środa, 1 lipca 2015

Little Black Angel 15

Chyba nie jestem na to gotowa.

Ventum...Ventum... Zbudź się... Potrzebujemy cię! ... Ventum... Armia ciemnego pana nadchodzi... Zbudź się... Christian nie żyje... Potrzebujemy Cię. Królestwo Cię potrzebuje... Proszę zbudź się...

Kim jesteś? Co ja tu robię? Co to za miejsce?
Panikowałam. Wszędzie panował półmrok. Po chwili ciemna postać się odezwała.
Jestem Euclipes. Przeprowadzam istoty magiczne na drugą stronę. Zawsze możesz wybrać. Możesz wrócić do swojego świata. Lub poddać się i rozkoszować się urokami
 zaświatów. To jest tak zwany portal. Już Ci wytłumaczyłem. Przeczesał dłonią długą brodę niczym profesorek z bajki "Było Sobie życie"
Czyli, to ode mnie zależy czy chcę wrócić czy pójść dalej. Tak? Upewniałam się.
Tak moje dziecko to tylko i wyłącznie TWOJA decyzja... Stał i patrzył na mnie. Czułam się dziwnie obnażona. Chociaż miałam ubranie. Czy ja umarłam? Zapytałam przerażona. Nie czułam bólu. Nawet moje ciało wydawało się dziwnie pobudzone. Moje dziecko sama dobrze wiesz czy żyjesz czy nie. Zaśmiał się obnażając swoje żółte zęby. Wybieraj wracasz do tego zgiełku gdzie możesz zginąć lub przeżyć. Albo możesz zostać tu z nami i poznać swoją prawdziwą matkę. Te słowa mną wstrząsnęły. Moja prawdziwa matka? Czy to prawda,że Christian nie żyje? Tak twoja matka i nie nie żyje biedaczyna. Tak bardzo Cię kochał. Westchnął. Kochał? Juz z tego nic nie rozumiem... Zaczynało mnie to męczyć.

Ventum! Wróć do nas na górę. Potrzebujemy Cię! Ja Cię potrzebuje, twój ojciec. Pomóż nam walczyć z Armią Ciemności i z Johnem. Córko. Błagam...

Jego głos słabł gdzieś w oddali... Poczułam przypływ sił. Postanowiłam wrócić na górę. Już otwierałam usta by powiedzieć to mędrcowi ale on pokiwał głową, pstryknął palcami. Utworzył się portal na kształt trąby powietrznej, która mnie wessała i ja obracając się w niej zmierzałam ku górze. Czułam jakby to była wieczność. Wyrzuciło mnie na polane niedaleko zamku. Po upadku usłyszałam w oddali piorun. Leżałam i czekałam na promieniujący ból na całym ciele. Nie odczułam go spojrzałam na swoje ciało. byłam ubrana na biało i moje ciało było w stanie nienaruszonym. Nie było również okropnej blizny z dzieciństwa na nadgarstku. Uśmiechnęłam się, poczułam delikatny wiatr który ładował mnie energią. Zaczynało świtać. Świtać? Nie! To nie było świtanie to Armia Umarłych na czele z Lucyferem i oczywiście jego przydupasem Johnem. Wstałam. Zacisnęłam pięści i wezwałam silny porywisty wiatr by naładował mnie do maxa energią.

Cześć kochanie stęskniłaś się za moim dotykiem? Usłyszałam jego szept w swoim lewym uchu...

______________________________________

Jeeej! Wróciłam. Zdałam do 2 klasy liceum i teraz można szaleć ^^ Taaaaaaaak Bardzooo Tęskniłam za Wami ♥ xx Zdradzę,że zostały jeszcze 2 rozdziały do napisania i finish ;c 

piątek, 12 czerwca 2015

Warning!

Ach.. Wakacje!

No cóż.. Nadchodzą wakacje i będę mieć chwilę czasu (aż 2 miechy! :D) Będę mogła codziennie dodawać jakiś post ^^ Nie mogę się doczekać tego, ale na razie muszę popoprawiać ocenki ://
Ale Dam radę :D

Lots of LOVE xx


czwartek, 16 października 2014

Bad & Good Angel 14

Czas się pożegnać?

Christian proszę! Nie rób mi tego!-Wrzeszczałam nad półprzytomnym rycerzem.
Tamowałam krew z jego brzucha. Sama czułam się gorzej niż zazwyczaj. Czułam zapach nadpalonego ciała. Nie przejmowałam się zwęglonym kawałkiem mojego ciała. Bolała mnie głowa a przed oczami panował półmrok ledwo widziałam. Czułam,że go tracę. Złapał mnie za dłoń i próbował coś wyszeptać.
- Pani, zanim odejdę z tego świata chcę byś wiedziała jedno.-Zaczynał się dusić.- Od pierwszego wejrzenia się w tobie zakochałem.-Próbował się uśmiechnąć ale wyszedł mu z tego grymas.
- Nie przemęczaj się. -Mówiłam drżącym głosem i ocierałam łzy.-Ja.. też cię kocham. -Pocałowałam go w czoło i wciąż płakałam.
- Jesteś w niebezpieczeństwie. On..szykuje się do odbudowy armii umarłych. Ma moją krew. A ja..Ja jestem wybrańcem. Ja mam świętą krew. To moja wina. -Tłumaczył się i nagle zaczął kaszleć krwią. Wciąż nie docierało do mnie to co nadchodziło.
- Nie możesz umrzeć! Kto mnie wyszkoli na wojownika? Nie możesz mnie zostawić! -Zaczęłam wrzeszczeć. Straży wciąż nie było. - Ale jak to, że Ty jesteś wybrańcem. Jak to możliwe?-Otarłam mu krew z warg.
-Nie wiem jak to przyjmiesz ale..Twój ojciec jest także moim. Czyli jesteś moją siostrą. To by była straszna zbrodnia gdybyśmy to powiedzieli królowi. Robiłem wszystko by o tobie zapomnieć ale...
- To wy jesteście rodzeństwem?! - Przerwał nam Niall. Jego skrzydła były we krwi. Wyglądał okropnie. Jego oczy płonęły.- Nie wierzę! -Wrzasnął.
-Ellijah co się stało! -Zapytałam,byłam w niezłym szoku,jego wygląd było odrażający.- Czyżby ukąsił cię jeden z wysłanników cienia?
- Nie ważne pani! Ważne by zabrać go do medyka. Pani twoje ciało! Co się wydarzyło?- Podszedł i odgarnął włosy z mojego czoła i spojrzał w oczy. Poczułam ciepło bijące od jego ciała i westchnęłam. Uśmiechnął się.-Zabiorę go. Dasz sobie radę sama?-Zapytał z czułością.
- Tak dam. -Skłamałam. - Możesz lecieć. -Złapałam go za dłoń.
Wstał i wziął na ręce rycerza, który oddychał coraz słabiej.
- Pospiesz się! W każdej chwili może umrzeć. - Wstałam i patrzyłam jak podchodzi do granicy balkonu. Miał właśnie się wzbić kiedy zawrócić i obdarzył mnie długim pocałunkiem. Potem jak gdyby nigdy nic, zawrócił i wzbił się w niebo. Obserwowałam ten czyn. Zaczęło świtać. Rozbolało mnie ciało, czułam, jak krew zaczęła we mnie wrzeć mnie mogłam oddychać. Bolała mnie strasznie głowa. Upadłam na ziemię i zaczęłam wrzeszczeć z bólu. Po kilku dobrych chwilach wrzeszczenia poczułam ulgę gdy moje powieki zaczynały się zamykać. Gdy zaczęłam tracić świadomość zauważyłam ciemną postać na tle nieba. Po chwili opadłam z sił i pozwoliłam by sen mnie znużył.


JEJ w końcu napisałam kolejną cześć. Nie wiecie jak trudno pogodzić naukę z internetem xD Enjoy! ~~Autorka ♥

środa, 13 sierpnia 2014

Bad & Good Angel 13

Coś poszło nie tak...

