środa, 13 sierpnia 2014

Bad & Good Angel 13

Coś poszło nie tak...

 Gdy król ukrył się już w krzakach.  Wtedy jak na zawołanie na balkonie pojawiła się księżniczka. Pan Ciemności dopiero teraz dostrzegł jej przyziemne piękno. Jasno brązowe włosy opadały kaskadą na jej ramiona. Miała piękne piwne oczy i grymas na twarzy. Zaśmiał się wiedząc,że doskwiera jej brak powietrza w ciasnym gorsecie. Coś błysnęło w jej dłoni. To był chyba sztylet. Przez chwile Lucyfer myślał, że przebije się sztyletem i jej cenna krew do odrodzenia jego armii zmarnuje się, lecz dziewczyna rozcięła sznury od gorsetu. I zaczerpnęła powietrza i spojrzała w księżyc. W jej oczach zauważył uwielbienie do tego widnokręgu. Zamknęła oczy i coś zaczęła szeptać. Lucyfer czuł, że siła księżyca na nią działa. Tymczasem za jej plecami pojawił się John.
- Skarbie?-Wyszeptał podchodząc i obejmując ją od tyłu.
Dziewczyna przeraziła się i krzyknęła.
- Odejdź!-Cofnęła się do tyłu i potknęła o gorset leżący na ziemi. Podszedł do niej i wyciągnął dłoń.
- Musisz iść ze mną czy to ci się podoba czy nie.-Wyszeptał kucając i dalej trzymając dłoń przed sobą.
- Nigdzie nie pójdę.-Splunęła mu w twarz. Otarł ją bez słowa i zacisnął dłoń na jej ramieniu, które po chwili zaczęło dymić a dziewczyna wstrzymywała okrzyk bólu. Przed oczami zrobiło jej się ciemno. Właśnie miał ją zabrać do podziemi, gdy do pokoju wkroczył sir Christian.
- Co tu się dzieje! Kim jesteś? Straże!- Krzyknął i zaczął biec w stronę balkonu. 
Gdy wbiegł, poczuł straszny ból w podbrzuszu. Obrócił głowę i zobaczył drugiego mężczyznę. Uśmiechał się i po chwili zniknął. Czuł, że dłużej nie wytrzyma stojąc. Upadł koło księżniczki, dotknął jej dłoni i odpłynął w bólu...

Jak mogłeś na to pozwolić!!!-Wrzeszczał Lucyfer siadając na swoim tronie.
- Panie..-Zaczął niewinnie John.
- Milcz suko!-Wrzasnął ponownie.
- Panie.. na twoim sztylecie jest krew...-Podjął
- I co z tego!
- Krew sir Christiana. On też jest kapłanem jak Ventum. Jego krew pomoże nam odrodzić twoją armię Lucyferze.-Jego oczy płonęły.
- Że też na to nie wpadłem. Johnie byłeś warty wyciągania cię z nieba.-Podszedł i ucałował go.

Że też wcześniej na to nie wpadłem...Wyszeptał i zaśmiał się podchodząc do kielicha otoczonego płomieniami i starł  krew ze sztyletu,która spłynęłam do jego wnętrza.

_______

Rozdział krótki ale jest, już niedługo koniec. I czas do szkoły. No nic, powodzenia w przygotowaniach ;D

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Bad & Good Angel 12

Nieoczekiwani przybysze...

