czwartek, 15 maja 2014

Bad & Good Angel 3

Gorzej już być nie może....

-Do jasnej anielki! Co TY tu robisz?-Wrzasnęłam gotując się w środku...Byłam zawstydzona i nieźle wkurzona.
-Mówiłem,że tak łatwo nie odpuszczam...Cześć John-Uśmiechnął się szatańsko do mojego narzeczonego...Zaraz! Skąd znał jego imię O.o?
-Cześć Hazza-Podszedł i uścisnął mu dłoń.-Wybacz skarbie.-Rzucił niby niewinnie John...
   Odebrało mi mowę.Czuła,że stoję z otwartą buzią i wytrzeszczonymi oczami..Czułam,że zwymiotuję zaraz.
-Wszystko w porządku?-Zapytał ze zmarszczonym czołem.
-Skąd...Skąd Wy się znacie?-Wyjąkałam.
-Pracujemy razem.-Rzucił,to tak oczywiście. Jakby to była sprawa oczywista.
-Pracujecie Hazz? Od jak dawna mnie okłamujesz?!-Rzuciłam z jadem w głosie w stronę Johna...
-Nie wiem jak ci to powiedzieć.-Zawahał się.-Pracujemy jakieś 150 lat....Nigdy Cię nie okłamałem!-Powiedział urażony...
-Świetnie! Prawie się przespałam z kimś kto ma ponad 150 lat!-Zaczęłam dramatyzować.
-No, niezupełnie...Mam ponad 300.-Dodał ze speszonym uśmiechem i podrapał się po głowie.
-No zajebiście kurwa!-Wrzasnęłam.-Co może jeszcze znasz Belzebuba i takie tam? I sprowadzasz złe duszyczki na dól w ciemną otchłań?!-Miałam już łzy w oczach.
-Tak.To prawda.-Odpowiedział Harry uwieszając się na ramieniu John'a.Cały czas się uśmiechał...-Mówił Ci ktoś,że ślicznie wyglądasz?-Chwyt poniżej pasa....
-Ohh mam was dosyć!-Wrzasnęłam na nich. Zdjęłam buty i rzuciłam w nich.No Tak! Jak to demony bez zbędnych sztuczek ominęli "pociski".Wybiegłam z sypialni.O mało nie spadając ze schodów.W korytarzy założyłam czerwone Converse i żakiet.Wybiegłam z domu...
      Było cholernie zimno! Po kilku przebiegniętych metrach czułam się jakbym przebiegłam 20 km. Ciężko oddychałam...Weszłam do parku...Momentalnie skoczył mi hormon stresu...Całym swoim umysłem i ciałem próbowałam opanować się...Usiadłam na ławce. Kilka razy wciągnęłam i wypuściłam powietrze widząc kłębki pary...Siedząc tak kilka minut...Zrobiło mi się cholernie zimno..Lekko dygotałam. Poczułam falę smutku. Zamiast płakać i użalać się. Zaczęłam się śmiać.Śmiać i to tak histerycznie jak nigdy...Gdy o tym myślałam czułam się jak w jakimś pieprzonym śnie..
     Po godzinie intensywnych rozmyśleniach postanowiłam wrócić do domu. Gdy wyszłam z parku zauważyłam jakąś postać zmierzającą za mną. Przyspieszyłam kroku.Ona to samo... Zaczęłam biec..Nie wiarygodne! Jak stres dodaje skrzydeł! Biegłam jak opętana...Ouuch! Poczułam tępy ból z tyłu głowy...Totalna ciemność i obezwładnienie...

*Oczami Johna*

Coś jej się stało.-Odpowiedziałem nerwowo łapiąc się za serce.-Też to poczułeś?-Zapytałem demona.
-Taak. To nikt z naszych orszaków. Nikt nie ma tak potężnego uderzenia serca....Poszukajmy twojej Półbogini.-Zaśmiał się zamieniając w czarny obłok a potem w niewidoczny. Zrobiłem to samo...
    Gdy przeniknęli przez ścianę. Wszystkie okna w apartamentowcu pogasły i skrzypnęły wszystkie zamki...Przelatywali każdą uliczkę....
-Tu jest!-Wrzasnął do towarzysza Czarny Wysłannik.Zbliżali się do wskazanej uliczki...Widzieli Czarny płaszcz i charakterystyczny czerwony krzyż skąpany we krwi na płaszczu przybysza....Usłyszał ich i zwrócił w tamtym kierunku wzrok.Oczy płonęły mu fioletem,czyli był wysłannikiem z północy piekła...Zniknął jak najszybciej zauważając niebiański blask...Ten niebiański obłoczek odstraszył Johna i Harry'ego...Wziął w ramiona me ciało skąpane częściowo we krwi,która sączyła się z szyi....Mieszkańcy a szczególnie wysłannicy Północy żywili się krwią Półbogów.... Wziął w ramiona i zniknął.Odleciał jak robaczek świętojański....
-Stary co to było!-Wrzasnął zdziwiony Harry,zmaterializowany jako człowiek.Patrząc w oczy Johna..

-Nie wiem ale, się dowiem...-Zacisnął pięści patrząc w jeden punkt. Przez jego twarz przebijało się wiele aktów złości..

Brak komentarzy: