środa, 25 czerwca 2014

Bad & Good Angel 9

Czas Działania i Odkrycie Niespodzianek        

To będzie chyba najdziwniejsza część :/

Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Jeszcze nigdy w życiu tak, źle się nie czułam! Słyszałam coraz to głośniejsze ciche rozmowy. Otworzyłam oczy i jak przez mgłę zobaczyłam prawdopodobnie Niall'a.
-Ellijah?- Zapytałam zachrypniętym głosem.
  Chłopak stojący przy komodzie. Pakował swoje leki do małej dębowej skrzyneczki. Były tam różne małe szklane buteleczki i fiolki zatkane wiórowym korkiem. Były przeróżnych kolorów i gęstości.Coś mruczał pod nosem. Po chwili mnie zauważył i uśmiechnął się i przerwał swoje modły.
-Panie! Księżna się obudziła.-Zawołał z zachwytem.
   Rozglądałam się po pokoju. Byli tu Ojciec, Ellijah i sir Christian, oraz jakaś tajemnicza kobieta,która stała w kącie i bacznie mi się przyglądała. Wyglądała bardzo dostojnie. Na sukni miała jakiś herb, prawdopodobnie smoka lub węża. Z tego letargu wyrwał mnie ojciec.
-Ventum! Jestem rad widząc cię wśród żywych!-Na jego twarzy gościła radość.
-Panie wybacz na chwilę-Ukłonił się Niall i Król się odsunął. Niall wyciągnął rękę nad moją głowę i zaczął coś szeptać. Pod jego ręką rozświetliło się złote światło i rozczepiło się na miliony złotych kawałeczków i pyłu.
     Czułam jak w kilka sekund wraca we mnie cała siła jaką utraciłam. Gdy zakończył wzięłam najgłębszy wdech i poczułam się cudownie.
-Gotowe Panie, Pani-Ukłonił się ku ojcu a potem mnie.
-Dziękuje Ellijah.-Złapałam go za dłoń.
  Sir Christian westchnął z dezaprobatą- Pani może rozpoczniemy lekcję władania mieczem?-Ukłonił się gdy spojrzałam na niego. Wciąż trzymałam dłoń Ellijah'na.
-Oczywiście Christianie.-Uśmiechnęłam się mimowolnie i puściłam dłoń Ellijah'na.
-Wybacz Pani.Poznaj moją matkę.-Po chwili podeszła do nas jego matka.
-Witaj jestem Catherina Dragonović. Widzę,że łączy Cię niezwykła więź z mim pierworodnym Pani.-Oznajmiłam   spokojnie i uśmiechnęła się lekko.
-Witaj Pani, jestem Sylvia McCartney.-Ukłoniłam się głową.
-Możemy zacząć za godzinę?-Wtrącił się Christian.
-Oczywiście Sir.-Uśmiechnęłam się.-Możecie wezwać służkę?-Oznajmiłam-Chcę się odziać.
-Oczywiście...Straże!-Zawołał Ojciec.
-Przepraszam czy mogę zostać sama?-Zapytałam zawstydzona.
   Wszyscy wyszli oprócz służki.
-Pani wzywałaś mnie?-Ukłoniła się.
-Tak moja droga. W co najlepiej się ubrać do ćwiczeń w plenerze?-Uśmiechnęłam się.
-Spodnie wysokie buty,zbroję. I najlepiej związać włosy.-Mówiła.
-Świetnie! A ta zbroja nie jest ciężka?-Zapytałam z nadzieją....

      Sir Christina przygotowywał się do ćwiczeń z księżniczką. Kiedy był w zbrojowni, przybył do niego Archanioł Ellijah.
-Przyglądałem ci się ostatnio Christianie.-Wyszeptał opierając się o stojak do kuszy.
-Tak? I co zauważyłeś?-Spojrzał na niego z uśmiechem. Lecz po chwili uśmiech mu zrzedł.
-Trzymasz się za blisko księżniczki. ZBYT blisko.-Wyszeptał z naciskiem.
-O co ci chodzi Ellijah ? Po prostu pomagam jej.- Wrócił do ostrzenia miecza.
-Nie rób ze mnie głupca! Podoba Ci się.
-Tak Ellijah, podoba. Jestem rycerzem i księciem i nie wypada mi kłamać.-Oznajmił spokojnym tonem.
-Więc wiem już wszystko. Uważaj na siebie.-Wyszeptał i wyszedł ze zbrojowni.

Nie wiedziałem o co mu chodzi. Bo odkąd ujrzałem księżniczkę. To prawdopodobnie się zauroczyłem jej osobowością. Będę musiał to potem wyjaśnić z Archaniołem...














środa, 11 czerwca 2014

Bad & Good Angel 8

Wspomnienia & Przemyślenia.

Wybiła północ. Leże w swojej komnacie i płaczę. To takie żałosne! Ojciec kazał mi żałować żywych nie zmarłych. On nie wie jak to stracić bliskiego przyjaciela. Biedna Melisa, gdybym tam była na pewno by nic jej się nie stało. Tylko wciąż mnie dręczy fakt, że Cameron jest wśród żywych. Nie wiem dlaczego chcę mnie zabić. Ohh... Za dużo tego! Westchnęłam i postanowiłam pójść do ogrodu,gdzie ojciec wszystko mi wytłumaczył. Założyłam jakąś pelerynę i wyszłam w akompaniamencie strażnika.

x Retrospekcja x


-Ventum, usiądź proszę.-Rozkazał spokojnym głosem ojciec.

  Znajdowaliśmy się w pięknym ogrodzie. W centrum stała piękna,biała i okrągła altanka. Po jej drewnianych ścianach wznosiły się pędy czerwonych róż. Wokół nas rozprzestrzeniały się się różne drzewa, krzewy ,kwiaty. W oddali było ogromne jeziorko. Blask księżyca,który został rzucony na taflę wody był niezwykle magiczny. Noc również taka była...

-Ojcze, chce wiedzieć wszystko!-Wyszeptałam obawiając się strażnika.
- Nie musisz szeptać moja miła. Dobrze córko,powiem Ci wszystko.-Poprawił się na ławeczce..- Tak na prawdę twoja ziemska opiekunka nie jest twoją matką, tylko Calla Rotherdoon. Moja małżonka, która zmarła wydając cię na świat. To były straszne warunki! Panowała wojna między nami,istotami magicznymi, a ludźmi. Ciąża była zagrożona a mimo tego urodziła Cię. Kiedy zmarła a wojna była coraz bardziej nie do zniesienia. Wysłaliśmy cię wraz z największym kapłanem do twojej przyziemnej opiekunki. Zmieniliśmy ci wygląd i dodaliśmy pięć lat by zwiadowcy ciemności cię nie znaleźli.W ich świecie masz dwadzieścia siedem lat lecz tu tylko dwadzieścia dwie wiosny. Kiedy dziesięć lat temu zakończyła się wojna. Podpisaliśmy traktat pokojowy z Ludźmi. Zawarliśmy w nim,że ich rycerze mogą służyć w naszych szeregach a nasi w ich. Nasi poddani mogą żenić się z ich poddanymi...
-Tato nie interesuje mnie wojna, lecz moje dzieje.-Przerwałam mu.
-Ach...tak,wybacz.-Odchrząknął i kontynuował.-Nasz lud potrzebuje nowego króla, świeżego umysłu! Zbliża się wojna z mocami ciemności,z Hadesem.-Wyszeptał ślepo patrząc gdzieś nade mną.-Znaleźliśmy szpiega. Niejakiego John'a Smith'a.Wiem,że jesteście zaręczeni. I wiem również,że to dla Ciebie delikatny temat.Jest torturowany i...
-Co? Nie możecie! Ja..ojcze to mój przyszły mąż! Ja go kocham!-Wyszeptałam ze złością smutkiem i odrazą. Wszystko mieszało mi się powoli w głowie. Nie mogłam uwierzyć. Wiedziałam,że ojciec zaraz powie,że został wysłany by mnie zabić...
-Dobrze myślisz córko. Przyjmij moje współczucie.-Powiedział do mnie w myślach. Pomyślałam,że mógł pomyśleć,że zaraz się rozpłaczę,lecz się mylił.
-Wybacz, że Ci przerwałam,ale chcę go ujrzeć.-Mówiłam twardo.-Rano chcę rozpocząć trening z sir Christianem. W końcu muszę nauczyć się władać mieczem i innymi takimi.-Uśmiechnęłam się.-Wybacz, ale udam się na spotkanie.-Dygnęłam przed nim i ruszyłam w stronę zamku.
-Uważaj na swe uczucia. Nie podawaj serca komuś na tacy, jeśli nie jesteś pewna jego intencji lub uczuć... -Wyszeptał tajemniczo. Nie wiedziałam o czym mówi....

x Powrót x

  Otarłam łzy i szłam korytarzami wielkiego zamku. Nie podążałam do tej pięknej alejki lecz do mrocznych lochów. Strażnik,który za mną podążał robił mało hałasu swoją zbroją. Byłam mu za to wdzięczna. Rozejrzałam się nerwowo, czy ktoś mnie nie śledzi i zza zakrętu wyłonił się sir Christian. Wpadliśmy na siebie.
-Proszę mi wybaczyć milady.-Skłonił się.
-Wybaczam.-Dygnęłam i chciałam iść dalej.
-Pani, gdzie zmierzasz w tę ponurą noc? Jeśli można wiedzieć.-Zapytał podejrzliwie.
-Nie,nie możesz wiedzieć.-Odwróciłam się i zeszłam na dół po krętych schodach.
   Co za smród! Zakryłam twarz ciemno fioletową peleryną. Podeszłam do strażnika i rozkazałam by zaprowadził mnie do więźnia. Zaprowadził mnie na sam koniec lochów. Było tu ponuro i jedyne światło to pochodnie rozstawione po kątach korytarzy między celami. W świetle księżyca zauważyłam,że w kącie celi leży ledwo żywy John.
-Czy on żyje?-Zmartwiłam się.
-Spokojnie Pani, będzie żył.
-Zostaw nas samych.-Rozkazałam
   Wpuścił mnie i zamknął furtkę. Gdy odszedł podeszłam do niego,przykucnęłam i oglądałam go z profilu w świetle księżyca,które rzucane jest przez małe okienko. Czułam łzy na policzkach. Jego twarz była zmasakrowana a jego piękna arabska cera niczym...
-Johny,kochany,żyjesz?-Wyszeptałam dławiąc się łzami i odważyłam się dotknąć jego twarzy.
Niczego nie świadoma, zostałam złapana za dłoń i okręcona przez Johna,że miałam ostrze przy tętnicy szyjnej.
-Witaj ukochana! No no,widzę,że nieźle ci się układa. Zdobyłaś już może księcia Sigmonny? A może księcia niebios?-Żartował a moja dobra połowa płonęła od wewnątrz.Czułam cholerny ból. na połowie ciała.
-To nie ty! John by się tak nie zachowywał! Nigdy by mi tego nie zrobił!- Łkałam i w myślach wzywałam pomoc.

x Oczami Niall'a (Ellijah'na) x

Kładłem się spać po kilku godzinnej modlitwie do Boga aniołów i czyszczeniu skrzydeł i zbroi, kiedy usłyszałem wołanie o pomoc i szloch.
-Ventum...-Wyszeptałem i zacząłem biec w stronę lochów ,gdzie jej szloch wydawał się coraz głośniejszy. Po drodze spotkałem klucznika,który przysnął. Obudziłem go wrzaskiem. Wziąłem pochodnię i pobiegłem do ostatniej celi. To co zobaczyłem, krew zmroziło mi w żyłach. John wysłannik piekła, trzymał przerażoną Ventum przed sobą i przy jej szyi coś błyszczało,to był sztylet.
-Puść ją!-Wrzasnąłem,kiedy klucznik otwierał furtkę.
-Wiesz, na twoim miejscu nie otwierałbym ich.-Wyszeptał ostrzegająco patrząc prosto w me oczy.
-Dlaczego?-Odpowiedziałem również tym samym tonem.
-Bo inaczej twoja księżniczka umrze. Wiem co do niej czujesz.-Pocałował ją. We mnie zawrzało.-Twoja Ventum Rotherdoon,zginie!-Wyszeptał i chciał przejechać jej po ostrzem po szyi,kiedy zareagowałem magią.- Xantos!-Wrzasnąłem i strumień czerwonego światła błysnął w stronę Anioła Ciemności.
  Padł na ziemię z otwartymi oczyma i ustami, z dłoni wyleciał mu sztylet,który po chwili zamienił się w czarny podmuch i zniknął. Wbiegłem do Ventum i przytuliłem ją. Tak bardzo ją kocham...
Po chwili odsunąłem się i zapytałem czy wszystko w porządku. 
Dziwiło mnie to, że zabiłem go jednym zaklęciem. Schowałem skrzydła i wyprowadziłem ją stamtąd.

czwartek, 5 czerwca 2014

Bad & Good Angel 7

Czas Prawdziwych Wyzwań & Wyznań

Dla Natalii,który się zniecierpliwiła <3 :D
ENJOY! x
Wszystko zaczyna się kleić!-Stałam w swojej komnacie i trawiłam słowa ojca w myślach.Myślało mi się coraz gorzej bo służka sznurowała mi gorset sukni,która została przeznaczona specjalnie na ucztę z okazji mojego powrotu.-Eryso,czy to musi być tak mocno ściśnięte? Nie mogę oddychać.-Wyszeptałam.
-Tak jest odpowiednio. Spokojnie przyzwyczaisz się, Pani!-Uśmiechnęła się młoda dziewczyna.-No skończyłam.-Odsunęła się i podziwiała swoje dzieło.

-Jejku-Westchnęłam z podziwem.-Wyglądam nieźle.-Uśmiechnęłam się i poprawiłam pokręcone szatynowe włosy.-Dziękuje Ci.-Spojrzałam na nią z uznaniem.
Chciała coś powiedzieć lecz przerwało jej wypowiedź pukanie do drzwi.To strażnik, który pilnował mnie w komnacie.-Pani już czas.Król wzywa na ucztę.
-Przekaż waszej miłości,że zaraz przybędę.-Poprawiłam rękaw i odpowiedziałam "ich językiem".Fajnie czasem tak powiedzieć.Tylko,że tu to normalność.Wzięłam możliwie jak największy wdech i wyszłam z komnaty. Zostałam prowadzona przez rycerza do sali tronowej.
   Zza wielkich dębowych drzwi dobiegał gwar i zapach jedzenia.Gdy podeszłam na tyle blisko drzwi. Dwóch strażników otworzyło je. W sali zapanowała grobowa cisza...Zaczęłam iść w stronę ojca który omijał stół z otwartymi ramionami. Uśmiechnęłam się do niego ze stresu,uczynił to samo
   Sala była wielka z długimi dębowymi stołami i jednym wielkim na czele.Wszędzie panowała zieleń i czerwień. Kilku jegomości było ubranych w swe ojczyste kolory i herby na stroju oficjalnym.
-Ventum...Moi Najmilsi! Przedstawiam wam następczynie tronu, Siódmego Zielonego Królestwa, moją pierworodną Ventum. Złóżcie jej odpowiednie honory!-Mówił donośnie ojciec, a ja rozglądałam się na wszystkie strony. Każdy wstał i pokłonił się z szacunkiem.Zapanowała cisza.Po chwili się skapnęłam,że muszę przemówić.
-Witam wszystkich dostojników,rycerzy i ciebie mój ojcze! Ucztę uważam za otwartą!-Uśmiechnęłam się i rozbrzmiały brawa.Usiadłam koło ojca i nagle powróciła wrzawa. Każdy zaczął jeść. Nałożyłam sobie jakiś warzyw i mięsa.Właśnie chciałam jeść gdy ojciec mi przerwał.
-Córko, to sir Christian.-Oznajmił ojciec a ja spojrzałam w górę i powstałam. Jego mina była przesłodka.
-Pani, wyglądasz przepięknie.-Ukłonił się i pocałował mnie w dłoń.-Jestem rad widząc cię Pani całą i zdrową.- I znów zapanowała na jego twarzy statyczność. Zarumieniłam się.

-Ciebie również sir Christianie.-Dygnęłam przed nim.-Widziałeś może Elliah'na?
-Tak Pani, siedzi na drugim końcu. -Wskazał głową. Spojrzałam tam.Obserwował nas. Spojrzałam mu w oczy. Było z nim coś nie tak. Wyglądał na zdenerwowanego. Nagle poczułam mocne uderzenie serca. Upadłam na ziemię i poczułam ,przerażenie, strach i ostatnie tchnienie. Osoby,która...umarła?
-VENTUM?!-Wrzasnął ojciec.-Wszystko w porządku?-Zdenerwował się.
-Ktoś umarł...-Wyszeptałam z łzami w oczach i ciężko oddychałam. Ellijah zauważył to i podbiegł, rozciął mi gorset i w końcu zaczęłam prawidłowo oddychać. Podniósł mnie.
-Chrisitianie zanieś ją do komnaty!-Rozkazał ojciec.-Ellijah'nie idź sprawdzić do jej świata kto stracił żywot z jej bliskich.
-Oczywiście panie.-Ukłonił się,rozłożył skrzydła i zniknął z oślepiającą poświatą...

   Wylądował w moim mieszkaniu. Było ciemno,zaczął ostrożnie penetrować pomieszczenia.Wszedł do sypialni i zauważył jakąś pochylającą się postać...Postać obróciła się.Na jej twarzy była krew.A starożytne runy błyszczały w ciemnościach. Ellijah zauważył nieżywą Melisę,całą we krwi.
-Cameron...-Wyszeptał z pogardą.
-Ellijah! Kopę lat. -Wyszeptał z pogardliwym uśmieszkiem.-Jak widzisz jednak to nie moja siostrzyczka, którą chciałem zabić. Szkoda...Bo bym posiadł uznanie Pana Ciemności. Jednak dobre i to! Pół boginka też dobre rozwiązanie by przedłużyć sobie życie o 500 lat.-Wysunął potajemnie sztylety z rękawów szaty. Ellijah usłyszał cichy pogłos sztyletów.Przygotował się na ucieczkę. Cameron po chwili odwrócił się z okrzykiem bojowym. Ostrza sztyletów skrzyżowały się na niewidzialnej szyi Ellijah'na. Cameron wkurzył się niesamowicie,że zwykły Archanioł uciekł mu z jego zasadzki. Zaczynało świtać.Cameron wrócił do podziemi...

Nie trzeba mnie nieść.-Wyszeptałam,kiedy sir Christian kładł mnie na łoże.
  Chciał odpowiedzieć,kiedy do komnaty wpadł Ellijah.
-PANIE!-Podbiegł i ukłonił się.
-Mów żeś!-Był podenerwowany,ja również.
-Ppanie to Melisa Berth.Córka Zeusa i Natashy.Zabił ją wysłannik ciemności myśląc,że to wasza córka Panie.-Mówił szybko.
-Kim jest zbrodniarz?-Wyszeptał.
-To niejaki Cameron McCarthney,Panie...
-TO NIE MOŻE BYĆ MELISA!-Wybuchnęłam płaczem.-DLACZEGO CAMERONIE? DLACZEGO?-Szeptałam obwiniając się.

-Ona nie mogła umrzeć!-Wrzasnęłam.
-Musiało się tak stać,to jej,przeznaczenie!-Wyszeptał uspokajając mnie.

Gdy nagle przybył rycerz i oznajmił,że mają niejakiego Johna Sandersa,zamarłam. Przecież to mój narzeczony?!


środa, 4 czerwca 2014

Bad&Good Angel 6

Czas Wielkich Przemian & Niespodzianek!

*2 tygodnie później*

   Jestem już gotowa mentalnie i fizycznie by to zakończyć.-Stałam na balkonie i podziwiałam widok na panoramę London Eye i w umyśle wezwałam Ellijah'a.
-Słucham Pani?-Usłyszałam zza pleców jego głos.
-Witaj Niall.-Uśmiechnęłam się.
-Witaj.Twój ojciec cię pozdrawia i pyta co postanowiłaś.-Odpowiedział stoickim spokojem.
-Postanowiłam zakończyć ten Bullshit. Zabierz mnie do niego.-Odpowiedziałam poważnym głosem.
-Jak sobie życzysz.-Ukłonił się.-Z całym szacunkiem Pani,ale nie potrafię tego uczynić.TY musisz to zrobić.-Spojrzał mi w oczy. Przez chwilę tonęłam w niebiańskim błękicie jego oczu. Są takie cudowne...
-Ale jak?-Zdziwiłam się.-Nie potrafię...-Zbiło mnie to z tropu.
-Potrafisz! Jesteś kapłanką,użyj swego serca,Pani.-Wyszeptał.Popatrzyłam na niego ze zrezygnowaniem i zaczęłam gorączkowo myśleć...Po chwili zamknęłam oczy i próbowałam wsłuchać się w bicie swego serca...Kiedy je dobrze słyszałam,wezwałam w umyśle ojca.Kiedy nic się nie działo.Postanowiłam już zrezygnować lecz usłyszałam cichy głos. Ventum,Ventum...Głos był coraz głośniejszy a światło coraz jaśniejsze. Głos robił się nie do zniesienia.Złapałam Niall'a za rękę. Po chwili głos ucichł a po nas została tylko kupka piór, które po chwili rozwiał wiatr.
      Pewien przechodzień przestraszył się,że to śnieg. Nie przypadkowy był to przechodzień...Był to Cameron McCarthney. Starszy o 5 lat brat Sylvii,który niestety zginął 3 lata temu, podczas wypadku samochodowego po ostro zakrapianej imprezie. Tylko co on robił wśród żywych? 


















    Pędziliśmy przez oślepiający wir,robiło mi się nie dobrze od tej prędkości.Po tym wyczerpującym wirowaniu i wsysaniu upadłam na kolana.Zakręciło mi się w głowie i zemdlałam...

-Ventum...Ventum...Słyszysz mnie?-Słyszałam coraz wyraźniejszy ciepły,przyjazny męski głos.Powoli otworzyłam oczy.Wszystko mnie bolało,wciąż kręciło mi się w głowie.

-Gdzie ja jestem?-Wyszeptałam zachrypniętym głosem.
-W domu,jesteś bezpieczna Pani.-Drugi tylko tym razem znajomy głos...

Gdy przetarłam oczy i rozciągnęłam się na łóżku,doznałam szoku.Nade mną stało dwóch mężczyzn, leżałam na jakimś łożu było wygodnie. Pomieszczenie wyglądało na stare zamczysko...
Szybko usiadłam i zapytał z lekkim strachem i wstydem:
-Gdzie ja jestem?
-Pani jesteś w domu swego ojca. Zostawię was samych,Pani.-Ukłonił mi się i schował skrzydła.-Panie.-Ukłonił się i dodał.-Gdybyś mnie potrzebował będę u Sir Christiana omawiał szyki bojowe.-Ukłonił się jeszcze raz i wycofywał się z pomieszczenia.-Dobrze Ellijah'nie.-Gdy Ellijah wyszedł a straż zamknęła za nim drzwi.Ojciec przemówił.
-Witaj w domu Ventum.-Wyszeptał patrząc na mnie szeroko wybałuszonymi oczyma.-Mój naród tak długo oczekiwał twojego powrotu.-Mówił tym samym tonem.






















-Ty jesteś moim ojcem?-Zapytałam przerażona. Ale ja myślałam, że spotkam Boga, no wiesz jakiego.-Wyszeptałam zawstydzona.
Zaśmiał się donośnie i ciepło.
-Głupiutka jak matka. Ellijah nie wspominał kim jestem naprawdę?
-Nnie..-Odpowiedziałam speszona.
-Chcesz wiedzieć? Chodź ze mną to wszystko ci opowiem...-Podał mi dłoń bym wstała. Dopiero teraz zauważyłam, że mam na sobie jakąś jedwabną zieloną suknie do spania. Dziwnie się w tym czułam...




wtorek, 3 czerwca 2014

Podziękowania x

Chciałam wam podziękować za 500 wyświetleń *-* Kocham Was!!! 

Tududuuummm....

6 rozdział będzie jutro ^^ :D

Marzenie każdej Directioner *-*