czwartek, 8 maja 2014

Bad & Good Angel 2

Zły początek...

-Ruszaj.-Rozkazał.
-Nie widzisz,że czerwone?!-Wrzasnęłam.Pożałowałam,przejechał mi opuszkami palców po dłoni.Krzyknęłam z bólu.Z policzków zaczęły skapywać łzy.A na dłoni pojawiły się bąble.
-Jedź!-Wystawił dłoń,coś poszeptał,jego oczy na chwilę zmieniły barwę...Nie bywałe! Zmienił światła z czerwonych na zielone...Zrobiłam to co kazał.-Daleko jeszcze?-Niecierpliwił się.
-Za tym rogiem.-Ledwo dokończyłam wypowiedź już byliśmy pod blokiem...
-Nieźle! Najlepsze mieszkania w Londynie...-Usłyszałam nutę zachwytu w głosie.
-Po wuju.A z resztą co będę Ci się tłumaczyć...-Wywróciłam oczami i wjechałam na podziemny parking.Zaparkowałam na swoim miejscu ,odwróciłam się by zobaczyć jego twarz.On natychmiastowo zamienił się w czarną mgłę i stanął za mną i wyszeptał..
-Nie możesz mnie zobaczyć,lecz możesz mnie słuchać.A teraz idź do swojego mieszkania...-Odleciała kawałek ta ciemna masa a potem stała się nie widoczna.Odetchnęłam głęboko dalej drżąc. W garażu było tylko słychać stukot moich szpilek..Doszłam do windy i nacisnęłam poziom 14.Winda się otworzyła.W środku już ktoś był.W środku stał przystojny, może dwudziestolatek,miał pełno tatuaży.Był ubrany na czarno.Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się przyjaźnie.
-Dobry wieczór panno McCartney.-Ukłonił się.
-Skąd znasz moje nazwisko?-Zapytałam cicho.Bojąc się go i będąc w małej przestrzeni,mógł mi zrobić wszystko!-Czy ty..-Nie dokończyłam bo przyłożył sobie palec do ust i pokiwał twierdząco głową.-Nie wyglądasz tak strasznie jak myślałam...-Rzuciłam z pogardą i spojrzałam w lustro obok.Po chwili odskoczyłam widząc odbicie faceta.To było przerażające! Wokół niego było ogień.Miał czerwoną grubą skórę..Jakieś nieznane mi znaki ,tatuaże,blizny.Nie miał włosów,zamiast nich były rogi.A oczy żarzyły a ich wyraz przypominał,że są w nim same najokrutniejsze rzeczy!Miał długi gruby ogon zakończony niczym harpun.Byłam tak zszokowana,że zamiast pisku wydobywającego się z ust wydobywała się cisza.Po chwili zorientowałam się,że moje odbicie w tym windzianym lustrzanym odblasku jest również inne...Byłam jakby boginią 2 w 1...Wyglądałam jak dobro i zło w jednym...
-Masz misję.-Przykucnął przede mną "niewinnie wyglądający chłopak".-To co widziałaś w lustrze to Masze prawdziwe oblicze...Swój wygląd możesz zmienić i być taka jak ja jeśli wybierzesz mój świat.Będziemy nim razem rządzić. Tylko Ty i Ja,nasze dzieci i zastępy potępionych stworzeń! Dam Ci wszystko!-Mówił patrząc bez mrugnięcia w oczy.Chciał dotknąć policzka.Cofnęłam twarz bojąc się,że mnie poparzy.-Nie bój się ukochana...-Przysunęłam bliżej twarz,dotknął drugiego policzka.Niebywałe! Nic nie boli, wręcz ten dotyk jest kojący i przyjemnie ciepły.Tuliłam policzek do jego dłoni...-Taaak..Właśnie tak.-Szeptał z triumfem w oczach...Zmusił mnie bym spojrzała mu w oczy.Zbliży twarz by złożyć na mych ustach pocałunek..Był coraz bliżej.Już delikatnie dotykał.Gdy usłyszał,że drzwi się rozsuwają.Szybko wrócił do poprzedniej postawy. Podniósł mnie bym stała i wyszła jak gdyby nigdy nic...Czułam się otępiona.Ledwo stawiałam kroki.Złapał mnie pod rękę i prowadził.-Ukochana, który numer?-Szeptał.
-213-Bąknęłam będąc coraz bardziej świadoma i stawiająca pewniejsze kroki.-Puść mnie!-Wyrwałam się z uścisku.-Coś mi zrobił? Na pewno nie będę z taką kreaturą jak TY! Na pewno to jest sen! Jak otworze drzwi od mieszkania.Ciebie tu nie będzie!-Mówiłam ze złością...Podbiegłam do drzwi i je otworzyłam drżącym rękoma.Weszłam szybko i zamknęłam je.Uszczypnęłam się i otworzyłam oczy...Cholera jednak to nie sen! Dramatyzowałam.
-Skarbie co tak wcześnie?-Zdziwił się mój chłopak John.[Który wyglądał mniej więcej tak...]
-A dlaczego nie?-Próbowałam mówić normalnie i uśmiechać się...
Ściągnęłam buty i podbiegłam by go pocałować.
-Bo szykuję dla nas kolacje taką bardziej oficjalną...-Wyszeptał łapiąc mnie w pasie i uśmiechając się figlarnie...
-Skarbie nie mam dzisiaj ochoty.Źle się czuję...I może pójdę się przygotować a ty dokończysz swoje dzieło?-Zagadnęłam przygryzając wargę i łapiąc go za kołnierzyk.
-To dobry pomysł...-Zaśmiał się.-Daj mi 30 minut i przyjdź do jadalni.-Pocałował mnie i puścił.-Leć się szykować a ja idę zobaczyć do kuchni bo chyba coś mi się przypala..-Pobiegł z uśmiechem. A ja udałam się na górę...
Zaczęłam przeszukiwać swoją szafę.Musiałam przecież zdobyć odpowiednią kieckę..Jest! Piękna, błyszcząca...