 Gdy król ukrył się już w krzakach.  Wtedy jak na zawołanie na balkonie pojawiła się księżniczka. Pan Ciemności dopiero teraz dostrzegł jej przyziemne piękno. Jasno brązowe włosy opadały kaskadą na jej ramiona. Miała piękne piwne oczy i grymas na twarzy. Zaśmiał się wiedząc,że doskwiera jej brak powietrza w ciasnym gorsecie. Coś błysnęło w jej dłoni. To był chyba sztylet. Przez chwile Lucyfer myślał, że przebije się sztyletem i jej cenna krew do odrodzenia jego armii zmarnuje się, lecz dziewczyna rozcięła sznury od gorsetu. I zaczerpnęła powietrza i spojrzała w księżyc. W jej oczach zauważył uwielbienie do tego widnokręgu. Zamknęła oczy i coś zaczęła szeptać. Lucyfer czuł, że siła księżyca na nią działa. Tymczasem za jej plecami pojawił się John.
- Skarbie?-Wyszeptał podchodząc i obejmując ją od tyłu.
Dziewczyna przeraziła się i krzyknęła.
- Odejdź!-Cofnęła się do tyłu i potknęła o gorset leżący na ziemi. Podszedł do niej i wyciągnął dłoń.
- Musisz iść ze mną czy to ci się podoba czy nie.-Wyszeptał kucając i dalej trzymając dłoń przed sobą.
- Nigdzie nie pójdę.-Splunęła mu w twarz. Otarł ją bez słowa i zacisnął dłoń na jej ramieniu, które po chwili zaczęło dymić a dziewczyna wstrzymywała okrzyk bólu. Przed oczami zrobiło jej się ciemno. Właśnie miał ją zabrać do podziemi, gdy do pokoju wkroczył sir Christian.
- Co tu się dzieje! Kim jesteś? Straże!- Krzyknął i zaczął biec w stronę balkonu. 
Gdy wbiegł, poczuł straszny ból w podbrzuszu. Obrócił głowę i zobaczył drugiego mężczyznę. Uśmiechał się i po chwili zniknął. Czuł, że dłużej nie wytrzyma stojąc. Upadł koło księżniczki, dotknął jej dłoni i odpłynął w bólu...

Jak mogłeś na to pozwolić!!!-Wrzeszczał Lucyfer siadając na swoim tronie.
- Panie..-Zaczął niewinnie John.
- Milcz suko!-Wrzasnął ponownie.
- Panie.. na twoim sztylecie jest krew...-Podjął
- I co z tego!
- Krew sir Christiana. On też jest kapłanem jak Ventum. Jego krew pomoże nam odrodzić twoją armię Lucyferze.-Jego oczy płonęły.
- Że też na to nie wpadłem. Johnie byłeś warty wyciągania cię z nieba.-Podszedł i ucałował go.

Że też wcześniej na to nie wpadłem...Wyszeptał i zaśmiał się podchodząc do kielicha otoczonego płomieniami i starł  krew ze sztyletu,która spłynęłam do jego wnętrza.

_______

Rozdział krótki ale jest, już niedługo koniec. I czas do szkoły. No nic, powodzenia w przygotowaniach ;D

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Bad & Good Angel 12

Nieoczekiwani przybysze...

Tajemniczy las. Biegnę przed siebie lub uciekam przed kimś lub czymś. Potykam się i upadam, ciemna postać jest coraz bliżej. Czuję szybsze bicie serca i przypływ adrenaliny. Nagle znajome uczucie mocniejszego zabicia serca,krzyk. Śmierć. Twarz John'a i innego tajemniczego mężczyzny. Jego oczy są ciemne i ponure jak mglista noc. Rozmawiają nad leżącym nieopodal ciała. Czy to kłótnia. Wszystko widzę jak przez mgłę. Chmury sunące po niebie odsłaniają i zasłaniają księżyc, który co chwilę ujawnia ich twarze i emocje, które co chwilę ulegają zmianie... Kończą rozmowę uściskiem dłoni i uśmiechem na twarzach,który ujawnia ich wampirze kły. Nie znany mi mężczyzna zabiera zakrwawione ciało i znika zostawiając po sobie czarny obłoczek,który z podmuchem wiatru znika. Zauważam,że John odwraca się i uśmiecha szyderczo w moją stronę. Kroczy powoli ujawniając kły. Czuję, że moja mroczna strona ciała i duszy czuję potrzebę bliskości, zaś ta anielska czuję potrzebę ewakuacji. Moje ciało prowadzi wewnętrzną wojnę,która mnie osłabia. Od mężczyzny bije niewyobrażalna złość, pragnienie i uczucie triumfu, że w końcu tak prostym sposobem zdobył Najwyższą Kapłankę i jedynego następce tronu Królestwa Elfów. Próbowałam krzyczeć lecz nie mogłam. Poczułam uderzenie w głowę i niesamowity ból. Ciemność. Lecz nie na długo. Nagle szybko biegnący film,krótkie klatki, przebłyski , wojna, śmierć, zwycięstwo, niewolnictwo. I ten tajemniczy mężczyzna śmiejący się coraz głośniej i głośniej... 

Pani! Wszystko w porządku! Jesteś bezpieczna!- Rzuciłam się na szyję siedzącemu przy mnie ojcu. Płakałam. 
- Ojcze to było straszne!-Wyszeptałam i rozejrzałam się po pokoju. Był tylko Ellijah. Podziękowałam kiwnięciem głowy. Czułam się źle. Miałam gorączkę i zadrżałam gdy poczułam podmuch wiatru.-Chyba widziałam przyszłość.-Mówiłam tym samym tonem i nagle przypomniałam sobie sytuacje na placu ćwiczeń.-Co z Christianem?- Spojrzałam na Ellijah i uwolniłam się z objęć ojca.
- Spokojnie. Nabiłaś mu tylko guza pani. Jak to zrobiłaś? Potrafisz czarować! -Ucieszył się z niedowierzaniem. 
- Sama nie wiem.-Sama się sobie dziwiłam.
- Pani musisz odpoczywać. Dwa dni, potem możesz wrócić do swoich obowiązków.-Ukłonił się i wyszedł z komnaty. Gdy to uczynił. Opowiedziałam ojcu o wszystkim co wydarzyło się wczoraj lub dzisiaj i również o śnie....

Piekło.

- Johnie! Johnie!-Wołał Szatan.
- Tak panie?-Przybiegł zmęczony, spocony i cały w smole.
- Mam dla ciebie zadanie godne mojego najlepszego posłańca!-Usiadł na swoim tronie i obserwował za plecami Johna jak biedne duszyczki męczyły się w ogniu piekielnym wykuwając zbroje odlewając miecze, topory, kolczatki, tarcze i inne przedmioty.-Wojna coraz bliżej! Ich świat będzie nasz!-Szeptał i zaśmiał się szyderczo.
- Panie jakie to zadanie?-Zapytał podpierając się o młot.
- Musisz porwać i sprowadzić tutaj swoją księżniczkę! Dzięki niej uwolnimy Arię Umarłych i stoczymy ostateczny bój! Jej krew ożywi naszych żołnierzy. Jeśli to uczynisz. Ja, uczynię z Ciebie moją prawą rękę! Jak będzie. Zgadzasz się?-Czekał drapiąc się po chropowatym policzku. Zastanawiał się. Rozważał za i przeciw.
-  Vereinbarung- Zgodził się machnięcie ręki i zaklnął pod nosem.-Kiedy mam wyruszyć?
- Wtedy gdy będziesz gotowy. Przyjmij swoje ciało i ruszaj pod osłoną nocy. Księżna koło północy będzie na balkonie podziwiać gwiazdy wtedy pojawisz się i uwiedziesz ją. Czy wszystko jasne? I jeszcze jedno. Zabierz ją tutaj.
- Dobrze panie.-Ukłonił się i odszedł. 

 Szatan przyjął swoją ziemską postać i udał się już na miejsce. Usiadł wśród zarośli i czekał...

niedziela, 20 lipca 2014

Bad & Good Angel 11

Rodzinne spory...

 Szłam pół biegiem w stronę lasu,często odwracając się wokół własnej osi. Poczułam coś twardego przed sobą. Spojrzałam w górę i ujrzałam zielonookiego sir Harolda herbu Szmaragdowa Żmija, uśmiechnął się i przeprosił. Zaczął wiać silny wiatr i czułam,że to nie jest zwyczajny silniejszy podmuch. Pamiętnej nocy król opowiedział mi, że jestem boginią wiatru.Wyszukałam w różnych księgach znaczenie imienia ojca. Okazało się, że to po łacinie Bóg Wiatru. Wszystko wskazywało,że jestem boginką. Wyminęłam rycerza i weszłam do lasu. Zaczęłam się rozglądać. Szłam jeszcze kilka metrów gdy poczułam,że coś lub ktoś ciągnie mnie za łokieć.
-Witaj siostrzyczko.-Uśmiechnął się. Jego oczy dawniej niewyobrażalnie niebieskie stały się czarne jak otchłań.-Dawno się nie widzieliśmy ile to trzy lata?-Przyglądał mi się.
-Och, skończ z tymi sentymentami. Chciałeś mnie zabić,prawda? I dlaczego jestem tak pożądana w waszych zaświatach? I po co tu tak właściwie przyszedłeś?-Próbowałam mówić spokojnie i cicho.
-Spokojnie nie gorączkuj się. Dobrze powiem ci. Nie chciałem cię zabić lecz zaprowadzić do mojego pana, po drugie- masz w sobie moc, która może obudzić naszą armię,wystarczy złamać klątwę Bogów. Ty jesteś kluczem do naszych wszystkich zagadek nie powodzeń i sukcesów siostro. Twój narzeczony cię oczekuję,nasz pan. A przyszedłem po ciebie moja droga. Sama się wpakowałaś w pułapkę.-Zaśmiał się demonicznie. Podczas tej reakcji przez jego twarz przewijały się różne twarze o różnych uczuciach i potrzebach. Przeraziłam się.Gdy skończył swoją salwę przemówił.-To co widziałaś to dusze ludzi,z których czerpię moc. Dzięki nim jestem potężniejszy,widzisz ten znak na moim ramieniu? To znak mojej religii, jestem Łowcą Światła inaczej bogiń i bożków takich jak ty, którzy rodzą się tylko w królewskich rodach.
-Jesteś wampirem?-Wyszeptałam z szokiem i przerywając mu. 
       Wiedziałam po co im byłam potrzebna. Potrzebowali mojej krwi by wskrzesić Armię Umarłych i zawładnąć światem ludzi, elfów, trollów,krasnoludów i innych magicznych stworzeń. Jednak dojdzie do tej wojny szybciej niż myślałam...Poczułam okropny ból pod żebrami, zabrakło mi tchu i upadłam widząc jak jakaś postać walczy z Cameronem, widziałam coraz słabiej aż w końcu zawładnęła mną ciemność.

 x Oczami Ellijah'na x

Zauważyłem,że zaraz po walce zaginęła księżniczka. Zaczął szukać jej wzrokiem w tłumie rycerzy i medyka. Nie dostrzegłem jej. Zamknąłem oczy i skupiłem się gdzie może być. Oczami wyobraźni ujrzałem ją wchodzącą do lasu i kogoś jeszcze, jakąś mroczną aurę wokół niej. Otworzyłem oczy i odczekałem chwilę aż miną mi chwilowe mroczki przed oczami. Poszedłem szybkim krokiem unosząc lekko szatę ponad stopy bym mógł szybciej dojść do granicy... Gdy byłem tuż tuż usłyszałem głos a dokładniej dwa głosy. Jeden należał d księżnej a drugi do... Zaraz zaraz skądś ten głos kojarzyłem. Przyglądałem się z ukrycia.
-Ktoś cię śledził?-Zapytał ją mężczyzna.
-Nnie.-Wyjąkała.
-Kłamiesz!-Krzyknął a ona struchlała.
 Więcej nie rozumiałem byli cicho a ja zbyt daleko. Zauważyłem,że postać zbliża się z nożem do dziewczyny. Ona zaczęła się cofać i potknęła się o korzeń a potem następny i straciła przytomność. W tej chwili wybiegłem o zacząłem walczyć z Ellijah'em. Miecze nic nie zdziałały. Ellijah wyciągnął dłoń i wyszeptał jakieś zaklęcie po chwili pojawiła się kula światła. Anioł ciemności przestraszył się i zniknął w ziemi. Podbiegłem do  Cece otuliłem ją skrzydłami i sprawdziłem czy żyje.
-Pani ocknij się! Proszę.-Lekko nią potrząsałem. Nie reagowała. 

