i zniknął z oślepiającą poświatą...

   Wylądował w moim mieszkaniu. Było ciemno,zaczął ostrożnie penetrować pomieszczenia.Wszedł do sypialni i zauważył jakąś pochylającą się postać...Postać obróciła się.Na jej twarzy była krew.A starożytne runy błyszczały w ciemnościach. Ellijah zauważył nieżywą Melisę,całą we krwi.
-Cameron...-Wyszeptał z pogardą.
-Ellijah! Kopę lat. -Wyszeptał z pogardliwym uśmieszkiem.-Jak widzisz jednak to nie moja siostrzyczka, którą chciałem zabić. Szkoda...Bo bym posiadł uznanie Pana Ciemności. Jednak dobre i to! Pół boginka też dobre rozwiązanie by przedłużyć sobie życie o 500 lat.-Wysunął potajemnie sztylety z rękawów szaty. Ellijah usłyszał cichy pogłos sztyletów.Przygotował się na ucieczkę. Cameron po chwili odwrócił się z okrzykiem bojowym. Ostrza sztyletów skrzyżowały się na niewidzialnej szyi Ellijah'na. Cameron wkurzył się niesamowicie,że zwykły Archanioł uciekł mu z jego zasadzki. Zaczynało świtać.Cameron wrócił do podziemi...

Nie trzeba mnie nieść.-Wyszeptałam,kiedy sir Christian kładł mnie na łoże.
  Chciał odpowiedzieć,kiedy do komnaty wpadł Ellijah.
-PANIE!-Podbiegł i ukłonił się.
-Mów żeś!-Był podenerwowany,ja również.
-Ppanie to Melisa Berth.Córka Zeusa i Natashy.Zabił ją wysłannik ciemności myśląc,że to wasza córka Panie.-Mówił szybko.
-Kim jest zbrodniarz?-Wyszeptał.
-To niejaki Cameron McCarthney,Panie...
-TO NIE MOŻE BYĆ MELISA!-Wybuchnęłam płaczem.-DLACZEGO CAMERONIE? DLACZEGO?-Szeptałam obwiniając się.

-Ona nie mogła umrzeć!-Wrzasnęłam.
-Musiało się tak stać,to jej,przeznaczenie!-Wyszeptał uspokajając mnie.

Gdy nagle przybył rycerz i oznajmił,że mają niejakiego Johna Sandersa,zamarłam. Przecież to mój narzeczony?!


środa, 4 czerwca 2014

Bad&Good Angel 6

Czas Wielkich Przemian & Niespodzianek!

*2 tygodnie później*

   Jestem już gotowa mentalnie i fizycznie by to zakończyć.-Stałam na balkonie i podziwiałam widok na panoramę London Eye i w umyśle wezwałam Ellijah'a.
-Słucham Pani?-Usłyszałam zza pleców jego głos.
-Witaj Niall.-Uśmiechnęłam się.
-Witaj.Twój ojciec cię pozdrawia i pyta co postanowiłaś.-Odpowiedział stoickim spokojem.
-Postanowiłam zakończyć ten Bullshit. Zabierz mnie do niego.-Odpowiedziałam poważnym głosem.
-Jak sobie życzysz.-Ukłonił się.-Z całym szacunkiem Pani,ale nie potrafię tego uczynić.TY musisz to zrobić.-Spojrzał mi w oczy. Przez chwilę tonęłam w niebiańskim błękicie jego oczu. Są takie cudowne...
-Ale jak?-Zdziwiłam się.-Nie potrafię...-Zbiło mnie to z tropu.
-Potrafisz! Jesteś kapłanką,użyj swego serca,Pani.-Wyszeptał.Popatrzyłam na niego ze zrezygnowaniem i zaczęłam gorączkowo myśleć...Po chwili zamknęłam oczy i próbowałam wsłuchać się w bicie swego serca...Kiedy je dobrze słyszałam,wezwałam w umyśle ojca.Kiedy nic się nie działo.Postanowiłam już zrezygnować lecz usłyszałam cichy głos. Ventum,Ventum...Głos był coraz głośniejszy a światło coraz jaśniejsze. Głos robił się nie do zniesienia.Złapałam Niall'a za rękę. Po chwili głos ucichł a po nas została tylko kupka piór, które po chwili rozwiał wiatr.
      Pewien przechodzień przestraszył się,że to śnieg. Nie przypadkowy był to przechodzień...Był to Cameron McCarthney. Starszy o 5 lat brat Sylvii,który niestety zginął 3 lata temu, podczas wypadku samochodowego po ostro zakrapianej imprezie. Tylko co on robił wśród żywych? 


















    Pędziliśmy przez oślepiający wir,robiło mi się nie dobrze od tej prędkości.Po tym wyczerpującym wirowaniu i wsysaniu upadłam na kolana.Zakręciło mi się w głowie i zemdlałam...

-Ventum...Ventum...Słyszysz mnie?-Słyszałam coraz wyraźniejszy ciepły,przyjazny męski głos.Powoli otworzyłam oczy.Wszystko mnie bolało,wciąż kręciło mi się w głowie.

-Gdzie ja jestem?-Wyszeptałam zachrypniętym głosem.
-W domu,jesteś bezpieczna Pani.-Drugi tylko tym razem znajomy głos...

Gdy przetarłam oczy i rozciągnęłam się na łóżku,doznałam szoku.Nade mną stało dwóch mężczyzn, leżałam na jakimś łożu było wygodnie. Pomieszczenie wyglądało na stare zamczysko...
Szybko usiadłam i zapytał z lekkim strachem i wstydem:
-Gdzie ja jestem?
-Pani jesteś w domu swego ojca. Zostawię was samych,Pani.-Ukłonił mi się i schował skrzydła.-Panie.-Ukłonił się i dodał.-Gdybyś mnie potrzebował będę u Sir Christiana omawiał szyki bojowe.-Ukłonił się jeszcze raz i wycofywał się z pomieszczenia.-Dobrze Ellijah'nie.-Gdy Ellijah wyszedł a straż zamknęła za nim drzwi.Ojciec przemówił.
-Witaj w domu Ventum.-Wyszeptał patrząc na mnie szeroko wybałuszonymi oczyma.-Mój naród tak długo oczekiwał twojego powrotu.-Mówił tym samym tonem.






















-Ty jesteś moim ojcem?-Zapytałam przerażona. Ale ja myślałam, że spotkam Boga, no wiesz jakiego.-Wyszeptałam zawstydzona.
Zaśmiał się donośnie i ciepło.
-Głupiutka jak matka. Ellijah nie wspominał kim jestem naprawdę?
-Nnie..-Odpowiedziałam speszona.
-Chcesz wiedzieć? Chodź ze mną to wszystko ci opowiem...-Podał mi dłoń bym wstała. Dopiero teraz zauważyłam, że mam na sobie jakąś jedwabną zieloną suknie do spania. Dziwnie się w tym czułam...




wtorek, 3 czerwca 2014

Podziękowania x

Chciałam wam podziękować za 500 wyświetleń *-* Kocham Was!!! 

Tududuuummm....

6 rozdział będzie jutro ^^ :D

Marzenie każdej Directioner *-*

niedziela, 25 maja 2014

Bad &Good Angel 5

Dlaczego właśnie Ja?!

-Dlaczego tak mówisz?-Zdziwiłam się zmęczona.
-Pani jesteś w niebezpieczeństwie.-Mówił niebiańsko spokojnie.
-Jakim?
-Niedługo wybuchnie wojna! Główna walka odbędzie się tutaj na Ziemi.
-Jaka wojna? Światowa? Nie chcę umrzeć.-Zaczęłam powoli dramatyzować.
-Nie.Wojna dwóch światów.Podziemi i Niebios.Ty jesteś nagrodą  dla wygranego świata! Twój ojciec Eurus będzie cię chronił.
-ON?! Nigdy go na oczy nie widziałam.Całe życie sama z matką!-Zaczęłam krzyczeć.-Nie dość,że narzeczony mnie okłamywał,matka przez całe życie! To jeszcze jakaś pieprzona wojna!
-Pani uspokój się,jeśli chcesz uratować ziemski świat,to musisz się skontaktować z ojcem,który pomoże Ci twoją moc wprowadzić w życie.Jesteś teraz zła i na drugim końcu świata panuje wichura,która niszczy wszystko na swej drodze.Jeśli nie chcesz by się tak działo to musisz to ujarzmić.Musisz nauczyć się to kontrolować...-Zmienił temat i popatrzył w okno.-Jeśli chcesz rozpocząć trening.To przywołaj mnie w umyśle a jawię się i oznajmisz mi kiedy chcesz rozpocząć. Pamiętaj masz mało czasu!
-A jeśli to nie ja jestem jego córką, tylko Melisa?To przez nią i jej opowieść jestem opętana przez to coś! Może to Melisa jest zła i przez nią panuje ten huragan?!-Krzyczał stojąc przed nim.-Patrz na mnie!-Rozkazałam mu a on zwrócił na mnie wzrok. Jego spojrzenie zmroziło mi krew w żyłach...-Jeśli to Melisa,to ona sobie poradzi z tym...Od dłuższego czasu jest z tym związana a Ja? Dopiero kilka dni!-Dramatyzowałam bardziej uspokojona, jakimś cudem.
-Pani, Ty jesteś Wybrańcem Pana, by chronić ten świat przed niebezpieczeństwem!-Oznajmił tym samym tonem.-Widzisz? Robi się coraz ciemniej.Jeśli chcesz by światło wygrało to spełnij swe przyrzeczenie dla tych śmiertelników i uratuj ich przed Hadesem i jego zwolennikami.-Położył dłoń na moim lewym ramieniu.-Pani,jesteś nieskazitelnie piękna mądra i dobra.Z drugiej strony zabijasz wzrokiem złością i czuć od Ciebie morderstwo.Nawet nie wiesz kto cię zranił. To właśnie przez niego jesteś teraz zła!
-Nie wiem o co ci konkretnie chodzi! I bierz tą łapę.Wynoś się!-Wrzasnęłam a anioł zniknął...Cała gotując się w środku usiadłam na skraju łóżka i spojrzałam przez okno w dół, na tłumy ludzi przechadzających się ulicami Londynu.-Co tu zrobić?-Wyszeptałam ze łzami w oczach i drżąc dalej ze złości...Zaczęłam gorączkowo myśleć. Rozważałam za i przeciw, minusy plusy i inne rzeczy. Co zrobić z Johnem? Wciąż go kocham ale jesli mnie skrzywdzi? Nie chcę żyć w Hadesie.Tutaj jest moje miejsce...To wszystko dzieje się za szybko. Gdyby istniał Bóg Czasu i go zwolnił bym mogła wszystko naprawić zanim stanie się ta wojna?
       Z zamyśleń wyrwała mnie Melisa:
-Proszę pani bo ja chciałam coś przekazać.-Mówiła cicho bojąc się,że zaraz mogę się na nią wydrzeć.
-Mów mi po imieniu Meliso.-Spojrzałam na nią.-Co chciałaś mi powiedzieć?-Byłam zaciekawiona.

-Dobrze Sylvio,więc jeśli pójdziesz na tę wojnę to pamiętaj,chcę być przy tobie.Też jestem Półboginią. Jestem córką Zeusa i Natashy.Mam już trochę wprawy...
-Kim jesteś? Byłam zdziwiona i kazałam jej opowiedzieć co nieco o sobie więcej...

wtorek, 20 maja 2014

Bad & Good Angel 4

A jednak mogło!

-Jak myślisz.Czy ona przeżyje?-Raczej tak! Czuję jej tętno i bicie serca. Chyba się budzi. Muszę znikać.Mam nadzieję,że pomogłem.-Dziękuję za wszystko i pójdę się upewnić...
 
   Gdzie ja jestem?-Wyszeptałam zachrypniętym głosem.Ciężko było mi otworzyć oczy, biel ścian przerażała swoją czystości...
-Spokojnie..Jest pani bezpieczna.-Ktoś ocierał mi czoło.Ten głos był mi już znany.
-Melisa?-Otworzyłam oczy. Ujrzałam nad sobą dziewczynę ze łzami w oczach. Wyglądała lepiej niż gdy przyszła do mojego gabinetu pierwszy raz.-Dlaczego płaczesz?-Zdziwiłam się. Próba podniesienia się, zakończyła się bólem szyi.
-Tak to ja. Proszę się nie ruszać! Sedreth panią uszkodził! Ellijah panią uratował..Ehh to Skomplikowane!-Wyszeptała.
-Kto to ten Sed...Sed..Ehh nie ważne a ten Ellijah?-Byłam skołowana.-I co się stało z moją szyją?
-Sedreth to wysłannik Belzebuba. Jest wampirem z pokolenia Judasza.Został nasłany na panią bo pani jest półboginią córką Casandry McCartney i Eurus'usa.Pani wie po wietrze jaka zaraz będzie pogoda,prawda? To dlatego tu pani zamieszkała.Pani uwielbia wiatr i prawdopodobnie może pani nawet nim kierować poprzez uczucia. A Ellijah to Niall.Wciąż pomaga mi wyleczyć ciało...Pomógł również pani,z szyją. Może coś do picia?-Skończyła niewinnie.
-Na razie nie..Muszę to przetrawić...-Może to prawda? Bo kiedy jestem zła wije silny wiatr.A jak spokojna to nawet pogoda się robi...Nieee..Głupieję na starość...Ooo ktoś przyszedł..Hmm jakiś facet...Coś słychać..
-Jest u pani moja narzeczona?Wiem,że jest!-Nasilenie głosu.-Tam? Świetnie!-Tupot butów coraz głośniejszy...
-Kochanie wszystko w porządku? Martwiłem się...-Chciał mnie przytulić lecz coś go odpychało.-Ściągnij skaplerzyk...-Zerwałam go. Podbiegł i przytulił mnie, potem pocałował.-Bałem się,że cię zabił. Pierdolony skurwiel!
-Spokojnie już jest lepiej.-Otarłam łzy i wtuliłam się w niego....
-Kiedy wrócisz do domu? Chcę się tobą zająć osobiście.-Wyszeptał z nadzieją.
-Nie wiem skarbie.-Powiedziałam z żałością w głosie.
-Muszę iść wyczuwam siły dobra.I szybsze bicie serca...Kocham Cię!-Krzyknął i zniknął.
Po chwili pojawił się jakiś anioł. Oślepiał mnie blask jego skrzydeł.Wyglądał nadzwyczajnie! Niby anioł a ubrany jak zwykły nastolatek.Po jego twarzy przenikały różne etapy życia...To był nadzwyczajny efekt!

