niedziela, 20 lipca 2014

Bad & Good Angel 11

Rodzinne spory...

 Szłam pół biegiem w stronę lasu,często odwracając się wokół własnej osi. Poczułam coś twardego przed sobą. Spojrzałam w górę i ujrzałam zielonookiego sir Harolda herbu Szmaragdowa Żmija, uśmiechnął się i przeprosił. Zaczął wiać silny wiatr i czułam,że to nie jest zwyczajny silniejszy podmuch. Pamiętnej nocy król opowiedział mi, że jestem boginią wiatru.Wyszukałam w różnych księgach znaczenie imienia ojca. Okazało się, że to po łacinie Bóg Wiatru. Wszystko wskazywało,że jestem boginką. Wyminęłam rycerza i weszłam do lasu. Zaczęłam się rozglądać. Szłam jeszcze kilka metrów gdy poczułam,że coś lub ktoś ciągnie mnie za łokieć.
-Witaj siostrzyczko.-Uśmiechnął się. Jego oczy dawniej niewyobrażalnie niebieskie stały się czarne jak otchłań.-Dawno się nie widzieliśmy ile to trzy lata?-Przyglądał mi się.
-Och, skończ z tymi sentymentami. Chciałeś mnie zabić,prawda? I dlaczego jestem tak pożądana w waszych zaświatach? I po co tu tak właściwie przyszedłeś?-Próbowałam mówić spokojnie i cicho.
-Spokojnie nie gorączkuj się. Dobrze powiem ci. Nie chciałem cię zabić lecz zaprowadzić do mojego pana, po drugie- masz w sobie moc, która może obudzić naszą armię,wystarczy złamać klątwę Bogów. Ty jesteś kluczem do naszych wszystkich zagadek nie powodzeń i sukcesów siostro. Twój narzeczony cię oczekuję,nasz pan. A przyszedłem po ciebie moja droga. Sama się wpakowałaś w pułapkę.-Zaśmiał się demonicznie. Podczas tej reakcji przez jego twarz przewijały się różne twarze o różnych uczuciach i potrzebach. Przeraziłam się.Gdy skończył swoją salwę przemówił.-To co widziałaś to dusze ludzi,z których czerpię moc. Dzięki nim jestem potężniejszy,widzisz ten znak na moim ramieniu? To znak mojej religii, jestem Łowcą Światła inaczej bogiń i bożków takich jak ty, którzy rodzą się tylko w królewskich rodach.
-Jesteś wampirem?-Wyszeptałam z szokiem i przerywając mu. 
       Wiedziałam po co im byłam potrzebna. Potrzebowali mojej krwi by wskrzesić Armię Umarłych i zawładnąć światem ludzi, elfów, trollów,krasnoludów i innych magicznych stworzeń. Jednak dojdzie do tej wojny szybciej niż myślałam...Poczułam okropny ból pod żebrami, zabrakło mi tchu i upadłam widząc jak jakaś postać walczy z Cameronem, widziałam coraz słabiej aż w końcu zawładnęła mną ciemność.

 x Oczami Ellijah'na x

Zauważyłem,że zaraz po walce zaginęła księżniczka. Zaczął szukać jej wzrokiem w tłumie rycerzy i medyka. Nie dostrzegłem jej. Zamknąłem oczy i skupiłem się gdzie może być. Oczami wyobraźni ujrzałem ją wchodzącą do lasu i kogoś jeszcze, jakąś mroczną aurę wokół niej. Otworzyłem oczy i odczekałem chwilę aż miną mi chwilowe mroczki przed oczami. Poszedłem szybkim krokiem unosząc lekko szatę ponad stopy bym mógł szybciej dojść do granicy... Gdy byłem tuż tuż usłyszałem głos a dokładniej dwa głosy. Jeden należał d księżnej a drugi do... Zaraz zaraz skądś ten głos kojarzyłem. Przyglądałem się z ukrycia.
-Ktoś cię śledził?-Zapytał ją mężczyzna.
-Nnie.-Wyjąkała.
-Kłamiesz!-Krzyknął a ona struchlała.
 Więcej nie rozumiałem byli cicho a ja zbyt daleko. Zauważyłem,że postać zbliża się z nożem do dziewczyny. Ona zaczęła się cofać i potknęła się o korzeń a potem następny i straciła przytomność. W tej chwili wybiegłem o zacząłem walczyć z Ellijah'em. Miecze nic nie zdziałały. Ellijah wyciągnął dłoń i wyszeptał jakieś zaklęcie po chwili pojawiła się kula światła. Anioł ciemności przestraszył się i zniknął w ziemi. Podbiegłem do  Cece otuliłem ją skrzydłami i sprawdziłem czy żyje.
-Pani ocknij się! Proszę.-Lekko nią potrząsałem. Nie reagowała. 