Tajemniczy las. Biegnę przed siebie lub uciekam przed kimś lub czymś. Potykam się i upadam, ciemna postać jest coraz bliżej. Czuję szybsze bicie serca i przypływ adrenaliny. Nagle znajome uczucie mocniejszego zabicia serca,krzyk. Śmierć. Twarz John'a i innego tajemniczego mężczyzny. Jego oczy są ciemne i ponure jak mglista noc. Rozmawiają nad leżącym nieopodal ciała. Czy to kłótnia. Wszystko widzę jak przez mgłę. Chmury sunące po niebie odsłaniają i zasłaniają księżyc, który co chwilę ujawnia ich twarze i emocje, które co chwilę ulegają zmianie... Kończą rozmowę uściskiem dłoni i uśmiechem na twarzach,który ujawnia ich wampirze kły. Nie znany mi mężczyzna zabiera zakrwawione ciało i znika zostawiając po sobie czarny obłoczek,który z podmuchem wiatru znika. Zauważam,że John odwraca się i uśmiecha szyderczo w moją stronę. Kroczy powoli ujawniając kły. Czuję, że moja mroczna strona ciała i duszy czuję potrzebę bliskości, zaś ta anielska czuję potrzebę ewakuacji. Moje ciało prowadzi wewnętrzną wojnę,która mnie osłabia. Od mężczyzny bije niewyobrażalna złość, pragnienie i uczucie triumfu, że w końcu tak prostym sposobem zdobył Najwyższą Kapłankę i jedynego następce tronu Królestwa Elfów. Próbowałam krzyczeć lecz nie mogłam. Poczułam uderzenie w głowę i niesamowity ból. Ciemność. Lecz nie na długo. Nagle szybko biegnący film,krótkie klatki, przebłyski , wojna, śmierć, zwycięstwo, niewolnictwo. I ten tajemniczy mężczyzna śmiejący się coraz głośniej i głośniej... 

Pani! Wszystko w porządku! Jesteś bezpieczna!- Rzuciłam się na szyję siedzącemu przy mnie ojcu. Płakałam. 
- Ojcze to było straszne!-Wyszeptałam i rozejrzałam się po pokoju. Był tylko Ellijah. Podziękowałam kiwnięciem głowy. Czułam się źle. Miałam gorączkę i zadrżałam gdy poczułam podmuch wiatru.-Chyba widziałam przyszłość.-Mówiłam tym samym tonem i nagle przypomniałam sobie sytuacje na placu ćwiczeń.-Co z Christianem?- Spojrzałam na Ellijah i uwolniłam się z objęć ojca.
- Spokojnie. Nabiłaś mu tylko guza pani. Jak to zrobiłaś? Potrafisz czarować! -Ucieszył się z niedowierzaniem. 
- Sama nie wiem.-Sama się sobie dziwiłam.
- Pani musisz odpoczywać. Dwa dni, potem możesz wrócić do swoich obowiązków.-Ukłonił się i wyszedł z komnaty. Gdy to uczynił. Opowiedziałam ojcu o wszystkim co wydarzyło się wczoraj lub dzisiaj i również o śnie....

Piekło.

- Johnie! Johnie!-Wołał Szatan.
- Tak panie?-Przybiegł zmęczony, spocony i cały w smole.
- Mam dla ciebie zadanie godne mojego najlepszego posłańca!-Usiadł na swoim tronie i obserwował za plecami Johna jak biedne duszyczki męczyły się w ogniu piekielnym wykuwając zbroje odlewając miecze, topory, kolczatki, tarcze i inne przedmioty.-Wojna coraz bliżej! Ich świat będzie nasz!-Szeptał i zaśmiał się szyderczo.
- Panie jakie to zadanie?-Zapytał podpierając się o młot.
- Musisz porwać i sprowadzić tutaj swoją księżniczkę! Dzięki niej uwolnimy Arię Umarłych i stoczymy ostateczny bój! Jej krew ożywi naszych żołnierzy. Jeśli to uczynisz. Ja, uczynię z Ciebie moją prawą rękę! Jak będzie. Zgadzasz się?-Czekał drapiąc się po chropowatym policzku. Zastanawiał się. Rozważał za i przeciw.
-  Vereinbarung- Zgodził się machnięcie ręki i zaklnął pod nosem.-Kiedy mam wyruszyć?
- Wtedy gdy będziesz gotowy. Przyjmij swoje ciało i ruszaj pod osłoną nocy. Księżna koło północy będzie na balkonie podziwiać gwiazdy wtedy pojawisz się i uwiedziesz ją. Czy wszystko jasne? I jeszcze jedno. Zabierz ją tutaj.
- Dobrze panie.-Ukłonił się i odszedł. 

 Szatan przyjął swoją ziemską postać i udał się już na miejsce. Usiadł wśród zarośli i czekał...