Czas się pożegnać?
Christian proszę! Nie rób mi tego!-Wrzeszczałam nad półprzytomnym rycerzem.Tamowałam krew z jego brzucha. Sama czułam się gorzej niż zazwyczaj. Czułam zapach nadpalonego ciała. Nie przejmowałam się zwęglonym kawałkiem mojego ciała. Bolała mnie głowa a przed oczami panował półmrok ledwo widziałam. Czułam,że go tracę. Złapał mnie za dłoń i próbował coś wyszeptać.
- Pani, zanim odejdę z tego świata chcę byś wiedziała jedno.-Zaczynał się dusić.- Od pierwszego wejrzenia się w tobie zakochałem.-Próbował się uśmiechnąć ale wyszedł mu z tego grymas.
- Nie przemęczaj się. -Mówiłam drżącym głosem i ocierałam łzy.-Ja.. też cię kocham. -Pocałowałam go w czoło i wciąż płakałam.
- Jesteś w niebezpieczeństwie. On..szykuje się do odbudowy armii umarłych. Ma moją krew. A ja..Ja jestem wybrańcem. Ja mam świętą krew. To moja wina. -Tłumaczył się i nagle zaczął kaszleć krwią. Wciąż nie docierało do mnie to co nadchodziło.
- Nie możesz umrzeć! Kto mnie wyszkoli na wojownika? Nie możesz mnie zostawić! -Zaczęłam wrzeszczeć. Straży wciąż nie było. - Ale jak to, że Ty jesteś wybrańcem. Jak to możliwe?-Otarłam mu krew z warg.
-Nie wiem jak to przyjmiesz ale..Twój ojciec jest także moim. Czyli jesteś moją siostrą. To by była straszna zbrodnia gdybyśmy to powiedzieli królowi. Robiłem wszystko by o tobie zapomnieć ale...
- To wy jesteście rodzeństwem?! - Przerwał nam Niall. Jego skrzydła były we krwi. Wyglądał okropnie. Jego oczy płonęły.- Nie wierzę! -Wrzasnął.
-Ellijah co się stało! -Zapytałam,byłam w niezłym szoku,jego wygląd było odrażający.- Czyżby ukąsił cię jeden z wysłanników cienia?
- Nie ważne pani! Ważne by zabrać go do medyka. Pani twoje ciało! Co się wydarzyło?- Podszedł i odgarnął włosy z mojego czoła i spojrzał w oczy. Poczułam ciepło bijące od jego ciała i westchnęłam. Uśmiechnął się.-Zabiorę go. Dasz sobie radę sama?-Zapytał z czułością.
- Tak dam. -Skłamałam. - Możesz lecieć. -Złapałam go za dłoń.
Wstał i wziął na ręce rycerza, który oddychał coraz słabiej.
- Pospiesz się! W każdej chwili może umrzeć. - Wstałam i patrzyłam jak podchodzi do granicy balkonu. Miał właśnie się wzbić kiedy zawrócić i obdarzył mnie długim pocałunkiem. Potem jak gdyby nigdy nic, zawrócił i wzbił się w niebo. Obserwowałam ten czyn. Zaczęło świtać. Rozbolało mnie ciało, czułam, jak krew zaczęła we mnie wrzeć mnie mogłam oddychać. Bolała mnie strasznie głowa. Upadłam na ziemię i zaczęłam wrzeszczeć z bólu. Po kilku dobrych chwilach wrzeszczenia poczułam ulgę gdy moje powieki zaczynały się zamykać. Gdy zaczęłam tracić świadomość zauważyłam ciemną postać na tle nieba. Po chwili opadłam z sił i pozwoliłam by sen mnie znużył.
JEJ w końcu napisałam kolejną cześć. Nie wiecie jak trudno pogodzić naukę z internetem xD Enjoy! ~~Autorka ♥