Otuliłem ją szczelniej tym razem ramionami i poleciałem do zamku. Medyk musiał ją uzdrowić...Musi!

poniedziałek, 7 lipca 2014

Bad & Good Angel 10

Ćwiczenie Czyni Mistrza!

przepraszam,że tak długo,ale miałam problemy z papierami do Liceum :3

Zapraszam na Część 10 
Enjoy! xo
~~~~~~~~~~~~~~~~

*Oczami sir Christiana*

   Giermek przygotował miecze, topory, tarcze,włócznie i inne potrzebne przedmioty do dzisiejszych ćwiczeń z księżniczką Ventum, która porzuciła swoje przyziemne nazwisko na rzecz Ventum Rotherdoon. Często nam każe mówić do siebie Cece. Zachowuje się inaczej niż reszta księżniczek jakie dano mi poznać osobiście. Czasem ma gdzieś wszystkie etykiety dworskie i jest sobą. Nosi dziwne spodnie, nazywają się chyba jeansy, są dziwne w dotyku. Uwielbiam księżniczkę. Lecz najbardziej zdziwiła mnie poranna rozmowa z Ellijah. Wywnioskowałem z niej, że mi grozi. Myślę, że on coś do niej czuje. Martwi mnie również,co się stało ze zmartwychwstałym aniołem ciemności Cameronem McCarthney'em. Zamordował Melisę Berth i wciąż się nie pojawił. Czuję,że dzieje się coś złego...
    Z tej zadumy wyrwała mnie kolczatka, która śmignęła mi koło lewego ucha. Przewróciłem się i usłyszałem stłumiony krzyk księżniczki. 
-Panie nic ci nie jest?-Usłyszałem arabski akcent sir Zain'a Abdhala.-Wybacz Christianie.-Podał mi dłoń.
-Wszystko w porządku.-Orzekłem z uśmiechem. Chwyciłem jego dłoń i wstałem. Nagle przy jego boku jak spod ziemi wyrosła księżniczka.
-W porządku Christianie?-Zapytała patrząc z przerażeniem w oczach.
-Oczywiście Lady.-Poprawiłem zbroję.
-Świetnie! Możemy zaczynać?-Zapytała z nutką zniecierpliwienia.
-Oczywiście Pani.-Kiwnąłem ręką by przybył giermek. Przybiegł z mieczami.
-Fajnie by było mieć za służącego Merlina.-Zaśmiała się a ja nie rozumiałem o co jej chodzi.
-Zapewne.-Przytaknąłem i podałem jej miecz. Zadziwiające! Trzymała miecz przed sobą i podziwiała jego piękność.
-Hmm... Nie znam się na mieczach,ale ten jest wyjątkowy i lekki.-Uśmiechnęła się. To był cudowny uśmiech, jakiego w życiu nie widziałem.-Czy jednym z podstawowych kroków jest to?


Byłem pod wrażeniem. Właśnie chciałem jej to zademonstrować.
-Nie wiem jak to zrobiłam.-Mówiła podekscytowana.-Może to geny królewskie?-Zastanawiała się.
*Pokazywałem jej podstawowe kroki i zaczęliśmy kroki wcielać w życie. Nasza niewinna zabawa na miecze przerodziła się w test. Zaczęliśmy ostro walczyć. Widziałem,że zaciskała szczęki i pot jej spływał po skroni. Bałem się,że coś jej zrobię. Oczom nie wierząc! Odrzuciła miecz wyciągnęła dłoń przed siebie i krzyknęła
-DEFINDUM!-Oczy rozbłysły jej ogniem,a mnie odrzuciło do tyłu na stertę zbroi. Stała zdezorientowana z dłonią przed sobą i ciężko oddychała.Wzrok rozmazywał mi się ale zauważyłem triumf na twarzy Ellijah.Spojrzał na mnie ukłonił się z cwaniackim uśmiechem i odszedł. A ja odpłynąłem....

*Oczami Ventum*

Nie wierzyłam własnym oczom,to co zrobiłam było dziwne. Jakby ktoś mi to dyktował. Podbiegłam do rycerza. Oklepywałam go po twarzy, kiedy zbiegła się chmara rycerzy. Kazałam zanieść go do medyka. 

     Obróciłam się za siebie czując na sobie czyjś wzrok. O cholera! To był Cameron. Wskazał palcem bym podeszła. Upewniłam się,że nikt nie patrzy i udałam się w stronę lasu.