-Niezłe ciało.-Zdrygnęłam się i zakryłam sukienką.Zobaczyłam tego demona opartego o futrynę.-Do twarzy Ci w czarnym.-Przejechał palcem po wardze.
-Odejdź stąd! To mój najważniejszy dzień w życiu!-Wyszeptałam,zakładając sukienkę.
-Jak sobie chcesz!-Odpowiedział i zniknął.
      Czułam,że coś za tym się kryję,że tak po prostu mógł zniknąć na moje żądanie...
Próbowałam o tym nie myśleć.W związku z tym zabrałam się za makijaż po 5 minutach udało mi się uzyskać taki efekt...
Potem zabrałam się za fryzurę...Było ciężko ale udało się coś stworzyć ciekawego.Wspominałam,że fryzjerstwo to moje drugie ukochane zajęcie zaraz po psychologii?
Spojrzałam na zegarek..Cholera jasna! Siedzę tu już godzinę.Ostatni look i zeszłam na dół... Weszłam do jadalni i doznałam małego szoku radości..Jeśli coś takiego w ogóle jest...
-Nie przestajesz mnie zadziwiać.-Powiedziałam uśmiechnięta.Chłopak odwrócił się w moją stronę i zaprosił gestem bym usiadła.-Dziękuję.-Przysunęłam sobie krzesło. W rogu zauważyłam Go.Miałam coś powiedzieć gdy mrugnął okiem przyłożył palec do ust i został z niego czarny pył który po chwili wsiąknął w podłogę...
-Podano do stołu!-Powiedział dumnie.Stawiając wielkiego kurczaka na środku stołu.-Wyglądasz pięknie kochanie.-Mówił ze wzruszeniem w głosie...
-To nic takiego-Zarumieniłam się.-Z jakiej to okazji ta kolacja?-Zagadnęłam.
-Dowiesz się w swoim czasie.-Ucałował mnie w czoło i usiadł na przeciw mnie.-Wina?
-Poproszę.-Powiedziałam z zapchaną buzią.-To jest wyśmienite!-Powiedziałam zadowolona.
-Cieszę się,że ci smakuje.-Uśmiechnął się i nalewał wina.Gdy skończył.Wziął swój kieliszek wstał i podszedł do mnie..
-Co się dzieję?-Zdziwiłam się kiedy klęknął i odsunął krzesło bym była na przeciw niego...Położył kieliszek na stoliku wyjął małe czarne pudełeczko i zaczął formułkę..
-Sylvio Elizabeth McCartney,czy uczynisz mnie najszczęśliwszym facetem na Ziemi i zostaniesz moją żoną?
-Wzruszyłam się.-Tak,tak tak!-Krzyknęłam ze łzami w oczach i uśmiechem na ustach.Wziął moją drżącą dłoń w swoją silną równie drżącą dłoń i założył pierścionek i pocałował w dłoń.A potem wstałam i przytuliłam go.
-Ten pierścionek jest w mojej rodzinie od pokoleń.Dbaj o niego i o właściciela!-Zachichotał.
-Jest cudowny.-Odpowiedziałam patrząc mu w oczy.
Po chwili rzuciliśmy się na siebie i zaczęliśmy zachłannie całować wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni...

Otworzył drzwi i doznaliśmy szoku.W naszej sypialni już ktoś był...

2 komentarze:

Unknown pisze...

PISZ WIECEJ PIPO JESTEŚ W TYM ZAJEBISTA <3

Unknown pisze...

Pipo! Okej :D <3 Postaram się ^^