Chyba nie jestem na to gotowa.
Ventum...Ventum... Zbudź się... Potrzebujemy cię! ... Ventum... Armia ciemnego pana nadchodzi... Zbudź się... Christian nie żyje... Potrzebujemy Cię. Królestwo Cię potrzebuje... Proszę zbudź się...
Kim jesteś? Co ja tu robię? Co to za miejsce?
Panikowałam. Wszędzie panował półmrok. Po chwili ciemna postać się odezwała.
Jestem Euclipes. Przeprowadzam istoty magiczne na drugą stronę. Zawsze możesz wybrać. Możesz wrócić do swojego świata. Lub poddać się i rozkoszować się urokami
zaświatów. To jest tak zwany portal. Już Ci wytłumaczyłem. Przeczesał dłonią długą brodę niczym profesorek z bajki "Było Sobie życie"
zaświatów. To jest tak zwany portal. Już Ci wytłumaczyłem. Przeczesał dłonią długą brodę niczym profesorek z bajki "Było Sobie życie"
Czyli, to ode mnie zależy czy chcę wrócić czy pójść dalej. Tak? Upewniałam się.
Tak moje dziecko to tylko i wyłącznie TWOJA decyzja... Stał i patrzył na mnie. Czułam się dziwnie obnażona. Chociaż miałam ubranie. Czy ja umarłam? Zapytałam przerażona. Nie czułam bólu. Nawet moje ciało wydawało się dziwnie pobudzone. Moje dziecko sama dobrze wiesz czy żyjesz czy nie. Zaśmiał się obnażając swoje żółte zęby. Wybieraj wracasz do tego zgiełku gdzie możesz zginąć lub przeżyć. Albo możesz zostać tu z nami i poznać swoją prawdziwą matkę. Te słowa mną wstrząsnęły. Moja prawdziwa matka? Czy to prawda,że Christian nie żyje? Tak twoja matka i nie nie żyje biedaczyna. Tak bardzo Cię kochał. Westchnął. Kochał? Juz z tego nic nie rozumiem... Zaczynało mnie to męczyć.
Ventum! Wróć do nas na górę. Potrzebujemy Cię! Ja Cię potrzebuje, twój ojciec. Pomóż nam walczyć z Armią Ciemności i z Johnem. Córko. Błagam...
Jego głos słabł gdzieś w oddali... Poczułam przypływ sił. Postanowiłam wrócić na górę. Już otwierałam usta by powiedzieć to mędrcowi ale on pokiwał głową, pstryknął palcami. Utworzył się portal na kształt trąby powietrznej, która mnie wessała i ja obracając się w niej zmierzałam ku górze. Czułam jakby to była wieczność. Wyrzuciło mnie na polane niedaleko zamku. Po upadku usłyszałam w oddali piorun. Leżałam i czekałam na promieniujący ból na całym ciele. Nie odczułam go spojrzałam na swoje ciało. byłam ubrana na biało i moje ciało było w stanie nienaruszonym. Nie było również okropnej blizny z dzieciństwa na nadgarstku. Uśmiechnęłam się, poczułam delikatny wiatr który ładował mnie energią. Zaczynało świtać. Świtać? Nie! To nie było świtanie to Armia Umarłych na czele z Lucyferem i oczywiście jego przydupasem Johnem. Wstałam. Zacisnęłam pięści i wezwałam silny porywisty wiatr by naładował mnie do maxa energią.
Cześć kochanie stęskniłaś się za moim dotykiem? Usłyszałam jego szept w swoim lewym uchu...
______________________________________
Jeeej! Wróciłam. Zdałam do 2 klasy liceum i teraz można szaleć ^^ Taaaaaaaak Bardzooo Tęskniłam za Wami ♥ xx Zdradzę,że zostały jeszcze 2 rozdziały do napisania i finish ;c