-Kim jesteś?-Wyszeptałam ze strachem,którego się nie spodziewałam.
-Jestem Ellijah...Wysłannik Pana Niebieskiego.Bądź pozdrowiona córko Eurusa i Casandry.-Ukłonił się a ja nadal byłam w szoku.
..

czwartek, 15 maja 2014

Bad & Good Angel 3

Gorzej już być nie może....

-Do jasnej anielki! Co TY tu robisz?-Wrzasnęłam gotując się w środku...Byłam zawstydzona i nieźle wkurzona.
-Mówiłem,że tak łatwo nie odpuszczam...Cześć John-Uśmiechnął się szatańsko do mojego narzeczonego...Zaraz! Skąd znał jego imię O.o?
-Cześć Hazza-Podszedł i uścisnął mu dłoń.-Wybacz skarbie.-Rzucił niby niewinnie John...
   Odebrało mi mowę.Czuła,że stoję z otwartą buzią i wytrzeszczonymi oczami..Czułam,że zwymiotuję zaraz.
-Wszystko w porządku?-Zapytał ze zmarszczonym czołem.
-Skąd...Skąd Wy się znacie?-Wyjąkałam.
-Pracujemy razem.-Rzucił,to tak oczywiście. Jakby to była sprawa oczywista.
-Pracujecie Hazz? Od jak dawna mnie okłamujesz?!-Rzuciłam z jadem w głosie w stronę Johna...
-Nie wiem jak ci to powiedzieć.-Zawahał się.-Pracujemy jakieś 150 lat....Nigdy Cię nie okłamałem!-Powiedział urażony...
-Świetnie! Prawie się przespałam z kimś kto ma ponad 150 lat!-Zaczęłam dramatyzować.
-No, niezupełnie...Mam ponad 300.-Dodał ze speszonym uśmiechem i podrapał się po głowie.
-No zajebiście kurwa!-Wrzasnęłam.-Co może jeszcze znasz Belzebuba i takie tam? I sprowadzasz złe duszyczki na dól w ciemną otchłań?!-Miałam już łzy w oczach.
-Tak.To prawda.-Odpowiedział Harry uwieszając się na ramieniu John'a.Cały czas się uśmiechał...-Mówił Ci ktoś,że ślicznie wyglądasz?-Chwyt poniżej pasa....
-Ohh mam was dosyć!-Wrzasnęłam na nich. Zdjęłam buty i rzuciłam w nich.No Tak! Jak to demony bez zbędnych sztuczek ominęli "pociski".Wybiegłam z sypialni.O mało nie spadając ze schodów.W korytarzy założyłam czerwone Converse i żakiet.Wybiegłam z domu...
      Było cholernie zimno! Po kilku przebiegniętych metrach czułam się jakbym przebiegłam 20 km. Ciężko oddychałam...Weszłam do parku...Momentalnie skoczył mi hormon stresu...Całym swoim umysłem i ciałem próbowałam opanować się...Usiadłam na ławce. Kilka razy wciągnęłam i wypuściłam powietrze widząc kłębki pary...Siedząc tak kilka minut...Zrobiło mi się cholernie zimno..Lekko dygotałam. Poczułam falę smutku. Zamiast płakać i użalać się. Zaczęłam się śmiać.Śmiać i to tak histerycznie jak nigdy...Gdy o tym myślałam czułam się jak w jakimś pieprzonym śnie..
     Po godzinie intensywnych rozmyśleniach postanowiłam wrócić do domu. Gdy wyszłam z parku zauważyłam jakąś postać zmierzającą za mną. Przyspieszyłam kroku.Ona to samo... Zaczęłam biec..Nie wiarygodne! Jak stres dodaje skrzydeł! Biegłam jak opętana...Ouuch! Poczułam tępy ból z tyłu głowy...Totalna ciemność i obezwładnienie...

*Oczami Johna*

Coś jej się stało.-Odpowiedziałem nerwowo łapiąc się za serce.-Też to poczułeś?-Zapytałem demona.
-Taak. To nikt z naszych orszaków. Nikt nie ma tak potężnego uderzenia serca....Poszukajmy twojej Półbogini.-Zaśmiał się zamieniając w czarny obłok a potem w niewidoczny. Zrobiłem to samo...
    Gdy przeniknęli przez ścianę. Wszystkie okna w apartamentowcu pogasły i skrzypnęły wszystkie zamki...Przelatywali każdą uliczkę....
-Tu jest!-Wrzasnął do towarzysza Czarny Wysłannik.Zbliżali się do wskazanej uliczki...Widzieli Czarny płaszcz i charakterystyczny czerwony krzyż skąpany we krwi na płaszczu przybysza....Usłyszał ich i zwrócił w tamtym kierunku wzrok.Oczy płonęły mu fioletem,czyli był wysłannikiem z północy piekła...Zniknął jak najszybciej zauważając niebiański blask...Ten niebiański obłoczek odstraszył Johna i Harry'ego...Wziął w ramiona me ciało skąpane częściowo we krwi,która sączyła się z szyi....Mieszkańcy a szczególnie wysłannicy Północy żywili się krwią Półbogów.... Wziął w ramiona i zniknął.Odleciał jak robaczek świętojański....
-Stary co to było!-Wrzasnął zdziwiony Harry,zmaterializowany jako człowiek.Patrząc w oczy Johna..

-Nie wiem ale, się dowiem...-Zacisnął pięści patrząc w jeden punkt. Przez jego twarz przebijało się wiele aktów złości..

czwartek, 8 maja 2014

Bad & Good Angel 2

Zły początek...

-Ruszaj.-Rozkazał.
-Nie widzisz,że czerwone?!-Wrzasnęłam.Pożałowałam,przejechał mi opuszkami palców po dłoni.Krzyknęłam z bólu.Z policzków zaczęły skapywać łzy.A na dłoni pojawiły się bąble.
-Jedź!-Wystawił dłoń,coś poszeptał,jego oczy na chwilę zmieniły barwę...Nie bywałe! Zmienił światła z czerwonych na zielone...Zrobiłam to co kazał.-Daleko jeszcze?-Niecierpliwił się.
-Za tym rogiem.-Ledwo dokończyłam wypowiedź już byliśmy pod blokiem...
-Nieźle! Najlepsze mieszkania w Londynie...-Usłyszałam nutę zachwytu w głosie.
-Po wuju.A z resztą co będę Ci się tłumaczyć...-Wywróciłam oczami i wjechałam na podziemny parking.Zaparkowałam na swoim miejscu ,odwróciłam się by zobaczyć jego twarz.On natychmiastowo zamienił się w czarną mgłę i stanął za mną i wyszeptał..
-Nie możesz mnie zobaczyć,lecz możesz mnie słuchać.A teraz idź do swojego mieszkania...-Odleciała kawałek ta ciemna masa a potem stała się nie widoczna.Odetchnęłam głęboko dalej drżąc. W garażu było tylko słychać stukot moich szpilek..Doszłam do windy i nacisnęłam poziom 14.Winda się otworzyła.W środku już ktoś był.W środku stał przystojny, może dwudziestolatek,miał pełno tatuaży.Był ubrany na czarno.Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się przyjaźnie.
-Dobry wieczór panno McCartney.-Ukłonił się.
-Skąd znasz moje nazwisko?-Zapytałam cicho.Bojąc się go i będąc w małej przestrzeni,mógł mi zrobić wszystko!-Czy ty..-Nie dokończyłam bo przyłożył sobie palec do ust i pokiwał twierdząco głową.-Nie wyglądasz tak strasznie jak myślałam...-Rzuciłam z pogardą i spojrzałam w lustro obok.Po chwili odskoczyłam widząc odbicie faceta.To było przerażające! Wokół niego było ogień.Miał czerwoną grubą skórę..Jakieś nieznane mi znaki ,tatuaże,blizny.Nie miał włosów,zamiast nich były rogi.A oczy żarzyły a ich wyraz przypominał,że są w nim same najokrutniejsze rzeczy!Miał długi gruby ogon zakończony niczym harpun.Byłam tak zszokowana,że zamiast pisku wydobywającego się z ust wydobywała się cisza.Po chwili zorientowałam się,że moje odbicie w tym windzianym lustrzanym odblasku jest również inne...Byłam jakby boginią 2 w 1...Wyglądałam jak dobro i zło w jednym...
-Masz misję.-Przykucnął przede mną "niewinnie wyglądający chłopak".-To co widziałaś w lustrze to Masze prawdziwe oblicze...Swój wygląd możesz zmienić i być taka jak ja jeśli wybierzesz mój świat.Będziemy nim razem rządzić. Tylko Ty i Ja,nasze dzieci i zastępy potępionych stworzeń! Dam Ci wszystko!-Mówił patrząc bez mrugnięcia w oczy.Chciał dotknąć policzka.Cofnęłam twarz bojąc się,że mnie poparzy.-Nie bój się ukochana...-Przysunęłam bliżej twarz,dotknął drugiego policzka.Niebywałe! Nic nie boli, wręcz ten dotyk jest kojący i przyjemnie ciepły.Tuliłam policzek do jego dłoni...-Taaak..Właśnie tak.-Szeptał z triumfem w oczach...Zmusił mnie bym spojrzała mu w oczy.Zbliży twarz by złożyć na mych ustach pocałunek..Był coraz bliżej.Już delikatnie dotykał.Gdy usłyszał,że drzwi się rozsuwają.Szybko wrócił do poprzedniej postawy. Podniósł mnie bym stała i wyszła jak gdyby nigdy nic...Czułam się otępiona.Ledwo stawiałam kroki.Złapał mnie pod rękę i prowadził.-Ukochana, który numer?-Szeptał.
-213-Bąknęłam będąc coraz bardziej świadoma i stawiająca pewniejsze kroki.-Puść mnie!-Wyrwałam się z uścisku.-Coś mi zrobił? Na pewno nie będę z taką kreaturą jak TY! Na pewno to jest sen! Jak otworze drzwi od mieszkania.Ciebie tu nie będzie!-Mówiłam ze złością...Podbiegłam do drzwi i je otworzyłam drżącym rękoma.Weszłam szybko i zamknęłam je.Uszczypnęłam się i otworzyłam oczy...Cholera jednak to nie sen! Dramatyzowałam.
-Skarbie co tak wcześnie?-Zdziwił się mój chłopak John.[Który wyglądał mniej więcej tak...]
-A dlaczego nie?-Próbowałam mówić normalnie i uśmiechać się...
Ściągnęłam buty i podbiegłam by go pocałować.
-Bo szykuję dla nas kolacje taką bardziej oficjalną...-Wyszeptał łapiąc mnie w pasie i uśmiechając się figlarnie...
-Skarbie nie mam dzisiaj ochoty.Źle się czuję...I może pójdę się przygotować a ty dokończysz swoje dzieło?-Zagadnęłam przygryzając wargę i łapiąc go za kołnierzyk.
-To dobry pomysł...-Zaśmiał się.-Daj mi 30 minut i przyjdź do jadalni.-Pocałował mnie i puścił.-Leć się szykować a ja idę zobaczyć do kuchni bo chyba coś mi się przypala..-Pobiegł z uśmiechem. A ja udałam się na górę...
Zaczęłam przeszukiwać swoją szafę.Musiałam przecież zdobyć odpowiednią kieckę..Jest! Piękna, błyszcząca...

-Niezłe ciało.-Zdrygnęłam się i zakryłam sukienką.Zobaczyłam tego demona opartego o futrynę.-Do twarzy Ci w czarnym.-Przejechał palcem po wardze.
-Odejdź stąd! To mój najważniejszy dzień w życiu!-Wyszeptałam,zakładając sukienkę.
-Jak sobie chcesz!-Odpowiedział i zniknął.
      Czułam,że coś za tym się kryję,że tak po prostu mógł zniknąć na moje żądanie...
Próbowałam o tym nie myśleć.W związku z tym zabrałam się za makijaż po 5 minutach udało mi się uzyskać taki efekt...
Potem zabrałam się za fryzurę...Było ciężko ale udało się coś stworzyć ciekawego.Wspominałam,że fryzjerstwo to moje drugie ukochane zajęcie zaraz po psychologii?
Spojrzałam na zegarek..Cholera jasna! Siedzę tu już godzinę.Ostatni look i zeszłam na dół... Weszłam do jadalni i doznałam małego szoku radości..Jeśli coś takiego w ogóle jest...
-Nie przestajesz mnie zadziwiać.-Powiedziałam uśmiechnięta.Chłopak odwrócił się w moją stronę i zaprosił gestem bym usiadła.-Dziękuję.-Przysunęłam sobie krzesło. W rogu zauważyłam Go.Miałam coś powiedzieć gdy mrugnął okiem przyłożył palec do ust i został z niego czarny pył który po chwili wsiąknął w podłogę...
-Podano do stołu!-Powiedział dumnie.Stawiając wielkiego kurczaka na środku stołu.-Wyglądasz pięknie kochanie.-Mówił ze wzruszeniem w głosie...
-To nic takiego-Zarumieniłam się.-Z jakiej to okazji ta kolacja?-Zagadnęłam.
-Dowiesz się w swoim czasie.-Ucałował mnie w czoło i usiadł na przeciw mnie.-Wina?
-Poproszę.-Powiedziałam z zapchaną buzią.-To jest wyśmienite!-Powiedziałam zadowolona.
-Cieszę się,że ci smakuje.-Uśmiechnął się i nalewał wina.Gdy skończył.Wziął swój kieliszek wstał i podszedł do mnie..
-Co się dzieję?-Zdziwiłam się kiedy klęknął i odsunął krzesło bym była na przeciw niego...Położył kieliszek na stoliku wyjął małe czarne pudełeczko i zaczął formułkę..
-Sylvio Elizabeth McCartney,czy uczynisz mnie najszczęśliwszym facetem na Ziemi i zostaniesz moją żoną?
-Wzruszyłam się.-Tak,tak tak!-Krzyknęłam ze łzami w oczach i uśmiechem na ustach.Wziął moją drżącą dłoń w swoją silną równie drżącą dłoń i założył pierścionek i pocałował w dłoń.A potem wstałam i przytuliłam go.
-Ten pierścionek jest w mojej rodzinie od pokoleń.Dbaj o niego i o właściciela!-Zachichotał.
-Jest cudowny.-Odpowiedziałam patrząc mu w oczy.
Po chwili rzuciliśmy się na siebie i zaczęliśmy zachłannie całować wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni...

