Czas Prawdziwych Wyzwań & Wyznań
Dla Natalii,który się zniecierpliwiła <3 :DENJOY! x
Wszystko zaczyna się kleić!-Stałam w swojej komnacie i trawiłam słowa ojca w myślach.Myślało mi się coraz gorzej bo służka sznurowała mi gorset sukni,która została przeznaczona specjalnie na ucztę z okazji mojego powrotu.-Eryso,czy to musi być tak mocno ściśnięte? Nie mogę oddychać.-Wyszeptałam.
-Tak jest odpowiednio. Spokojnie przyzwyczaisz się, Pani!-Uśmiechnęła się młoda dziewczyna.-No skończyłam.-Odsunęła się i podziwiała swoje dzieło.
-Jejku-Westchnęłam z podziwem.-Wyglądam nieźle.-Uśmiechnęłam się i poprawiłam pokręcone szatynowe włosy.-Dziękuje Ci.-Spojrzałam na nią z uznaniem.
Chciała coś powiedzieć lecz przerwało jej wypowiedź pukanie do drzwi.To strażnik, który pilnował mnie w komnacie.-Pani już czas.Król wzywa na ucztę.
-Przekaż waszej miłości,że zaraz przybędę.-Poprawiłam rękaw i odpowiedziałam "ich językiem".Fajnie czasem tak powiedzieć.Tylko,że tu to normalność.Wzięłam możliwie jak największy wdech i wyszłam z komnaty. Zostałam prowadzona przez rycerza do sali tronowej.
Zza wielkich dębowych drzwi dobiegał gwar i zapach jedzenia.Gdy podeszłam na tyle blisko drzwi. Dwóch strażników otworzyło je. W sali zapanowała grobowa cisza...Zaczęłam iść w stronę ojca który omijał stół z otwartymi ramionami. Uśmiechnęłam się do niego ze stresu,uczynił to samo
Sala była wielka z długimi dębowymi stołami i jednym wielkim na czele.Wszędzie panowała zieleń i czerwień. Kilku jegomości było ubranych w swe ojczyste kolory i herby na stroju oficjalnym.
-Ventum...Moi Najmilsi! Przedstawiam wam następczynie tronu, Siódmego Zielonego Królestwa, moją pierworodną Ventum. Złóżcie jej odpowiednie honory!-Mówił donośnie ojciec, a ja rozglądałam się na wszystkie strony. Każdy wstał i pokłonił się z szacunkiem.Zapanowała cisza.Po chwili się skapnęłam,że muszę przemówić.
-Witam wszystkich dostojników,rycerzy i ciebie mój ojcze! Ucztę uważam za otwartą!-Uśmiechnęłam się i rozbrzmiały brawa.Usiadłam koło ojca i nagle powróciła wrzawa. Każdy zaczął jeść. Nałożyłam sobie jakiś warzyw i mięsa.Właśnie chciałam jeść gdy ojciec mi przerwał.
-Córko, to sir Christian.-Oznajmił ojciec a ja spojrzałam w górę i powstałam. Jego mina była przesłodka.
-Pani, wyglądasz przepięknie.-Ukłonił się i pocałował mnie w dłoń.-Jestem rad widząc cię Pani całą i zdrową.- I znów zapanowała na jego twarzy statyczność. Zarumieniłam się.
-Ciebie również sir Christianie.-Dygnęłam przed nim.-Widziałeś może Elliah'na?
-Tak Pani, siedzi na drugim końcu. -Wskazał głową. Spojrzałam tam.Obserwował nas. Spojrzałam mu w oczy. Było z nim coś nie tak. Wyglądał na zdenerwowanego. Nagle poczułam mocne uderzenie serca. Upadłam na ziemię i poczułam ,przerażenie, strach i ostatnie tchnienie. Osoby,która...umarła?
-VENTUM?!-Wrzasnął ojciec.-Wszystko w porządku?-Zdenerwował się.
-Ktoś umarł...-Wyszeptałam z łzami w oczach i ciężko oddychałam. Ellijah zauważył to i podbiegł, rozciął mi gorset i w końcu zaczęłam prawidłowo oddychać. Podniósł mnie.
-Chrisitianie zanieś ją do komnaty!-Rozkazał ojciec.-Ellijah'nie idź sprawdzić do jej świata kto stracił żywot z jej bliskich.
-Oczywiście panie.-Ukłonił się,rozłożył skrzydła i zniknął z oślepiającą poświatą...
Wylądował w moim mieszkaniu. Było ciemno,zaczął ostrożnie penetrować pomieszczenia.Wszedł do sypialni i zauważył jakąś pochylającą się postać...Postać obróciła się.Na jej twarzy była krew.A starożytne runy błyszczały w ciemnościach. Ellijah zauważył nieżywą Melisę,całą we krwi.
-Cameron...-Wyszeptał z pogardą.
-Ellijah! Kopę lat. -Wyszeptał z pogardliwym uśmieszkiem.-Jak widzisz jednak to nie moja siostrzyczka, którą chciałem zabić. Szkoda...Bo bym posiadł uznanie Pana Ciemności. Jednak dobre i to! Pół boginka też dobre rozwiązanie by przedłużyć sobie życie o 500 lat.-Wysunął potajemnie sztylety z rękawów szaty. Ellijah usłyszał cichy pogłos sztyletów.Przygotował się na ucieczkę. Cameron po chwili odwrócił się z okrzykiem bojowym. Ostrza sztyletów skrzyżowały się na niewidzialnej szyi Ellijah'na. Cameron wkurzył się niesamowicie,że zwykły Archanioł uciekł mu z jego zasadzki. Zaczynało świtać.Cameron wrócił do podziemi...
Nie trzeba mnie nieść.-Wyszeptałam,kiedy sir Christian kładł mnie na łoże.
Chciał odpowiedzieć,kiedy do komnaty wpadł Ellijah.
-PANIE!-Podbiegł i ukłonił się.
-Mów żeś!-Był podenerwowany,ja również.
-Ppanie to Melisa Berth.Córka Zeusa i Natashy.Zabił ją wysłannik ciemności myśląc,że to wasza córka Panie.-Mówił szybko.
-Kim jest zbrodniarz?-Wyszeptał.
-To niejaki Cameron McCarthney,Panie...
-TO NIE MOŻE BYĆ MELISA!-Wybuchnęłam płaczem.-DLACZEGO CAMERONIE? DLACZEGO?-Szeptałam obwiniając się.
-Ona nie mogła umrzeć!-Wrzasnęłam.
-Musiało się tak stać,to jej,przeznaczenie!-Wyszeptał uspokajając mnie.



2 komentarze:
O FA*K - zaje**isty kocham to opowiadanie i cb
o jej *-* nie wiem kim jesteś ale też Cię kocham :** :D <3
Prześlij komentarz