First Day.Rain day...
Melisa Berth.Pierwsza sesja...Odnotowałam w swoim notatniku.
Usłyszałam pukanie do drzwi.Dokończyłam notatki,zamknęłam notes i pozwoliłam wejść.
-Melisa,prawda?-Wstałam z fotela i podeszłam podając dłoń na przywitanie.
-T-tak,dzień dobry.-Podała drżącą dłoń.
-Pierwszy raz u psychologa?-Zapytałam,uśmiechając się aby dodać młodej dziewczynie otuchy.-Podać coś do picia? Wodę,sok?-Podeszłam do barku.
-Niestety nie.Może być sok pomarańczowy.-Kiwnęłam ręką by usiadła.
Podałam jej sok i oznajmiłam by ułożyła się wygodnie na kozetce..Sama zaś usiadłam w skórzanym ciemnym fotelu naprzeciw niej.Otworzyłam notes z tytułem Melisa Berth i zaczęłam notować pierwsze obserwacje,dotyczące jej zachowania,przewróciłam stronę,otwierając na tabelce,w której odnotowałam "stresuję się,jednak wydaje się być miła ; młody osobnik."
Odetchnęłam,uniosłam wzrok i zapytałam:
-Jaki jest twój problem?-Patrzyłam znad oprawek okularów.
-Nie wiem od czego zacząć.Bo gdy zaczynam mówić o tym psychologowi,od razu mnie zbywa,że to "Zwykłe przemęczenie lub jakiś stres związany z pracą."-Spojrzała nie spokojnie w moją stronę.Po chwili milczenia zaczęła wyginać palce.-Ale widzę,że Pani jest inna.Pani mnie zrozumie i nie zostawi...-Zauważyłam błaganie w jej oczach.
-Więc,nie duś tego w sobie i opowiedz,co Cię dręczy.-Patrzyłyśmy sobie w oczy,dłuższą chwilę.Przerwałam ją ponownym odchrząknięciem i otworzyłam notes.-No dalej,nie wstydź się.-Dopingowałam ją....Znów jej przerażony wzrok,krótki wdech i zaczęła mówić:
-Jestem opętana...-Przerwała czekając aż coś powiem.Widziała,że jej nie przerywam,więc niechętnie kontynuowała.-W chwilach stresowych lub gdy muszę podjąć decyzję, zjawiają się Oni.Demoni,tzn.jeden z nich mówi,że jest aniołem zła,a drugi,że jest aniołem dobra.Harry,tak się przedstawił zły.Podsuwa mi złe pomysły a w nocy...-Urwała,a ja przestałam notować i spojrzałam na nią.
-A w nocy co?-Zapytałam ciekawa i zauważyłam,że zalewa się rumieńcem.
-Każe mi robić zbereśnie rzeczy,wie pani jakie.Kusi mnie a ja mu ulegam.Opętuje mój umysł i ciało i wtedy nie jestem zdatna do normalnego funkcjonowania.Wtedy materializuje się jako facet o jasnej cerze,niezwykłych bujnych ciemnych loków,zielonych oczach,które czasem płoną w różnym znaczeniu jakie pani sobie wymyśli.I czasem,jak chce mnie przestraszyć,rozkłada wielkie czarne jak smoła skrzydła,jego oczy płoną a tatuaże żarzą się niczym lawa.Ma wiele blizn.Kiedy dochodzi do kontaktu cielesnego,to cierpię.Wtedy się oparzam bo jest cholernie gorący.Niech pani spojrzy!-Wstała i rozpięła koszulę.Zobaczyłam na jej ciele blizny i oparzenia.Jedna blizna mnie zaciekawiła.Wyglądała jak odciśnięte usta na wielu ranach,była mniej więcej na wysokości przepony.Byłam jednocześnie w szoku i zaciekawieniu...
-Meliso,wystarczy!Ubierz się.-Zakłopotałam się jej postawą i łzami spływającymi po policzkach.
-Teraz mi pani wierzy?-Zapytała z żalem i żałością w głosie.
-Oczywiście! Wierzyłam Ci nawet wcześniej!-Przekonywałam ją.-Jesteś w stanie kontynuować?
