środa, 4 czerwca 2014

Bad&Good Angel 6

Czas Wielkich Przemian & Niespodzianek!

*2 tygodnie później*

   Jestem już gotowa mentalnie i fizycznie by to zakończyć.-Stałam na balkonie i podziwiałam widok na panoramę London Eye i w umyśle wezwałam Ellijah'a.
-Słucham Pani?-Usłyszałam zza pleców jego głos.
-Witaj Niall.-Uśmiechnęłam się.
-Witaj.Twój ojciec cię pozdrawia i pyta co postanowiłaś.-Odpowiedział stoickim spokojem.
-Postanowiłam zakończyć ten Bullshit. Zabierz mnie do niego.-Odpowiedziałam poważnym głosem.
-Jak sobie życzysz.-Ukłonił się.-Z całym szacunkiem Pani,ale nie potrafię tego uczynić.TY musisz to zrobić.-Spojrzał mi w oczy. Przez chwilę tonęłam w niebiańskim błękicie jego oczu. Są takie cudowne...
-Ale jak?-Zdziwiłam się.-Nie potrafię...-Zbiło mnie to z tropu.
-Potrafisz! Jesteś kapłanką,użyj swego serca,Pani.-Wyszeptał.Popatrzyłam na niego ze zrezygnowaniem i zaczęłam gorączkowo myśleć...Po chwili zamknęłam oczy i próbowałam wsłuchać się w bicie swego serca...Kiedy je dobrze słyszałam,wezwałam w umyśle ojca.Kiedy nic się nie działo.Postanowiłam już zrezygnować lecz usłyszałam cichy głos. Ventum,Ventum...Głos był coraz głośniejszy a światło coraz jaśniejsze. Głos robił się nie do zniesienia.Złapałam Niall'a za rękę. Po chwili głos ucichł a po nas została tylko kupka piór, które po chwili rozwiał wiatr.
      Pewien przechodzień przestraszył się,że to śnieg. Nie przypadkowy był to przechodzień...Był to Cameron McCarthney. Starszy o 5 lat brat Sylvii,który niestety zginął 3 lata temu, podczas wypadku samochodowego po ostro zakrapianej imprezie. Tylko co on robił wśród żywych? 


















    Pędziliśmy przez oślepiający wir,robiło mi się nie dobrze od tej prędkości.Po tym wyczerpującym wirowaniu i wsysaniu upadłam na kolana.Zakręciło mi się w głowie i zemdlałam...

-Ventum...Ventum...Słyszysz mnie?-Słyszałam coraz wyraźniejszy ciepły,przyjazny męski głos.Powoli otworzyłam oczy.Wszystko mnie bolało,wciąż kręciło mi się w głowie.

-Gdzie ja jestem?-Wyszeptałam zachrypniętym głosem.
-W domu,jesteś bezpieczna Pani.-Drugi tylko tym razem znajomy głos...

Gdy przetarłam oczy i rozciągnęłam się na łóżku,doznałam szoku.Nade mną stało dwóch mężczyzn, leżałam na jakimś łożu było wygodnie. Pomieszczenie wyglądało na stare zamczysko...
Szybko usiadłam i zapytał z lekkim strachem i wstydem:
-Gdzie ja jestem?
-Pani jesteś w domu swego ojca. Zostawię was samych,Pani.-Ukłonił mi się i schował skrzydła.-Panie.-Ukłonił się i dodał.-Gdybyś mnie potrzebował będę u Sir Christiana omawiał szyki bojowe.-Ukłonił się jeszcze raz i wycofywał się z pomieszczenia.-Dobrze Ellijah'nie.-Gdy Ellijah wyszedł a straż zamknęła za nim drzwi.Ojciec przemówił.
-Witaj w domu Ventum.-Wyszeptał patrząc na mnie szeroko wybałuszonymi oczyma.-Mój naród tak długo oczekiwał twojego powrotu.-Mówił tym samym tonem.






















-Ty jesteś moim ojcem?-Zapytałam przerażona. Ale ja myślałam, że spotkam Boga, no wiesz jakiego.-Wyszeptałam zawstydzona.
Zaśmiał się donośnie i ciepło.
-Głupiutka jak matka. Ellijah nie wspominał kim jestem naprawdę?
-Nnie..-Odpowiedziałam speszona.
-Chcesz wiedzieć? Chodź ze mną to wszystko ci opowiem...-Podał mi dłoń bym wstała. Dopiero teraz zauważyłam, że mam na sobie jakąś jedwabną zieloną suknie do spania. Dziwnie się w tym czułam...




Brak komentarzy: