niedziela, 25 maja 2014

Bad &Good Angel 5

Dlaczego właśnie Ja?!

-Dlaczego tak mówisz?-Zdziwiłam się zmęczona.
-Pani jesteś w niebezpieczeństwie.-Mówił niebiańsko spokojnie.
-Jakim?
-Niedługo wybuchnie wojna! Główna walka odbędzie się tutaj na Ziemi.
-Jaka wojna? Światowa? Nie chcę umrzeć.-Zaczęłam powoli dramatyzować.
-Nie.Wojna dwóch światów.Podziemi i Niebios.Ty jesteś nagrodą  dla wygranego świata! Twój ojciec Eurus będzie cię chronił.
-ON?! Nigdy go na oczy nie widziałam.Całe życie sama z matką!-Zaczęłam krzyczeć.-Nie dość,że narzeczony mnie okłamywał,matka przez całe życie! To jeszcze jakaś pieprzona wojna!
-Pani uspokój się,jeśli chcesz uratować ziemski świat,to musisz się skontaktować z ojcem,który pomoże Ci twoją moc wprowadzić w życie.Jesteś teraz zła i na drugim końcu świata panuje wichura,która niszczy wszystko na swej drodze.Jeśli nie chcesz by się tak działo to musisz to ujarzmić.Musisz nauczyć się to kontrolować...-Zmienił temat i popatrzył w okno.-Jeśli chcesz rozpocząć trening.To przywołaj mnie w umyśle a jawię się i oznajmisz mi kiedy chcesz rozpocząć. Pamiętaj masz mało czasu!
-A jeśli to nie ja jestem jego córką, tylko Melisa?To przez nią i jej opowieść jestem opętana przez to coś! Może to Melisa jest zła i przez nią panuje ten huragan?!-Krzyczał stojąc przed nim.-Patrz na mnie!-Rozkazałam mu a on zwrócił na mnie wzrok. Jego spojrzenie zmroziło mi krew w żyłach...-Jeśli to Melisa,to ona sobie poradzi z tym...Od dłuższego czasu jest z tym związana a Ja? Dopiero kilka dni!-Dramatyzowałam bardziej uspokojona, jakimś cudem.
-Pani, Ty jesteś Wybrańcem Pana, by chronić ten świat przed niebezpieczeństwem!-Oznajmił tym samym tonem.-Widzisz? Robi się coraz ciemniej.Jeśli chcesz by światło wygrało to spełnij swe przyrzeczenie dla tych śmiertelników i uratuj ich przed Hadesem i jego zwolennikami.-Położył dłoń na moim lewym ramieniu.-Pani,jesteś nieskazitelnie piękna mądra i dobra.Z drugiej strony zabijasz wzrokiem złością i czuć od Ciebie morderstwo.Nawet nie wiesz kto cię zranił. To właśnie przez niego jesteś teraz zła!
-Nie wiem o co ci konkretnie chodzi! I bierz tą łapę.Wynoś się!-Wrzasnęłam a anioł zniknął...Cała gotując się w środku usiadłam na skraju łóżka i spojrzałam przez okno w dół, na tłumy ludzi przechadzających się ulicami Londynu.-Co tu zrobić?-Wyszeptałam ze łzami w oczach i drżąc dalej ze złości...Zaczęłam gorączkowo myśleć. Rozważałam za i przeciw, minusy plusy i inne rzeczy. Co zrobić z Johnem? Wciąż go kocham ale jesli mnie skrzywdzi? Nie chcę żyć w Hadesie.Tutaj jest moje miejsce...To wszystko dzieje się za szybko. Gdyby istniał Bóg Czasu i go zwolnił bym mogła wszystko naprawić zanim stanie się ta wojna?
       Z zamyśleń wyrwała mnie Melisa:
-Proszę pani bo ja chciałam coś przekazać.-Mówiła cicho bojąc się,że zaraz mogę się na nią wydrzeć.
-Mów mi po imieniu Meliso.-Spojrzałam na nią.-Co chciałaś mi powiedzieć?-Byłam zaciekawiona.

-Dobrze Sylvio,więc jeśli pójdziesz na tę wojnę to pamiętaj,chcę być przy tobie.Też jestem Półboginią. Jestem córką Zeusa i Natashy.Mam już trochę wprawy...
-Kim jesteś? Byłam zdziwiona i kazałam jej opowiedzieć co nieco o sobie więcej...

wtorek, 20 maja 2014

Bad & Good Angel 4

A jednak mogło!

-Jak myślisz.Czy ona przeżyje?-Raczej tak! Czuję jej tętno i bicie serca. Chyba się budzi. Muszę znikać.Mam nadzieję,że pomogłem.-Dziękuję za wszystko i pójdę się upewnić...
 
   Gdzie ja jestem?-Wyszeptałam zachrypniętym głosem.Ciężko było mi otworzyć oczy, biel ścian przerażała swoją czystości...
-Spokojnie..Jest pani bezpieczna.-Ktoś ocierał mi czoło.Ten głos był mi już znany.
-Melisa?-Otworzyłam oczy. Ujrzałam nad sobą dziewczynę ze łzami w oczach. Wyglądała lepiej niż gdy przyszła do mojego gabinetu pierwszy raz.-Dlaczego płaczesz?-Zdziwiłam się. Próba podniesienia się, zakończyła się bólem szyi.
-Tak to ja. Proszę się nie ruszać! Sedreth panią uszkodził! Ellijah panią uratował..Ehh to Skomplikowane!-Wyszeptała.
-Kto to ten Sed...Sed..Ehh nie ważne a ten Ellijah?-Byłam skołowana.-I co się stało z moją szyją?
-Sedreth to wysłannik Belzebuba. Jest wampirem z pokolenia Judasza.Został nasłany na panią bo pani jest półboginią córką Casandry McCartney i Eurus'usa.Pani wie po wietrze jaka zaraz będzie pogoda,prawda? To dlatego tu pani zamieszkała.Pani uwielbia wiatr i prawdopodobnie może pani nawet nim kierować poprzez uczucia. A Ellijah to Niall.Wciąż pomaga mi wyleczyć ciało...Pomógł również pani,z szyją. Może coś do picia?-Skończyła niewinnie.
-Na razie nie..Muszę to przetrawić...-Może to prawda? Bo kiedy jestem zła wije silny wiatr.A jak spokojna to nawet pogoda się robi...Nieee..Głupieję na starość...Ooo ktoś przyszedł..Hmm jakiś facet...Coś słychać..
-Jest u pani moja narzeczona?Wiem,że jest!-Nasilenie głosu.-Tam? Świetnie!-Tupot butów coraz głośniejszy...
-Kochanie wszystko w porządku? Martwiłem się...-Chciał mnie przytulić lecz coś go odpychało.-Ściągnij skaplerzyk...-Zerwałam go. Podbiegł i przytulił mnie, potem pocałował.-Bałem się,że cię zabił. Pierdolony skurwiel!
-Spokojnie już jest lepiej.-Otarłam łzy i wtuliłam się w niego....
-Kiedy wrócisz do domu? Chcę się tobą zająć osobiście.-Wyszeptał z nadzieją.
-Nie wiem skarbie.-Powiedziałam z żałością w głosie.
-Muszę iść wyczuwam siły dobra.I szybsze bicie serca...Kocham Cię!-Krzyknął i zniknął.
Po chwili pojawił się jakiś anioł. Oślepiał mnie blask jego skrzydeł.Wyglądał nadzwyczajnie! Niby anioł a ubrany jak zwykły nastolatek.Po jego twarzy przenikały różne etapy życia...To był nadzwyczajny efekt!

-Kim jesteś?-Wyszeptałam ze strachem,którego się nie spodziewałam.
-Jestem Ellijah...Wysłannik Pana Niebieskiego.Bądź pozdrowiona córko Eurusa i Casandry.-Ukłonił się a ja nadal byłam w szoku.
..

czwartek, 15 maja 2014

Bad & Good Angel 3

Gorzej już być nie może....

-Do jasnej anielki! Co TY tu robisz?-Wrzasnęłam gotując się w środku...Byłam zawstydzona i nieźle wkurzona.
-Mówiłem,że tak łatwo nie odpuszczam...Cześć John-Uśmiechnął się szatańsko do mojego narzeczonego...Zaraz! Skąd znał jego imię O.o?
-Cześć Hazza-Podszedł i uścisnął mu dłoń.-Wybacz skarbie.-Rzucił niby niewinnie John...
   Odebrało mi mowę.Czuła,że stoję z otwartą buzią i wytrzeszczonymi oczami..Czułam,że zwymiotuję zaraz.
-Wszystko w porządku?-Zapytał ze zmarszczonym czołem.
-Skąd...Skąd Wy się znacie?-Wyjąkałam.
-Pracujemy razem.-Rzucił,to tak oczywiście. Jakby to była sprawa oczywista.
-Pracujecie Hazz? Od jak dawna mnie okłamujesz?!-Rzuciłam z jadem w głosie w stronę Johna...
-Nie wiem jak ci to powiedzieć.-Zawahał się.-Pracujemy jakieś 150 lat....Nigdy Cię nie okłamałem!-Powiedział urażony...
-Świetnie! Prawie się przespałam z kimś kto ma ponad 150 lat!-Zaczęłam dramatyzować.
-No, niezupełnie...Mam ponad 300.-Dodał ze speszonym uśmiechem i podrapał się po głowie.
-No zajebiście kurwa!-Wrzasnęłam.-Co może jeszcze znasz Belzebuba i takie tam? I sprowadzasz złe duszyczki na dól w ciemną otchłań?!-Miałam już łzy w oczach.
-Tak.To prawda.-Odpowiedział Harry uwieszając się na ramieniu John'a.Cały czas się uśmiechał...-Mówił Ci ktoś,że ślicznie wyglądasz?-Chwyt poniżej pasa....
-Ohh mam was dosyć!-Wrzasnęłam na nich. Zdjęłam buty i rzuciłam w nich.No Tak! Jak to demony bez zbędnych sztuczek ominęli "pociski".Wybiegłam z sypialni.O mało nie spadając ze schodów.W korytarzy założyłam czerwone Converse i żakiet.Wybiegłam z domu...
      Było cholernie zimno! Po kilku przebiegniętych metrach czułam się jakbym przebiegłam 20 km. Ciężko oddychałam...Weszłam do parku...Momentalnie skoczył mi hormon stresu...Całym swoim umysłem i ciałem próbowałam opanować się...Usiadłam na ławce. Kilka razy wciągnęłam i wypuściłam powietrze widząc kłębki pary...Siedząc tak kilka minut...Zrobiło mi się cholernie zimno..Lekko dygotałam. Poczułam falę smutku. Zamiast płakać i użalać się. Zaczęłam się śmiać.Śmiać i to tak histerycznie jak nigdy...Gdy o tym myślałam czułam się jak w jakimś pieprzonym śnie..
     Po godzinie intensywnych rozmyśleniach postanowiłam wrócić do domu. Gdy wyszłam z parku zauważyłam jakąś postać zmierzającą za mną. Przyspieszyłam kroku.Ona to samo... Zaczęłam biec..Nie wiarygodne! Jak stres dodaje skrzydeł! Biegłam jak opętana...Ouuch! Poczułam tępy ból z tyłu głowy...Totalna ciemność i obezwładnienie...

*Oczami Johna*

Coś jej się stało.-Odpowiedziałem nerwowo łapiąc się za serce.-Też to poczułeś?-Zapytałem demona.
-Taak. To nikt z naszych orszaków. Nikt nie ma tak potężnego uderzenia serca....Poszukajmy twojej Półbogini.-Zaśmiał się zamieniając w czarny obłok a potem w niewidoczny. Zrobiłem to samo...
    Gdy przeniknęli przez ścianę. Wszystkie okna w apartamentowcu pogasły i skrzypnęły wszystkie zamki...Przelatywali każdą uliczkę....
-Tu jest!-Wrzasnął do towarzysza Czarny Wysłannik.Zbliżali się do wskazanej uliczki...Widzieli Czarny płaszcz i charakterystyczny czerwony krzyż skąpany we krwi na płaszczu przybysza....Usłyszał ich i zwrócił w tamtym kierunku wzrok.Oczy płonęły mu fioletem,czyli był wysłannikiem z północy piekła...Zniknął jak najszybciej zauważając niebiański blask...Ten niebiański obłoczek odstraszył Johna i Harry'ego...Wziął w ramiona me ciało skąpane częściowo we krwi,która sączyła się z szyi....Mieszkańcy a szczególnie wysłannicy Północy żywili się krwią Półbogów.... Wziął w ramiona i zniknął.Odleciał jak robaczek świętojański....
-Stary co to było!-Wrzasnął zdziwiony Harry,zmaterializowany jako człowiek.Patrząc w oczy Johna..

-Nie wiem ale, się dowiem...-Zacisnął pięści patrząc w jeden punkt. Przez jego twarz przebijało się wiele aktów złości..

czwartek, 8 maja 2014

Bad & Good Angel 2

Zły początek...

-Ruszaj.-Rozkazał.
-Nie widzisz,że czerwone?!-Wrzasnęłam.Pożałowałam,przejechał mi opuszkami palców po dłoni.Krzyknęłam z bólu.Z policzków zaczęły skapywać łzy.A na dłoni pojawiły się bąble.
-Jedź!-Wystawił dłoń,coś poszeptał,jego oczy na chwilę zmieniły barwę...Nie bywałe! Zmienił światła z czerwonych na zielone...Zrobiłam to co kazał.-Daleko jeszcze?-Niecierpliwił się.
-Za tym rogiem.-Ledwo dokończyłam wypowiedź już byliśmy pod blokiem...
-Nieźle! Najlepsze mieszkania w Londynie...-Usłyszałam nutę zachwytu w głosie.
-Po wuju.A z resztą co będę Ci się tłumaczyć...-Wywróciłam oczami i wjechałam na podziemny parking.Zaparkowałam na swoim miejscu ,odwróciłam się by zobaczyć jego twarz.On natychmiastowo zamienił się w czarną mgłę i stanął za mną i wyszeptał..
-Nie możesz mnie zobaczyć,lecz możesz mnie słuchać.A teraz idź do swojego mieszkania...-Odleciała kawałek ta ciemna masa a potem stała się nie widoczna.Odetchnęłam głęboko dalej drżąc. W garażu było tylko słychać stukot moich szpilek..Doszłam do windy i nacisnęłam poziom 14.Winda się otworzyła.W środku już ktoś był.W środku stał przystojny, może dwudziestolatek,miał pełno tatuaży.Był ubrany na czarno.Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się przyjaźnie.
-Dobry wieczór panno McCartney.-Ukłonił się.
-Skąd znasz moje nazwisko?-Zapytałam cicho.Bojąc się go i będąc w małej przestrzeni,mógł mi zrobić wszystko!-Czy ty..-Nie dokończyłam bo przyłożył sobie palec do ust i pokiwał twierdząco głową.-Nie wyglądasz tak strasznie jak myślałam...-Rzuciłam z pogardą i spojrzałam w lustro obok.Po chwili odskoczyłam widząc odbicie faceta.To było przerażające! Wokół niego było ogień.Miał czerwoną grubą skórę..Jakieś nieznane mi znaki ,tatuaże,blizny.Nie miał włosów,zamiast nich były rogi.A oczy żarzyły a ich wyraz przypominał,że są w nim same najokrutniejsze rzeczy!Miał długi gruby ogon zakończony niczym harpun.Byłam tak zszokowana,że zamiast pisku wydobywającego się z ust wydobywała się cisza.Po chwili zorientowałam się,że moje odbicie w tym windzianym lustrzanym odblasku jest również inne...Byłam jakby boginią 2 w 1...Wyglądałam jak dobro i zło w jednym...
-Masz misję.-Przykucnął przede mną "niewinnie wyglądający chłopak".-To co widziałaś w lustrze to Masze prawdziwe oblicze...Swój wygląd możesz zmienić i być taka jak ja jeśli wybierzesz mój świat.Będziemy nim razem rządzić. Tylko Ty i Ja,nasze dzieci i zastępy potępionych stworzeń! Dam Ci wszystko!-Mówił patrząc bez mrugnięcia w oczy.Chciał dotknąć policzka.Cofnęłam twarz bojąc się,że mnie poparzy.-Nie bój się ukochana...-Przysunęłam bliżej twarz,dotknął drugiego policzka.Niebywałe! Nic nie boli, wręcz ten dotyk jest kojący i przyjemnie ciepły.Tuliłam policzek do jego dłoni...-Taaak..Właśnie tak.-Szeptał z triumfem w oczach...Zmusił mnie bym spojrzała mu w oczy.Zbliży twarz by złożyć na mych ustach pocałunek..Był coraz bliżej.Już delikatnie dotykał.Gdy usłyszał,że drzwi się rozsuwają.Szybko wrócił do poprzedniej postawy. Podniósł mnie bym stała i wyszła jak gdyby nigdy nic...Czułam się otępiona.Ledwo stawiałam kroki.Złapał mnie pod rękę i prowadził.-Ukochana, który numer?-Szeptał.
-213-Bąknęłam będąc coraz bardziej świadoma i stawiająca pewniejsze kroki.-Puść mnie!-Wyrwałam się z uścisku.-Coś mi zrobił? Na pewno nie będę z taką kreaturą jak TY! Na pewno to jest sen! Jak otworze drzwi od mieszkania.Ciebie tu nie będzie!-Mówiłam ze złością...Podbiegłam do drzwi i je otworzyłam drżącym rękoma.Weszłam szybko i zamknęłam je.Uszczypnęłam się i otworzyłam oczy...Cholera jednak to nie sen! Dramatyzowałam.
-Skarbie co tak wcześnie?-Zdziwił się mój chłopak John.[Który wyglądał mniej więcej tak...]
-A dlaczego nie?-Próbowałam mówić normalnie i uśmiechać się...
Ściągnęłam buty i podbiegłam by go pocałować.
-Bo szykuję dla nas kolacje taką bardziej oficjalną...-Wyszeptał łapiąc mnie w pasie i uśmiechając się figlarnie...
-Skarbie nie mam dzisiaj ochoty.Źle się czuję...I może pójdę się przygotować a ty dokończysz swoje dzieło?-Zagadnęłam przygryzając wargę i łapiąc go za kołnierzyk.
-To dobry pomysł...-Zaśmiał się.-Daj mi 30 minut i przyjdź do jadalni.-Pocałował mnie i puścił.-Leć się szykować a ja idę zobaczyć do kuchni bo chyba coś mi się przypala..-Pobiegł z uśmiechem. A ja udałam się na górę...
Zaczęłam przeszukiwać swoją szafę.Musiałam przecież zdobyć odpowiednią kieckę..Jest! Piękna, błyszcząca...