Otworzył drzwi i doznaliśmy szoku.W naszej sypialni już ktoś był...

poniedziałek, 5 maja 2014

Ogłoszenie Parafialne :D

Trololo dzisiaj zimny dzień xD :DD W szkole całkiem całkiem i zobaczcie jakie boskie zdjęcia z koncertu :OOO

                                                         




A po za tym ,trzymam kciuki żeby trzecio gimnazjaliści dostali się do swoich szkół,które preferują :D  
Więc...Taka sytuacja :D
Enjoy ! xo :3

piątek, 2 maja 2014

Bad & Good Angel cz.1

First Day.Rain day...
              Melisa Berth.Pierwsza sesja...Odnotowałam w swoim notatniku.
 Usłyszałam pukanie do drzwi.Dokończyłam notatki,zamknęłam notes i pozwoliłam wejść.
-Melisa,prawda?-Wstałam z fotela i podeszłam podając dłoń na przywitanie.
-T-tak,dzień dobry.-Podała drżącą dłoń.
-Pierwszy raz u psychologa?-Zapytałam,uśmiechając się aby dodać młodej dziewczynie otuchy.-Podać coś do picia? Wodę,sok?-Podeszłam do barku.
-Niestety nie.Może być sok pomarańczowy.-Kiwnęłam ręką by usiadła.
    Podałam jej sok i oznajmiłam by ułożyła się wygodnie na kozetce..Sama zaś usiadłam w skórzanym ciemnym fotelu naprzeciw niej.Otworzyłam notes z tytułem Melisa Berth i zaczęłam notować pierwsze obserwacje,dotyczące jej zachowania,przewróciłam stronę,otwierając na tabelce,w której odnotowałam "stresuję się,jednak wydaje się być miła ; młody osobnik."
    Odetchnęłam,uniosłam wzrok i zapytałam:
-Jaki jest twój problem?-Patrzyłam znad oprawek okularów.
-Nie wiem od czego zacząć.Bo gdy zaczynam mówić o tym psychologowi,od razu mnie zbywa,że to "Zwykłe przemęczenie lub jakiś stres związany z pracą."-Spojrzała nie spokojnie w moją stronę.Po chwili milczenia zaczęła wyginać palce.-Ale widzę,że Pani jest inna.Pani mnie zrozumie i nie zostawi...-Zauważyłam błaganie w jej oczach.
-Więc,nie duś tego w sobie i opowiedz,co Cię dręczy.-Patrzyłyśmy sobie w oczy,dłuższą chwilę.Przerwałam ją ponownym odchrząknięciem i otworzyłam notes.-No dalej,nie wstydź się.-Dopingowałam ją....Znów jej przerażony wzrok,krótki wdech i zaczęła mówić:
-Jestem opętana...-Przerwała czekając aż coś powiem.Widziała,że jej nie przerywam,więc niechętnie kontynuowała.-W chwilach stresowych lub gdy muszę podjąć decyzję, zjawiają się Oni.Demoni,tzn.jeden z nich mówi,że jest aniołem zła,a drugi,że jest aniołem dobra.Harry,tak się przedstawił zły.Podsuwa mi złe pomysły a w nocy...-Urwała,a ja przestałam notować i spojrzałam na nią.
-A w nocy co?-Zapytałam ciekawa i zauważyłam,że zalewa się rumieńcem.
-Każe mi robić zbereśnie rzeczy,wie pani jakie.Kusi mnie a ja mu ulegam.Opętuje mój umysł i ciało i wtedy nie jestem zdatna do normalnego funkcjonowania.Wtedy materializuje się jako facet o jasnej cerze,niezwykłych bujnych ciemnych loków,zielonych oczach,które czasem płoną w różnym znaczeniu jakie pani sobie wymyśli.I czasem,jak chce mnie przestraszyć,rozkłada wielkie czarne jak smoła skrzydła,jego oczy płoną a tatuaże żarzą się niczym lawa.Ma wiele blizn.Kiedy dochodzi do kontaktu cielesnego,to cierpię.Wtedy się oparzam bo jest cholernie gorący.Niech pani spojrzy!-Wstała i rozpięła koszulę.Zobaczyłam na jej ciele blizny i oparzenia.Jedna blizna mnie zaciekawiła.Wyglądała jak odciśnięte usta na wielu ranach,była mniej więcej na wysokości przepony.Byłam jednocześnie w szoku i zaciekawieniu...