Otuliłem ją szczelniej tym razem ramionami i poleciałem do zamku. Medyk musiał ją uzdrowić...Musi!

poniedziałek, 7 lipca 2014

Bad & Good Angel 10

Ćwiczenie Czyni Mistrza!

przepraszam,że tak długo,ale miałam problemy z papierami do Liceum :3

Zapraszam na Część 10 
Enjoy! xo
~~~~~~~~~~~~~~~~

*Oczami sir Christiana*

   Giermek przygotował miecze, topory, tarcze,włócznie i inne potrzebne przedmioty do dzisiejszych ćwiczeń z księżniczką Ventum, która porzuciła swoje przyziemne nazwisko na rzecz Ventum Rotherdoon. Często nam każe mówić do siebie Cece. Zachowuje się inaczej niż reszta księżniczek jakie dano mi poznać osobiście. Czasem ma gdzieś wszystkie etykiety dworskie i jest sobą. Nosi dziwne spodnie, nazywają się chyba jeansy, są dziwne w dotyku. Uwielbiam księżniczkę. Lecz najbardziej zdziwiła mnie poranna rozmowa z Ellijah. Wywnioskowałem z niej, że mi grozi. Myślę, że on coś do niej czuje. Martwi mnie również,co się stało ze zmartwychwstałym aniołem ciemności Cameronem McCarthney'em. Zamordował Melisę Berth i wciąż się nie pojawił. Czuję,że dzieje się coś złego...
    Z tej zadumy wyrwała mnie kolczatka, która śmignęła mi koło lewego ucha. Przewróciłem się i usłyszałem stłumiony krzyk księżniczki. 
-Panie nic ci nie jest?-Usłyszałem arabski akcent sir Zain'a Abdhala.-Wybacz Christianie.-Podał mi dłoń.
-Wszystko w porządku.-Orzekłem z uśmiechem. Chwyciłem jego dłoń i wstałem. Nagle przy jego boku jak spod ziemi wyrosła księżniczka.
-W porządku Christianie?-Zapytała patrząc z przerażeniem w oczach.
-Oczywiście Lady.-Poprawiłem zbroję.
-Świetnie! Możemy zaczynać?-Zapytała z nutką zniecierpliwienia.
-Oczywiście Pani.-Kiwnąłem ręką by przybył giermek. Przybiegł z mieczami.
-Fajnie by było mieć za służącego Merlina.-Zaśmiała się a ja nie rozumiałem o co jej chodzi.
-Zapewne.-Przytaknąłem i podałem jej miecz. Zadziwiające! Trzymała miecz przed sobą i podziwiała jego piękność.
-Hmm... Nie znam się na mieczach,ale ten jest wyjątkowy i lekki.-Uśmiechnęła się. To był cudowny uśmiech, jakiego w życiu nie widziałem.-Czy jednym z podstawowych kroków jest to?


Byłem pod wrażeniem. Właśnie chciałem jej to zademonstrować.
-Nie wiem jak to zrobiłam.-Mówiła podekscytowana.-Może to geny królewskie?-Zastanawiała się.
*Pokazywałem jej podstawowe kroki i zaczęliśmy kroki wcielać w życie. Nasza niewinna zabawa na miecze przerodziła się w test. Zaczęliśmy ostro walczyć. Widziałem,że zaciskała szczęki i pot jej spływał po skroni. Bałem się,że coś jej zrobię. Oczom nie wierząc! Odrzuciła miecz wyciągnęła dłoń przed siebie i krzyknęła
-DEFINDUM!-Oczy rozbłysły jej ogniem,a mnie odrzuciło do tyłu na stertę zbroi. Stała zdezorientowana z dłonią przed sobą i ciężko oddychała.Wzrok rozmazywał mi się ale zauważyłem triumf na twarzy Ellijah.Spojrzał na mnie ukłonił się z cwaniackim uśmiechem i odszedł. A ja odpłynąłem....

*Oczami Ventum*

Nie wierzyłam własnym oczom,to co zrobiłam było dziwne. Jakby ktoś mi to dyktował. Podbiegłam do rycerza. Oklepywałam go po twarzy, kiedy zbiegła się chmara rycerzy. Kazałam zanieść go do medyka. 

     Obróciłam się za siebie czując na sobie czyjś wzrok. O cholera! To był Cameron. Wskazał palcem bym podeszła. Upewniłam się,że nikt nie patrzy i udałam się w stronę lasu.