-Niezłe ciało.-Zdrygnęłam się i zakryłam sukienką.Zobaczyłam tego demona opartego o futrynę.-Do twarzy Ci w czarnym.-Przejechał palcem po wardze.
-Odejdź stąd! To mój najważniejszy dzień w życiu!-Wyszeptałam,zakładając sukienkę.
-Jak sobie chcesz!-Odpowiedział i zniknął.
      Czułam,że coś za tym się kryję,że tak po prostu mógł zniknąć na moje żądanie...
Próbowałam o tym nie myśleć.W związku z tym zabrałam się za makijaż po 5 minutach udało mi się uzyskać taki efekt...
Potem zabrałam się za fryzurę...Było ciężko ale udało się coś stworzyć ciekawego.Wspominałam,że fryzjerstwo to moje drugie ukochane zajęcie zaraz po psychologii?
Spojrzałam na zegarek..Cholera jasna! Siedzę tu już godzinę.Ostatni look i zeszłam na dół... Weszłam do jadalni i doznałam małego szoku radości..Jeśli coś takiego w ogóle jest...
-Nie przestajesz mnie zadziwiać.-Powiedziałam uśmiechnięta.Chłopak odwrócił się w moją stronę i zaprosił gestem bym usiadła.-Dziękuję.-Przysunęłam sobie krzesło. W rogu zauważyłam Go.Miałam coś powiedzieć gdy mrugnął okiem przyłożył palec do ust i został z niego czarny pył który po chwili wsiąknął w podłogę...
-Podano do stołu!-Powiedział dumnie.Stawiając wielkiego kurczaka na środku stołu.-Wyglądasz pięknie kochanie.-Mówił ze wzruszeniem w głosie...
-To nic takiego-Zarumieniłam się.-Z jakiej to okazji ta kolacja?-Zagadnęłam.
-Dowiesz się w swoim czasie.-Ucałował mnie w czoło i usiadł na przeciw mnie.-Wina?
-Poproszę.-Powiedziałam z zapchaną buzią.-To jest wyśmienite!-Powiedziałam zadowolona.
-Cieszę się,że ci smakuje.-Uśmiechnął się i nalewał wina.Gdy skończył.Wziął swój kieliszek wstał i podszedł do mnie..
-Co się dzieję?-Zdziwiłam się kiedy klęknął i odsunął krzesło bym była na przeciw niego...Położył kieliszek na stoliku wyjął małe czarne pudełeczko i zaczął formułkę..
-Sylvio Elizabeth McCartney,czy uczynisz mnie najszczęśliwszym facetem na Ziemi i zostaniesz moją żoną?
-Wzruszyłam się.-Tak,tak tak!-Krzyknęłam ze łzami w oczach i uśmiechem na ustach.Wziął moją drżącą dłoń w swoją silną równie drżącą dłoń i założył pierścionek i pocałował w dłoń.A potem wstałam i przytuliłam go.
-Ten pierścionek jest w mojej rodzinie od pokoleń.Dbaj o niego i o właściciela!-Zachichotał.
-Jest cudowny.-Odpowiedziałam patrząc mu w oczy.
Po chwili rzuciliśmy się na siebie i zaczęliśmy zachłannie całować wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni...

Otworzył drzwi i doznaliśmy szoku.W naszej sypialni już ktoś był...

poniedziałek, 5 maja 2014

Ogłoszenie Parafialne :D

Trololo dzisiaj zimny dzień xD :DD W szkole całkiem całkiem i zobaczcie jakie boskie zdjęcia z koncertu :OOO

                                                         




A po za tym ,trzymam kciuki żeby trzecio gimnazjaliści dostali się do swoich szkół,które preferują :D  
Więc...Taka sytuacja :D
Enjoy ! xo :3

piątek, 2 maja 2014

Bad & Good Angel cz.1

First Day.Rain day...
              Melisa Berth.Pierwsza sesja...Odnotowałam w swoim notatniku.
 Usłyszałam pukanie do drzwi.Dokończyłam notatki,zamknęłam notes i pozwoliłam wejść.
-Melisa,prawda?-Wstałam z fotela i podeszłam podając dłoń na przywitanie.
-T-tak,dzień dobry.-Podała drżącą dłoń.
-Pierwszy raz u psychologa?-Zapytałam,uśmiechając się aby dodać młodej dziewczynie otuchy.-Podać coś do picia? Wodę,sok?-Podeszłam do barku.
-Niestety nie.Może być sok pomarańczowy.-Kiwnęłam ręką by usiadła.
    Podałam jej sok i oznajmiłam by ułożyła się wygodnie na kozetce..Sama zaś usiadłam w skórzanym ciemnym fotelu naprzeciw niej.Otworzyłam notes z tytułem Melisa Berth i zaczęłam notować pierwsze obserwacje,dotyczące jej zachowania,przewróciłam stronę,otwierając na tabelce,w której odnotowałam "stresuję się,jednak wydaje się być miła ; młody osobnik."
    Odetchnęłam,uniosłam wzrok i zapytałam:
-Jaki jest twój problem?-Patrzyłam znad oprawek okularów.
-Nie wiem od czego zacząć.Bo gdy zaczynam mówić o tym psychologowi,od razu mnie zbywa,że to "Zwykłe przemęczenie lub jakiś stres związany z pracą."-Spojrzała nie spokojnie w moją stronę.Po chwili milczenia zaczęła wyginać palce.-Ale widzę,że Pani jest inna.Pani mnie zrozumie i nie zostawi...-Zauważyłam błaganie w jej oczach.
-Więc,nie duś tego w sobie i opowiedz,co Cię dręczy.-Patrzyłyśmy sobie w oczy,dłuższą chwilę.Przerwałam ją ponownym odchrząknięciem i otworzyłam notes.-No dalej,nie wstydź się.-Dopingowałam ją....Znów jej przerażony wzrok,krótki wdech i zaczęła mówić:
-Jestem opętana...-Przerwała czekając aż coś powiem.Widziała,że jej nie przerywam,więc niechętnie kontynuowała.-W chwilach stresowych lub gdy muszę podjąć decyzję, zjawiają się Oni.Demoni,tzn.jeden z nich mówi,że jest aniołem zła,a drugi,że jest aniołem dobra.Harry,tak się przedstawił zły.Podsuwa mi złe pomysły a w nocy...-Urwała,a ja przestałam notować i spojrzałam na nią.
-A w nocy co?-Zapytałam ciekawa i zauważyłam,że zalewa się rumieńcem.
-Każe mi robić zbereśnie rzeczy,wie pani jakie.Kusi mnie a ja mu ulegam.Opętuje mój umysł i ciało i wtedy nie jestem zdatna do normalnego funkcjonowania.Wtedy materializuje się jako facet o jasnej cerze,niezwykłych bujnych ciemnych loków,zielonych oczach,które czasem płoną w różnym znaczeniu jakie pani sobie wymyśli.I czasem,jak chce mnie przestraszyć,rozkłada wielkie czarne jak smoła skrzydła,jego oczy płoną a tatuaże żarzą się niczym lawa.Ma wiele blizn.Kiedy dochodzi do kontaktu cielesnego,to cierpię.Wtedy się oparzam bo jest cholernie gorący.Niech pani spojrzy!-Wstała i rozpięła koszulę.Zobaczyłam na jej ciele blizny i oparzenia.Jedna blizna mnie zaciekawiła.Wyglądała jak odciśnięte usta na wielu ranach,była mniej więcej na wysokości przepony.Byłam jednocześnie w szoku i zaciekawieniu...
-Meliso,wystarczy!Ubierz się.-Zakłopotałam się jej postawą i łzami spływającymi po policzkach.
-Teraz mi pani wierzy?-Zapytała z żalem i żałością w głosie.