-Meliso,wystarczy!Ubierz się.-Zakłopotałam się jej postawą i łzami spływającymi po policzkach.
-Teraz mi pani wierzy?-Zapytała z żalem i żałością w głosie.
-Oczywiście! Wierzyłam Ci nawet wcześniej!-Przekonywałam ją.-Jesteś w stanie kontynuować?
-T-ta,chyba tak.-Oznajmiła siadając.-Więc,Harry jest złym aniołem. Lecz ostatnio pojawił się Niall,tak się przedstawił drugi,ten dobry.On leczy moje rany,swoją boskością.Do niczego mnie nie namawia.Wręcz przeciwnie! Każe się wyrzec zła poprzez modlitwę.Pomaga mi jego głos,którym zawsze układa mnie do snu.Gdy pocałuje mnie w czoło,czuję na całym ciele chłód,gdyż on jest przeciwieństwem tego złego anioła,czuję chłód a w ciele czuje małe sopelki lodu.Ale kiedy przez przypadek dotknęłam jego serca.To to miejsce jest gorące.Wręcz parzy jak Harry,u niego to miejsce jest zimne jak ciało Niall'a. Najgorzej jest ze mną w nocy.W moim umyśle toczą ze sobą walkę i każą mi wybierać ich drogę.Tak jest każdej pieprzonej nocy od pięciu lat!-Dopiero teraz zauważyłam,że dziewczyna płaczę.Podałam jej pudełko z chusteczkami.Podziękowała i zaczęła kontynuować.-Słyszę przeraźliwy śmiech Harry'ego i budzę się z płaczem i widzę,że powoli świta.Spoglądam na zegarek a on wskazuje godzinę 03:00.Wiem,że to szatańska godzina.Gdy nagle znikąd pojawia się niebiański przybysz,przytula mnie,śpiewa swą cudowną anielską pieśń a ja zasypiam,słysząc to...Budząc się rankiem czuję,że potrafię przeżyć dzień z pomocą i obecnością boskiego jak i Boga.Dokończyła z uśmiechem i łzami w oczach.Gdy stoper odmierzający godzinę sesji zadzwonił,przerywając ciężką do zniesienia ciszę.Obie poskoczyłyśmy.
-Dziękuję Ci Meliso,że wytrwałaś.-Wstałam,ona uczyniła to samo.-Oto mój numer.Gdyby Cię znów nawiedził,to zadzwoń.-Podałam wizytówkę.
-Pani na prawdę mi wierzy?!-Była w szoku biorąc wizytówkę.
-Oczywiście,już Ci to mówiłam na początku.Dzwoń o każdej porze,jeśli będzie to potrzebne.-Usłyszałam pukanie.-Można?-Zapytał młody chłopak,z którym mam od trzech miesięcy sesję.
-Josh,daj mi chwilkę.Meliso,do zobaczenia.I pamiętaj dzwoń jak coś.-Uśmiechnęłam się i odprowadziłam ją do drzwi...
     Cztery godziny później,opuściła gabinet żegnając się z Sophią.Weszłam do windy naciskając poziom 0. Chwilę potem ziewając,przeszłam cały parking.Odszukałam swojego Forda Mustanga z '67 i wsiadłam.Odpaliłam silnik,który brzmiał jak ryk lwa.Zapięłam pasy.Miałam ruszać,kiedy na gardle poczułam coś zimnego i ostrego...
-Ciii...Jedź!-Wyszeptał.Zrobiłam to co kazał.-Jedź do twojego mieszkania.
-Kim jesteś i czego chcesz?-Wyszeptałam drżącym głosem.
-Jestem twoim złym sumieniem i chcę posiąść twą dobrą duszyczkę.-Powiedział dobitnie z nutą drwiny.-Znasz mnie tak samo jak Melisę.-Poczułam jego szyderczy uśmiech na karku.-Niezłe autko.Idealne dla złej panny McCartney.
-Skąd...
-Ciii,to tajemnica Sylvio.Opowiem Ci w twoim mieszkanku.-Wyszeptał jadowicie do ucha i polizał mnie po linii szczęki.Poczułam ból.Odnalazł palcem moje usta i robiąc znak bym była cicho.Bała się i drżałam...
        Co on do jasne cholery mógł chcieć?-Pomyślałam zatrzymując się na czerwonym świetle...