-T-ta,chyba tak.-Oznajmiła siadając.-Więc,Harry jest złym aniołem. Lecz ostatnio pojawił się Niall,tak się przedstawił drugi,ten dobry.On leczy moje rany,swoją boskością.Do niczego mnie nie namawia.Wręcz przeciwnie! Każe się wyrzec zła poprzez modlitwę.Pomaga mi jego głos,którym zawsze układa mnie do snu.Gdy pocałuje mnie w czoło,czuję na całym ciele chłód,gdyż on jest przeciwieństwem tego złego anioła,czuję chłód a w ciele czuje małe sopelki lodu.Ale kiedy przez przypadek dotknęłam jego serca.To to miejsce jest gorące.Wręcz parzy jak Harry,u niego to miejsce jest zimne jak ciało Niall'a. Najgorzej jest ze mną w nocy.W moim umyśle toczą ze sobą walkę i każą mi wybierać ich drogę.Tak jest każdej pieprzonej nocy od pięciu lat!-Dopiero teraz zauważyłam,że dziewczyna płaczę.Podałam jej pudełko z chusteczkami.Podziękowała i zaczęła kontynuować.-Słyszę przeraźliwy śmiech Harry'ego i budzę się z płaczem i widzę,że powoli świta.Spoglądam na zegarek a on wskazuje godzinę 03:00.Wiem,że to szatańska godzina.Gdy nagle znikąd pojawia się niebiański przybysz,przytula mnie,śpiewa swą cudowną anielską pieśń a ja zasypiam,słysząc to...Budząc się rankiem czuję,że potrafię przeżyć dzień z pomocą i obecnością boskiego jak i Boga.Dokończyła z uśmiechem i łzami w oczach.Gdy stoper odmierzający godzinę sesji zadzwonił,przerywając ciężką do zniesienia ciszę.Obie poskoczyłyśmy.
-Dziękuję Ci Meliso,że wytrwałaś.-Wstałam,ona uczyniła to samo.-Oto mój numer.Gdyby Cię znów nawiedził,to zadzwoń.-Podałam wizytówkę.
-Pani na prawdę mi wierzy?!-Była w szoku biorąc wizytówkę.
-Oczywiście,już Ci to mówiłam na początku.Dzwoń o każdej porze,jeśli będzie to potrzebne.-Usłyszałam pukanie.-Można?-Zapytał młody chłopak,z którym mam od trzech miesięcy sesję.
-Josh,daj mi chwilkę.Meliso,do zobaczenia.I pamiętaj dzwoń jak coś.-Uśmiechnęłam się i odprowadziłam ją do drzwi...
Cztery godziny później,opuściła gabinet żegnając się z Sophią.Weszłam do windy naciskając poziom 0. Chwilę potem ziewając,przeszłam cały parking.Odszukałam swojego Forda Mustanga z '67 i wsiadłam.Odpaliłam silnik,który brzmiał jak ryk lwa.Zapięłam pasy.Miałam ruszać,kiedy na gardle poczułam coś zimnego i ostrego...
-Ciii...Jedź!-Wyszeptał.Zrobiłam to co kazał.-Jedź do twojego mieszkania.
-Kim jesteś i czego chcesz?-Wyszeptałam drżącym głosem.
-Jestem twoim złym sumieniem i chcę posiąść twą dobrą duszyczkę.-Powiedział dobitnie z nutą drwiny.-Znasz mnie tak samo jak Melisę.-Poczułam jego szyderczy uśmiech na karku.-Niezłe autko.Idealne dla złej panny McCartney.
-Skąd...
-Ciii,to tajemnica Sylvio.Opowiem Ci w twoim mieszkanku.-Wyszeptał jadowicie do ucha i polizał mnie po linii szczęki.Poczułam ból.Odnalazł palcem moje usta i robiąc znak bym była cicho.Bała się i drżałam...
Co on do jasne cholery mógł chcieć?-Pomyślałam zatrzymując się na czerwonym świetle...

6 komentarzy:
Świetne! :*
Dziękuję ;*
Się oficjalnie posrałam jezu wekfjwouefnwhoufnwoufnwof powiadamiaj mnie!!
@Lolounia / Madżonez
hahahhah Dzięki x :D i spoko ;*
:D zakochałam się :D
tjnhbgjkgnj Serio :OOO KC <3 :D
Prześlij komentarz