-Oczywiście! Wierzyłam Ci nawet wcześniej!-Przekonywałam ją.-Jesteś w stanie kontynuować?
-T-ta,chyba tak.-Oznajmiła siadając.-Więc,Harry jest złym aniołem. Lecz ostatnio pojawił się Niall,tak się przedstawił drugi,ten dobry.On leczy moje rany,swoją boskością.Do niczego mnie nie namawia.Wręcz przeciwnie! Każe się wyrzec zła poprzez modlitwę.Pomaga mi jego głos,którym zawsze układa mnie do snu.Gdy pocałuje mnie w czoło,czuję na całym ciele chłód,gdyż on jest przeciwieństwem tego złego anioła,czuję chłód a w ciele czuje małe sopelki lodu.Ale kiedy przez przypadek dotknęłam jego serca.To to miejsce jest gorące.Wręcz parzy jak Harry,u niego to miejsce jest zimne jak ciało Niall'a. Najgorzej jest ze mną w nocy.W moim umyśle toczą ze sobą walkę i każą mi wybierać ich drogę.Tak jest każdej pieprzonej nocy od pięciu lat!-Dopiero teraz zauważyłam,że dziewczyna płaczę.Podałam jej pudełko z chusteczkami.Podziękowała i zaczęła kontynuować.-Słyszę przeraźliwy śmiech Harry'ego i budzę się z płaczem i widzę,że powoli świta.Spoglądam na zegarek a on wskazuje godzinę 03:00.Wiem,że to szatańska godzina.Gdy nagle znikąd pojawia się niebiański przybysz,przytula mnie,śpiewa swą cudowną anielską pieśń a ja zasypiam,słysząc to...Budząc się rankiem czuję,że potrafię przeżyć dzień z pomocą i obecnością boskiego jak i Boga.Dokończyła z uśmiechem i łzami w oczach.Gdy stoper odmierzający godzinę sesji zadzwonił,przerywając ciężką do zniesienia ciszę.Obie poskoczyłyśmy.
-Dziękuję Ci Meliso,że wytrwałaś.-Wstałam,ona uczyniła to samo.-Oto mój numer.Gdyby Cię znów nawiedził,to zadzwoń.-Podałam wizytówkę.
-Pani na prawdę mi wierzy?!-Była w szoku biorąc wizytówkę.
-Oczywiście,już Ci to mówiłam na początku.Dzwoń o każdej porze,jeśli będzie to potrzebne.-Usłyszałam pukanie.-Można?-Zapytał młody chłopak,z którym mam od trzech miesięcy sesję.
-Josh,daj mi chwilkę.Meliso,do zobaczenia.I pamiętaj dzwoń jak coś.-Uśmiechnęłam się i odprowadziłam ją do drzwi...
     Cztery godziny później,opuściła gabinet żegnając się z Sophią.Weszłam do windy naciskając poziom 0. Chwilę potem ziewając,przeszłam cały parking.Odszukałam swojego Forda Mustanga z '67 i wsiadłam.Odpaliłam silnik,który brzmiał jak ryk lwa.Zapięłam pasy.Miałam ruszać,kiedy na gardle poczułam coś zimnego i ostrego...
-Ciii...Jedź!-Wyszeptał.Zrobiłam to co kazał.-Jedź do twojego mieszkania.
-Kim jesteś i czego chcesz?-Wyszeptałam drżącym głosem.
-Jestem twoim złym sumieniem i chcę posiąść twą dobrą duszyczkę.-Powiedział dobitnie z nutą drwiny.-Znasz mnie tak samo jak Melisę.-Poczułam jego szyderczy uśmiech na karku.-Niezłe autko.Idealne dla złej panny McCartney.
-Skąd...
-Ciii,to tajemnica Sylvio.Opowiem Ci w twoim mieszkanku.-Wyszeptał jadowicie do ucha i polizał mnie po linii szczęki.Poczułam ból.Odnalazł palcem moje usta i robiąc znak bym była cicho.Bała się i drżałam...
        Co on do jasne cholery mógł chcieć?-Pomyślałam zatrzymując się na czerwonym świetle...